W każdym kraju na świecie może dojść – i dochodzi – do tragedii podobnej do tej z Koszalina. Nie przewidzimy wszystkiego, nie zapewnimy bezpieczeństwa w sposób doskonały. Ale jeśli tuż po nieszczęściu wyruszają w Polskę służby i, oczywiście, znajdują kolejne niebezpieczeństwa, to mamy prawo się bać. Ale dlatego, że nie szukały, zanim nie dostały rozkazu.
Państwo, w którym o skuteczności działań nie decyduje codzienna praktyka, lecz telefon z centrali, jest państwem rządzonym źle. Konsekwencje takich rządów muszą się odbijać na zdrowiu i życiu obywateli. Pod wpływem poruszającego nieszczęścia w escape roomie kontrolujemy escape roomy, ale być może kosztem prewencyjnych kontroli w innych miejscach.
Smutne, ale nieuchronne skojarzenie z tragedią w sprawie dopalaczy. Przed laty nagle odkryto, że budki z dopalaczami to zło. Zareagowała władza, premier Donald Tusk uderzał pięścią w biurko: „Wczoraj w nocy specjalny zespół rządowy z moim udziałem podjął stosowne decyzje i tę kwestię rozstrzygniemy w trybie błyskawicznym, w sposób zdecydowany, żeby nie powiedzieć brutalny”. W trybie błyskawicznym handel trującymi substancjami wrócił, kiedy skończyło się prężenie muskułów bezradnej władzy.