To nie był kompromis. Bo kompromis to rozwiązanie, z którym obie strony mogą jakoś żyć. Na określenie tego, co stało się w Brukseli, mamy w słowniku inne, bardziej trafne określenia: rozkaz, dyktat albo ultimatum.
Owszem, w grecko-unijnym „porozumieniu” są punkty sensowne. Ale to logika kontrproduktywnej polityki austerity. No bo jak inaczej nazwać konieczność utrzymywania wysokiej nadwyżki budżetowej, która w warunkach niskiej konkurencyjności musi oznaczać cięcia wydatków? A prywatyzacja na zawołanie, która na pewno skończy się sprzedawaniem poniżej wartości faktycznej? I jeszcze ten nakaz ekspresowego przepchnięcia „porozumienia” przez parlament w Atenach. Czyli typowe dla każdego ultimatum: „Nie obchodzi nas, jak to zrobicie, ale macie czas do środy”.