Szef rządu w Jerozolimie przez lata unikał zarzutów, tym razem zainicjowane w zeszłym roku śledztwa mogą położyć kres jego karierze. Dla Polski nie jest to jednak najlepsza wiadomość.
Czarna skrzynka – takie przezwisko ma w Izraelu Szlomo Filber, współpracownik i powiernik premiera. W połowie tygodnia w kraju gruchnęła wieść: Filber zdradził pryncypała i będzie przeciw niemu zeznawać. To taki zwrot, jakby współpracownik Franka Underwooda z „House of Cards” – Doug Stamper – postanowił pewnego dnia rzeczywiście zdradzić mentora i opiekuna.
Przed taką metaforą nie uciekają zresztą sami Izraelczycy. – Kryminalny domek z kart, skonstruowany w ostatnich latach przez premiera Benjaminu Netanjahu, właśnie się wali. Na niego i całe jego otoczenie – skwitował wieści płynące z prokuratury Avi Gabbaj, lider Unii Syjonistycznej, współczesnej odsłony izraelskiej lewicy. „Śmiertelny cios” – podsumowuje lewicowy, więc daleki od sympatii wobec premiera, „Haarec”. W słowach nie przebiera też mający raczej prawicowe sympatie dziennik „Jerusalem Post”. „Era Netanjahu dobiega końca – ogłosiła z przekonaniem gazeta. „Chodźcie poznać kandydatów na następnego premiera” – zachęcała do udziału w ostatniej ze swoich debat politycznych.