Ambasador tytularny Tomasz Turowski został prawomocnie oczyszczony z zarzutu "kłamstwa lustracyjnego" przez Sąd Apelacyjny w Warszawie. SA uznał, że sprawa b. szefa wydziału politycznego ambasady w Moskwie w ogóle nie powinna trafić do sądu - nie ujawniono dlaczego.

W poniedziałek SA uwzględnił apelację pełnomocników Turowskiego, którzy wnosili o uchylenie wyroku Sądu Okręgowego z 2011 r. W tajnym ze względu na "interes państwa" procesie SO uznał go na wniosek IPN za "kłamcę lustracyjnego" i zakazał na 3 lata pełnienia funkcji publicznych.

SA oddalił apelację pionu lustracyjnego IPN, który chciał podwyższenia zakazu do 10 lat. Jawne były tylko dwa zdania uzasadnienia SA, w tym o tym, że "sprawa w ogóle nie powinna trafić do sądu, a postępowanie lustracyjne nie powinno się odbyć".

IPN może jeszcze złożyć kasację do Sądu Najwyższego. W rozmowie z PAP prok. IPN Aneta Rafałko jej nie wykluczyła (trzeba by w niej wykazać, że przy takim wyroku SA rażąco naruszył prawo - PAP). Powołując się na tajny charakter sprawy nie chciała się o niej wypowiadać.

Reklama

Także pełnomocnik lustrowanego (nie było go w SA) mec. Mikołaj Pietrzak powiedział PAP, że nie może nic powiedzieć z racji ochrony tajemnicy. Dodał jedynie, że żałuje, iż uzasadnienie SA nie mogło być jawne, bo "stanowiło lekcję nie tylko wykładni prawa zgodnie z duchem konstytucji, ale lekcję postawy obywatelskiej i praworządności". Nie ujawnił, co miał na myśli SA w jawnej części uzasadnienia.

IPN podejrzewał Turowskiego, że w oświadczeniu lustracyjnym zataił, iż był tzw. nielegałem wywiadu PRL

Reklama

W grudniu 2010 r. IPN wystąpił do sądu o lustrację Turowskiego, ówczesnego szefa wydziału politycznego Ambasady RP w Moskwie - nigdy nie ujawniono oficjalnie szczegółów sprawy. Zaraz po tym MSZ ogłosił, że Turowski kończy misję w Moskwie. W początkach 2011 r. podał się on do dymisji, którą "w trybie natychmiastowym" przyjął minister Radosław Sikorski.

Według "Rzeczpospolitej" IPN podejrzewał Turowskiego (czego nigdy oficjalnie nie zdementowano), że w oświadczeniu lustracyjnym zataił, iż był tzw. nielegałem wywiadu PRL, skierowanym w 1975 r. jako oficer wywiadu do zakonu jezuitów w Watykanie. Miał być przez 10 lat dopuszczany do "największych tajemnic Watykanu dotyczących polityki wschodniej". W 1986 r. miał wystąpić z zakonu, a w 1993 r. zaczął pracę w MSZ. Zdaniem "Gazety Wyborczej" było to "przykrywką" dla działalności w polskim wywiadzie. Był ambasadorem na Kubie.

W 2007 r. za rządów w MSZ Anny Fotygi otrzymał stopień dyplomatyczny ambasadora tytularnego. Uczestniczył w przygotowaniu wizyty w Katyniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego 10 kwietnia 2010 r. był na płycie lotniska, gdzie oczekiwano na przylot Tu-154M. Przesłuchano go już jako świadka w polskim śledztwie ws. katastrofy smoleńskiej.

"Nie można wykluczyć, że zaszła sytuacja nielojalności państwa wobec swojego funkcjonariusza, który został postawiony w sytuacji bez wyjścia" - tak według "GW" napisał SO w uzasadnieniu wyroku z 2011 r. Żadna ze stron procesu nie potwierdziła PAP tych informacji - ale też im nie zaprzeczyła. Zdaniem "GW" Turowski miał w sądzie tłumaczyć, że "nie miał zaufania do szczelności" IPN i kierował się wyższym dobrem, jakim była "ochrona źródeł" - czyli osób, które pozyskał do współpracy na terenie Rosji.

Dyplomaci to obecnie najliczniejsza kategoria urzędników lustrowanych na wniosek Instytutu

Według "GW" po 1989 r. Turowski przeszedł do wywiadu RP, gdzie miał chroniony najwyższą klauzulą tajemnicy status "nielegała", a oficjalnie był dyplomatą. Zdaniem "GW" do ambasady w Moskwie zadzwoniła w grudniu 2010 r. prokurator IPN mówiąc, że zakwestionowała jego oświadczenie lustracyjne. "Turowski był w szoku, że podała tę informację na normalną, niechronioną w żaden sposób linię. Dla niego oznaczało to, że służby rosyjskie, które kontrolują telefony ambasady, dowiedziały się, jaką pełni funkcję" - pisała "GW".

Jej zdaniem na pożegnalnym przyjęciu w Moskwie generał rosyjskiego wywiadu powiedział mu: "Nie musieliśmy cię wydalać. Zrobili to twoi". Według informacji "Gazety" wyjazd Turowskiego z Moskwy poprzedziła ewakuacja kilku oficerów polskiego wywiadu.

"GW" pisała też, że do 2007 r. był on na etacie w Agencji Wywiadu, a gdy skończył 60 lat, musiał odejść na emeryturę. Żeby dalej pracować dla wywiadu, przeszedł na status współpracownika wywiadu, co nałożyło na niego obowiązek poinformowania o swojej pracy w czasach PRL w oświadczeniu lustracyjnym. Zdaniem "GW" jako oficer przejęty przez służby III RP Turowski nie musiał ujawniać swojej roli w oświadczeniach dla IPN, a jako współpracownik taki obowiązek już miał.

Zgodnie z polskim prawem status współpracownika obecnego polskiego wywiadu jest wieczystą tajemnicą państwową.

Dyplomaci to obecnie najliczniejsza - po samorządowcach - kategoria urzędników lustrowanych na wniosek Instytutu. Za kłamców uznano już kilku z nich; trwają procesy m.in. b. wiceszefów resortu Macieja Kozłowskiego i Andrzeja Towpika.