W naszej podróży nie doszło do nadużyć. Tak przekonują trzej posłowie PiS-u, zawieszeni przez partię za służbowy wyjazd do Madrytu.
Reklama

Adam Hofman, Mariusz Antoni Kamiński i Adam Rogacki powołują się na pismo, które mieli przekazać już we wtorek szefowi polskiej delegacji Andrzejowi Halickiemu, posłowi PO. Mieli napisać w nim, że do stolicy Hiszpanii nie pojechali samochodami, a polecieli samolotem. Jak deklarują, napisali tam też, że bilety kupili z własnych środków, a pieniądze otrzymane na podróż samochodami zwrócą.

Do stolicy Hiszpanii parlamentarzyści mieli jechać prywatnymi autami, a polecieli tanimi liniami. Według mediów, na podróż i pobyt mieli dostać z sejmowej kasy blisko dziesięć tysięcy złotych zaliczki. Sprawa stała się głośna, po tym jak media opisały awanturę na pokładzie samolotu, którym lecieli posłowie. Miało tam dojść do sprzeczki żon polityków z obsługą samolotu, która zwróciła uwagę, że na pokładzie nie można pić własnego alkoholu.

Potem zakwestionowano aktywność polityków PiS podczas obrad komisji, na którą lecieli. Sekretarz Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy Wojciech Sawicki poinformował, że Mariusz Antoni Kamiński pojawił się na spotkaniu w Madrycie tylko rano. Z kolei Adam Hofman i

Adam Rogacki podpisali listę obecności późnym popołudniem. Posłowie PiS napisali w swoim oświadczeniu, że z powodu kwestionowania ich zaangażowania w obradach, zwrócili pobrane diety i koszty hotelu.