– Kiedy zamieszczamy zdjęcia dzieci w mediach społecznościowych, tracimy nad nimi kontrolę. Każdy może je skopiować, przerobić za pomocą sztucznej inteligencji i wykorzystać – mówi Dominika Bucholc z fundacji Bezpieczne dziecko. W publicznym apelu organizacja wnosi do MEN o pilne podjęcie działań zmierzających do zatrzymania publikacji wizerunku dzieci przez żłobki, przedszkola i szkoły w otwartych kanałach internetowych
Fundacja Bezpieczne dziecko wystosowała apel do MEN dotyczący konieczności podjęcia pilnych kroków w celu ochrony wizerunku nieletnich w internecie.
– Raz opublikowany wizerunek może zacząć funkcjonować własnym życiem, być dalej rozpowszechniany, kopiowany, wykorzystywany wtórnie, a nawet użyty w sposób całkowicie sprzeczny z intencją osób, które go udostępniły. Ostatnie przypadki pokazują, że to nie są wyłącznie teoretyczne zagrożenia. Zdjęcia nastolatek zostały wykorzystane do promocji portalu Threads w reklamach kierowanych do dorosłych mężczyzn. To sytuacja skrajnie niepokojąca i pokazująca, jak łatwo wizerunek dziecka może zostać wyrwany z pierwotnego kontekstu i użyty w sposób, na który nikt świadomie nie wyraził zgody – czytamy w apelu.
O celach apelu, problemach, z jakimi borykają się rodzice i nauczyciele, a także pilnej potrzebie zmiany przepisów w placówkach edukacyjnych rozmawiamy z Dominiką Bucholc, rzeczniczką fundacji Bezpieczne dziecko.
Dlaczego zdecydowaliście się na apel do MEN w sprawie wprowadzenia zakazu umieszczania zdjęć dzieci w publicznie dostępnych kanałach internetowych?
Dziennie dostawaliśmy już tak dużą liczbę zgłoszeń, że czuliśmy, że jako fundacja nie jesteśmy w stanie reagować na wszystkie. Mimo że staramy się to robić od wielu miesięcy: pisać do różnych instytucji z prośbą usunięcia zdjęć, tłumaczyć, każdego dnia dociera do nas masa materiałów zwłaszcza od zaniepokojonych rodziców i opiekunów, których dzieci chodzą do tych placówek.
Był moment, w którym stwierdziliśmy, że to nie jest kwestia fundacji, które na to reagują, lecz pewnych regulacji na wyższym poziomie. Stąd nasz pomysł, aby zaapelować właśnie między innymi do MEN w sprawie regulacji wizerunku dzieci w internecie.
Jakie publikacje z udziałem dzieci wzbudzały szczególne kontrowersje?
Pierwszym zgłoszeniem, które szeroko poruszyliśmy w tym miesiącu, byli chłopcy tańczący z okazji Dnia Dziecka w spódniczkach baletowych. Były też sesje dziewczynek stylizowanych na dorosłe kobiety czy chłopaków wykonujących im masaż w ramach dnia spa. Skrajne przypadki dotyczyły sytuacji, gdy nauczycielki wychowania wczesnoszkolnego całowały dzieci w żłobku w usta. Odebraliśmy też zgłoszenie o dzieciach z ośrodka opiekuńczego, które pozowały do zdjęć z podpaskami i bielizną.
Jako fundacja oczywiście jak najbardziej wspieramy takie instytucje, żeby edukowały dzieci w tak ważnych kwestiach. Jednak nie są to tematy, które powinny natrafiać na media społecznościowe.
Przedszkola, żłobki i szkoły chcą uchodzić za nowoczesne, dlatego dążą do tego, aby ich oferta była widoczna w mediach społecznościowych. Z czym to się wiąże?
To błędne założenie, bo żadna szkoła, żłobek czy przedszkole nie mają podstawowego obowiązku promowania się w mediach społecznościowych. Na pierwszym miejscu powinni stawiać bezpieczeństwo i prywatność dzieci, a nie marketing czy promocję placówki.
Jak te instytucje mogą się ewentualnie promować, jednocześnie nie narażając dzieci na niebezpieczeństwo?
Docierają do nas przykłady instytucji, które, jeśli już chcą się promować, robią to w sposób odpowiedzialny: np. fotografując dzieci z zza pleców lub pokazując tylko rączki bawiące się zabawkami. Nie upubliczniają ich wizerunku ani – jak się zdarzało się w skrajnych przypadkach – nie wstawiają zdjęcia dzieci z dyplomami bezpośrednio z danymi personalnymi, jak nazwisko.
W jaki sposób dane i zdjęcia dzieci mogą być wykorzystywane przez przestępców? Jak duże jest ryzyko?
Należy pamiętać, że nad tym, co trafia do mediów społecznościowych, tracimy kontrolę. Każdy może np. pobrać nasze zdjęcia i nie mamy pewności, w jaki sposób zostaną wykorzystane. Przede wszystkim przez kogo będą zapisane czy przetworzone.
Co się może stać z zamieszczonymi na portalach społecznościowych przez nas czy przez nauczycieli zdjęciami dzieci?
Mamy już przykłady wykorzystania takich zdjęć w grupach dla dorosłych. Fotografie dziewczynek zostały wrzucone do promowania jednej z takich grup.
Idąc dalej, to mogą być zagrożenia związane z używaniem sztucznej inteligencji, która na podstawie jednego takiego zdjęcia jest w stanie wygenerować cały erotyczny filmik.
Możliwe jest skopiowanie głosu, stworzenie z naszym wizerunkiem filmików, niestety, w kontekście dzieci bardzo często pornograficznych. Mamy na przykład chociażby kwestie Groka, który za pomocą jednego kliknięcia był w stanie rozebrać nasze ubrane zdjęcia.
Dlaczego sporządzony apel jest skierowany właśnie do szkół?
W pierwszej kolejności skierowaliśmy apel do szkół, aby Ministerstwo Edukacji zareagowało na postępowanie placówek. Często rodzic jest zmuszany do podpisania zgody na udostępnianie wizerunku dziecka albo szkoły tłumaczą, że jest to standard. Nasi obserwujący pisali do nas, że byli w sytuacji, gdy nie chcieli podpisać zgody ze względu na zagrożenia i dlatego ich dziecko nie mogło uczestniczyć w zajęciach.
Czasem finalnie pod takim szantażem rodzice się uginają, żeby dziecko mogło wziąć w grupie udział w danych zajęciach. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca.
Problematyczne są tutaj jeszcze dwie kwestie. Z jednej strony sami nauczyciele do nas się zgłaszają i mówią, że często dyrekcja chce, aby właśnie te profile żyły, bo między szkołami są jakieś nieformalne konkursy, która zrobi więcej wydarzeń, bardziej się pokaże itd. Dyrekcji bardzo na tym zależy i nauczyciele czują, że zepchnięto na ich barki dodatkowy obowiązek, w dodatku szkodliwy. Poza tym są przecież od edukacji, a nie prowadzenia mediów społecznościowych szkoły.
Z drugiej strony nauczyciele często czują nacisk niewyedukowanych, mniej świadomych rodziców, którzy bardzo lubią prowadzić swoje media jako taki pamiętnik dziecka. To właśnie często ci rodzice oczekują, żeby nauczyciele robili zdjęcia, publikowali, bo chcą wiedzieć, co ich dziecko robi w szkole.
Tutaj potrzebujemy rzeczywistego wsparcia Ministerstwa Edukacji, żeby chociaż, jeśli nie da się zakazać tego całkowicie, wypracować pewne normy i rekomendacje.
Czy MEN odniosło się już do apelu?
MEN 24 marca wrócił z komunikatem, że jest RODO, kodeks cywilny i mnóstwo innych ustaw, ale powiedzmy sobie szczerze, szkoła nie ma na dzień dobry wielu prawników, którzy usiądą, przeanalizują i każda szkoła osobno sobie wyciągnie z tych praw, które obowiązują, pewne rekomendacje.
To właśnie na poziomie krajowym powinny być ustalone dobre, proste praktyki, właśnie wypracowane i przedstawione tym szkołom, kuratorium oświaty i tak dalej.
Nasz alert nie został potraktowany tak, jak na to liczyliśmy. Postanowiliśmy, że zrobimy drugą turę, tym razem z konkretnymi pomysłami. Mamy nadzieję, że wtedy MEN jeszcze raz pochyli się nad naszym apelem, będzie chciał przejąć rekomendacje i dostarczyć je szkołom. Tak naprawdę, już od kilku lat pracujemy nad takimi ogólnymi zasadami. W naszej opinii brakowało takiego przewodnika dla szkół, dlatego postanowiliśmy go opracować.
Apel jest dostępny pod tym linkiem: [KLIKNIJ TUTAJ]
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu