Jeśli islamiści będą kontrolować wybrzeże Morza Śródziemnego, kryzys migracyjny jeszcze się pogłębi.
Coraz więcej jest sygnałów, że Państwo Islamskie próbuje przenieść swoją główną działalność do pogrążonej w wojnie domowej Libii. Dla Europy byłby to jeszcze większy problem niż upadek Syrii, jednak na razie brakuje chętnych do interwencji zbrojnej.
Według Pentagonu prowadzone w Syrii i Iraku operacje międzynarodowej koalicji przeciw Państwu Islamskiemu wbrew pozorom przynoszą efekty. W pierwszym z tych krajów organizacja straciła ok. 20 proc. terytorium, które kontrolowała rok temu, w drugim – nawet 40 proc. Wskutek bombardowań instalacji naftowych zmniejszyły się jej dochody z eksportu ropy, czego skutkiem jest zmniejszenie nawet o połowę żołdu wypłacanego bojownikom. Sama ich liczba też spadła. Opublikowany w zeszłym tygodniu raport amerykańskiego wywiadu wskazuje, że w Syrii i Iraku jest ich do 25 tys., podczas gdy w 2014 r. liczba ta dochodziła do 31 tys.