Andrzej Duda mówi o stabilności władzy, inwestycjach, miejscach pracy i oferuje bon turystyczny, a Rafał Trzaskowski o solidarności i krytykuje arogancję rządzących.
Bon turystyczny i zapowiedź inwestycji publicznych dających miejsca pracy mają być bronią prezydenta Andrzeja Dudy. Zapowiedział to w sobotę na konwencji w Stalowej Woli.
Bon to 500 zł na dziecko. Jak wynika z naszych informacji, ustawa wprowadzająca to rozwiązanie może wejść w życie w połowie lipca, a więc już po wyborach. Cały czas dopracowywane są szczegóły. Koncepcja zmieniła się dość zasadniczo. Pierwotne zapowiedzi mówiły o 1000 zł dla wszystkich pracujących na etacie, których zarobki nie przekraczają średniej krajowej, co wymuszało stworzenie nowego i skomplikowanego systemu dystrybucji. Przyznanie tego świadczenia beneficjentom 500 plus ułatwia dotarcie do grupy docelowej.
Na razie nie wiadomo, jaką bon będzie miał formę. Na pewno nie będzie prostym transferem jak 500 plus. Rozważane są dwa warianty. Pierwszy to wirtualna karta płatnicza, drugi refundacja przez ZUS wydatków przedsiębiorcom. Ponieważ bon ma wesprzeć branżę turystyczną, to pieniądze będzie można wydawać w firmach z określonym kodem PKD, identyfikującym rodzaj działalności gospodarczej – np. branża turystyczno-noclegowa zaczyna się od liczby 55, a gastronomia od 56. Ale jak wynika z naszych informacji, pieniądze z bonu będzie też można przeznaczyć na ferie w mieście, np. wyjścia do kina czy muzeów.
Reklama
Nowa koncepcja będzie tańsza dla budżetu – to w praktyce wypłata 500 plus przez jeden miesiąc więcej. Poprzednia miała kosztować około 7 mld zł, obecna o połowę mniej. – Nie ma już miejsca na duże transfery, w tej chwili kluczowe będą inwestycje – mówi DGP osoba z otoczenia prezydenta. I oprócz bonu głównie o tym mówił w weekend Andrzej Duda.

Reklama
Obóz rządowy zwiera szeregi we wspieraniu Andrzeja Dudy, czego przykładem było czwartkowe wotum zaufania dla rządu Mateusza Morawieckiego. Miało pokazać, że po niesnaskach wokół głosowania w maju nie ma śladu i koalicja jest silna. Wyborców ma przekonać konieczność stabilizacji władzy i współpracy prezydenta z rządem w czasie kryzysu.
Drugi w sondażach, kandydat PO Rafał Trzaskowski argumentuje, że jako prezydent będzie faktycznie kontrolował władzę. – Nie ma i nie będzie zgody na dzielenie Polaków na lepszych i gorszych. Nie ma miejsca na nienawiść i pogardę. Mamy dość tego, co serwują nam dzisiaj rządzący! – to przekaz jego kampanijnych spotkań.
Ponieważ Rafał Trzaskowski może to robić jako jedyny z głównej stawki, jego sztab zrobił ze zbierania podpisów akcję mającą mobilizować elektorat. Do tej pory komitety zazwyczaj chwaliły się finalnym efektem. Tym razem jest inaczej. – Będzie wielkie odliczanie, lajfy, liczniki itp. – zdradza nam osoba z otoczenia Trzaskowskiego. Jeden z działaczy Platformy Obywatelskiej przekonuje, że zbiórka w Warszawie idzie wyjątkowo sprawnie. – Do tej pory przy każdych wyborach zazwyczaj trzeba było żebrać o podpisy. Teraz bywa, że ustawiają się niewielkie kolejki do naszych stanowisk – nie ukrywa zdziwienia nasz rozmówca. Jak twierdzi, nie ma co się przejmować stanem licznika zebranych i zweryfikowanych podpisów na stronie internetowej komitetu Trzaskowskiego, a do wczoraj miał ich już ponad 200 tys. – Dane wprowadzane są z opóźnieniem, bo podpisy schodzą z regionów. Ale chodzi też o efekt mobilizujący, stworzenie wrażenia, że ciągle brakuje i trzeba pomóc. Dopiero na końcu procesu zbierania podpisów okaże się, że nastąpiło przyspieszenie – przekonuje osoba z zaplecza kandydata KO.
Sztabowcy Trzaskowskiego wiedzą, że jednym z głównych problemów ich kandydata jest to, że największe szanse na dobry wynik ma w dużych miastach. Gorsze perspektywy rysują się na prowincji, na której dominuje Andrzej Duda. Z tego względu tylko najważniejsze przemówienia Trzaskowski ma wygłaszać w największych miastach – jak to miało już miejsce w Poznaniu czy Gdańsku. Pozostała część kampanii ma być nakierowana na mniejsze miejscowości. W weekend Trzaskowski zjeździł woj. małopolskie i świętokrzyskie. W piątek był w Oświęcimiu, Chrzanowie, Myślenicach i Wieliczce. – Wszystkie te miejsca, może poza Chrzanowem, to nasze antybastiony – zwraca uwagę jeden z naszych rozmówców.
Lider ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz zainaugurował nową kampanię wspólnie z Pawłem Kukizem w tarnowskim amfiteatrze. Zaprezentował nowe hasło i zarysował wizję prezydentury. Jak mówią nam jego współpracownicy, znów chcą pokazać, że ich kandydat najwięcej spośród wszystkich podróżuje po kraju. W weekend odwiedził Małopolskę i Podkarpacie, a w tym tygodniu zawita do woj. łódzkiego, warmińsko-mazurskiego, wielkopolskiego, pomorskiego i mazowieckiego.
Szymon Hołownia ruszył w Polskę kamperem, który nazywa Belwederem na kółkach, i przedstawi siebie jako kandydata, który uwolni Polskę od politycznej wojny PiS z PO.
Na początku kampanii w najtrudniejszej sytuacji jest Robert Biedroń, bo jego ostatnie sondaże były w granicach 2–3 proc. Jego współpracownicy chcą, by kandydat Lewicy wrócił do bezpośrednich spotkań z ludźmi i w ten sposób odrobił straty. – Robert miał niezłe sondaże, gdy miał okazję do bezpośrednich spotkań, a zanurkował sondażowo, gdy tę możliwość przecięła epidemia – przyznaje nasz rozmówca z Lewicy. I tak np. w piątek Biedroń był w Kraśniku, gdzie upominał się o zamykaną porodówkę i brał udział w okrągłym stole. – To format pokazujący, że nasz kandydat jest blisko ludzi i łapie z nimi kontakt – dodaje nasz rozmówca. W weekend na konwencji w Warszawie Biedroń zaprezentował plan inwestycyjny Biedronia, oparty na unijnych transferach. W tym tygodniu wraca na trasę – zawita m.in. do Częstochowy, jednego z bastionów SLD.