Były szef niemieckiej dyplomacji Joschka Fischer wierzy, że Unia wyjdzie wzmocniona z trapiących ją kłopotów.
Członkostwo w UE nie jest kwestią wdzięczności. Wszystkie kraje unijne są sobie równe. Niezależnie od tego, jak długo są członkami Wspólnoty. A wy przez lata byliście zmuszeni, aby przez geopolityczne realia zimnej wojny pozostawać poza procesem integracji europejskiej. Jestem bardzo szczęśliwy, że jesteśmy razem w Unii. I proszę zrozumieć – to nie jest tak, że my was wpuściliśmy. To wy dołączyliście, realizując w ten sposób marzenia, które były jednym z ważniejszych powodów antykomunistycznego buntu. Marzenia o dołączeniu do Europy były jednym z powodów, które rozsadziły komunizm. To samo marzenie widać teraz w takich krajach jak Ukraina. Nie żałuję, że stałem się częścią tego projektu.
Niektórzy to nie wszyscy. Myślę, że Unia jest w bardzo poważnym położeniu. Kryzys finansowy, niemożliwość poradzenia sobie ze skutkami kryzysu gospodarczego, redukcją bezrobocia, szczególnie wśród młodych – to wszystko są problemy, które muszą zostać rozwiązane. Wzrost gospodarczy musi się pojawić w stopniu, który da ludziom pracę i większe zarobki. Ale to są problemy krajów unijnych, które nie potrafią dojść do zgody budującej ten wzrost. Jeżeli pozwolimy się znowu podzielić, zapłacimy niezwykle wysoką cenę. Na przykład w kwestii swobodnego przepływu osób. Dla mnie widok polskiego samochodu osobowego czy ciężarówki na niemieckiej autostradzie jest nadal niezwykle budujący. Bardzo walczyłem, by był on możliwy, i nadal będę walczył o zachowanie tej swobody.
Wszyscy będziemy musieli zapłacić za to bardzo wysoką cenę. Demokracja to nie jest system statyczny. Przez całe swoje polityczne życie wiele razy byłem w mniejszości. W takiej sytuacji bardzo ciężko pracowałem, żeby przekonać większość do swoich racji. Większość i mniejszość... one nie są dane raz na zawsze. Demokratyczny proces podejmowania decyzji polega na wzajemnym przekonywaniu się o swoich racjach. Owszem, Unia jest w poważnym kryzysie. Ale wyjdzie z niego wzmocniona i silniejsza niż przedtem.
Klaus Regling patrzy na tę sprawę z perspektywy technicznej. Ale według mnie kryzys strefy euro nie jest jeszcze w pełni za nami. Wewnętrzne napięcia w strefie euro nie zostały całkiem usunięte. Są one związane z poszukiwaniem dróg do wzrostu. To napięcia między Francją, Włochami i innymi krajami śródziemnomorskimi a Niemcami i innymi krajami Północy. Dopóki te napięcia nie znikną, stabilność w strefie euro będzie zagrożona.
Zmniejszanie konkurencyjności nie wydaje mi się dobrym pomysłem. Powinniśmy raczej myśleć o podnoszeniu konkurencyjności tych, którzy pozostają z tyłu. Ale uważam, że Niemcy powinny zwiększyć konsumpcję wewnętrzną. I w tej kwestii w ciągu ostatniego roku wydarzyło się sporo dobrego. Pensje dynamicznie rosną, związki zawodowe twardo negocjują. Wydaje mi się, że następuje poważna zmiana trendu w Niemczech i konsumpcja wewnętrzna będzie odgrywać coraz większą rolę. Ale same Niemcy nie wystarczą, żeby w dostateczny sposób pobudzić wzrost w całej strefie euro.
Trzeba im po prostu dać więcej pieniędzy.
Nie, drukowanie nie jest rozwiązaniem. Kluczowe są wyższe pensje i pobudzenie inwestycji. Proszę spojrzeć – funkcjonujemy w środowisku niezwykle niskich stóp procentowych. Jeżeli inwestować, to właśnie teraz.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu