Autopromocja

"Odprawa posłów greckich" Teatr Polski - recenzja

"Odprawa posłów greckich"  fot. Krzysztof Bieliński
"Odprawa posłów greckich" fot. Krzysztof BielińskiMedia
4 grudnia 2013

„Odprawa posłów greckich” w warszawskim Teatrze Polskim może być oskarżana o muzealność. Niesłusznie. W swej muzycznej wręcz formie spektakl jest ważnym i radykalnym gestem.

Dwa i pół roku temu na scenie przy ulicy Karasia francuski reżyser Ivan Alexandre wystawił „Cyda” Pierre’a Corneille’a. Pamiętam zdezorientowanie, jakie towarzyszyło tamtej premierze. Zagrano bowiem tragedię tak, jak by ją wykonano w wieku XVII, niejako rekonstruując jej kanoniczny kształt. Spektakl zadziwiał statyczną formą, jakby był serią gotowych do utrwalenia obrazów. I zderzał nas z wierszem w tłumaczeniu Andrzeja Morsztyna, przejrzanym przez Piotra Kamińskiego. Wbrew oczekiwaniom nie była to jednak wcale lekcja obcego języka, tylko podróż do korzeni. Dla młodych aktorów zaś wyzwanie ekstremalne. Dzisiaj na małej scenie Polskiego Ryszard Peryt realizuje dzieło Jana Kochanowskiego, poddając je autorskiej adaptacji. Nie dopisuje poecie z Czarnolasu ani jednego słowa, ale do pięciu ogranicza liczbę postaci dramatu. Niektóre kwestie wykreślonych bohaterów daje tym, których ma do dyspozycji, rezygnuje też z chóru. Całość rozgrywa zaś na niemal pustej scenie. Dorota Kołodyńska postawiła na niej jedynie dwa lustra otoczone lampkami, podobne do tych w teatralnej garderobie. Kostiumy przywodzą ma myśl klasyczne wzory, ale Kołodyńska przydaje im czysto teatralnej monumentalności. Twarze bohaterów podkreśla też makijażem. Jesteśmy w teatrze – jako świadkowie zmagań aktorów z dziełem, które dziś wymagałoby może tłumaczenia na współczesność. I Peryt dokonuje takiego tłumaczenia, na szczęście nie szukając niepotrzebnych uaktualnień. Cofa się do Kochanowskiego, traktując „Odprawę posłów greckich” niczym partyturę utworu muzycznego, zbiór nut do zagrania na dzisiejszą melodię. Daje ją pianista Włodek Pawlik, obecny przez cały czas przy fortepianie, wykonujący na żywo własny utwór, który koresponduje z dziełem poety. Można się było obawiać, czy jazzowa muzyka Pawlika nie zagada aktorów, nie wejdzie w walkę ze słowem, nie będzie go znosić. Nie jest tak.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.