Przyjęcie przez Polskę euro nie w najbliższej perspektywie – tak zadeklarowała w środę podczas debaty wyborczej w TVP większość kandydatów na prezydenta. Zdaniem części z nich, temat wprowadzenia w Polsce wspólnej waluty jest tematem zastępczym.
Reklama

Kandydaci na prezydenta odpowiadali na pytania z takich dziedzin jak: polityka zagraniczna, wewnętrzna, społeczna, gospodarcza i "świat wartości". Z obszaru gospodarki pytanie dotyczyło tego, czy i kiedy Polska powinna przyjąć walutę euro.

Prezydent Andrzej Duda przypomniał, że kiedy wstępowaliśmy do UE, w traktacie akcesyjnym zgodziliśmy się na przyjęcie wspólnej waluty, ale bez określenia terminu. Prezydent zauważył, że złoty dwa razy nas ochronił w czasie kryzysu. Ocenił, że dyskusję na temat przyjęcia euro nasz kraj powinien zacząć, kiedy się to nam będzie opłacać, kiedy Polacy będą zamożnym społeczeństwem.

Poseł Konfederacji Krzysztof Bosak zauważył, że pytanie o euro to pytanie o politykę zagraniczną, a nie gospodarkę. Według niego, mówiąc o aspektach gospodarczych polityki europejskiej, dużo większym problemem jest obecny projekt nowego instrumentu zadłużenia UE. Zdaniem Bosaka temat euro jest tematem zastępczym, natomiast najważniejszymi kwestiami dotyczącymi polskiej gospodarki są teraz wzrost bezrobocia, załamanie produkcji przemysłowej czy spadek pensji.

Mirosław Piotrowski (Ruch Prawdziwa Europa) zadeklarował, że jest przeciwnikiem euro i chce, by Polska pozostała przy złotym. Mówił, że jako kandydat na prezydenta opowiada się za obniżką podatków - PIT i VAT oraz wprowadzeniem wyższej kwoty od podatku.

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski (KO) oświadczył, że Polska obecnie nie jest gotowa na przyjęcie euro, a w dyskusji na ten temat najważniejszy jest interes obywateli. Ocenił, że w gospodarce panuje teraz ogromny chaos, nad którym rząd nie panuje. "Ludzie boją się o miejsca pracy, przedsiębiorcy boją się o swoje firmy. Dzisiaj trzeba skupić się na inwestycjach, tu i teraz, a nie na gigantomanii, jaką jest Centralny Port Komunikacyjny. Trzeba skupić się na inwestycjach powiatowych, to wygeneruje miejsca pracy" - oznajmił.

Prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz stwierdził, że ten, kto układał pytania do debaty wyborczej, "musiał mieć niezły odlot" i że w polskich domach rozmawia się o problemach związanych ze spadkiem PKB czy likwidacją miejsc pracy. W jego opinii trzeba wprowadzić w Polsce dobrowolny ZUS i wyższą kwotę wolną od podatku. "Turystyka w zapaści, brakuje pieniędzy dla samorządów, edukacja niedofinasowana" - wymieniał aktualne jego zdaniem problemy.

Zdaniem b. posła Kukiz'15 Marka Jakubiaka, polski złoty, tak samo jak polska armia czy polski język to podstawa naszej wolności i suwerenności. Wspomniał, że jako kandydat na prezydenta proponuje liniowy VAT, likwidację CIT i wprowadzenie w zamian 1 proc. podatku przychodowego.

Stanisław Żółtek (Kongres Nowej Prawicy) stwierdził: "Precz z tym euro". Jak mówił, zamiast o wspólnej walucie, on rozmawiałby o wyjściu polski z Unii Europejskiej, bo jego zdaniem Polska będzie coraz więcej traciła na członkostwie w UE. "Rząd zamiast zajmować się gospodarką, obniżeniem podatków zajmuje się kupowaniem wyborców za pieniądze podatników, 500 plus, kolejne 1000 plus (...), może jeszcze +menelowe+ plus" - zapytał.

Przedsiębiorca Paweł Tanajno (kandydat bezpartyjny) podkreślił, że politycy nie mają pojęcia o gospodarce. "Śmieszy mnie wypowiedź Andrzeja Dudy, że wyższe wypłaty będą warunkiem przyjęcia euro, bo przez ostatnie miesiące razem z premierem zrobili wszystko, żeby obniżać ludziom wynagrodzenia" - powiedział. Wskazał, że jego program zakłada zwiększenie wynagrodzeń netto.

Publicysta Szymon Hołownia (bezpartyjny) przyznał, że Polska będzie musiała przyjąć euro prędzej czy później. Ważniejsza jego zdaniem jest ochrona zdrowia i edukacja "na miarę XXI wieku". Zadeklarował, że jako prezydent w ciągu pięciu miesięcy urzędowania złoży pięć ustaw, które przesuną miliardy złotych z "niemądrych inwestycji", takich jak CPK na rozwiązywanie realnych problemów Polaków.

W ocenie szefa Unii Pracy Waldemara Witkowskiego przyjęcie przez Polskę euro powinno poprzedzić referendum. Mówił, że zależy mu, żeby pensje w Polsce wzrosły. "Płace wzrosną, jeśli będziemy mieli tą samą walutę w UE" - stwierdził.

Lider Wiosny Robert Biedroń ironizował, że jeśli Polską będzie nadal rządził Andrzej Duda i PiS, to Polska szybciej przyjmie rubla niż euro. Zaznaczył, że jako europoseł obserwuje jak PO i PiS zajmują się sobą, a nie zdobywaniem funduszy europejskiej dla Polski, tymczasem on proponuje plan odbudowy Polski o wartości 280 mld zł. "To są realne środki, które powinny do nas trafić na budowę tanich mieszkań na wynajmem, dwa miliony paneli fotowoltaicznych" - powiedział. (PAP)