Autopromocja

Mniej zarzutów wobec jawności

20 stycznia 2015

Sąd Najwyższy ograniczył swój wniosek do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie przepisów o dostępie do informacji publicznej. Wycofanie kilku uwag to inicjatywa nowej prezes SN prof. Małgorzaty Gersdorf.

Zdaniem komentatorów, gdyby pierwotny wniosek SN został uwzględniony przez trybunał, jawność życia publicznego stałaby się w Polsce fikcją. SN pierwotnie postawił ustawie o dostępie do informacji publicznej (t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 782) 10 zarzutów (samo petitum wniosku to 9 stron), które uzasadniał na prawie 50 stronach.

Konfrontował w nim prawo do informacji z prawem do prywatności, a przy tej okazji podważał wiele przepisów rządzących procedurą przed sądami administracyjnymi. Nowy wniosek to już tylko 8 głównych zarzutów, ale utrzymane zostały te najważniejsze: dotyczące samego zakresu stosowania ustawy i jej relacji wobec ochrony prywatności i danych osobowych.

Całej sprawie od początku pikanterii dodaje to, że SN sam jest stroną wielu spraw sądowych o dostęp do informacji publicznej (zob. infografika), które dość systematycznie przegrywa. Nie brak było więc opinii, że w tej sytuacji wniosek do TK stanowił element taktyki procesowej. Wskazywało na zachowanie pełnomocnika SN, który bez żadnych oporów próbował zawieszać własne sprawy przed sądami administracyjnymi z powołaniem się na wniosek do TK. Podstawę do takich działań daje art. 125 prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (Dz.U. z 2002 r. nr 153, poz. 1270 ze zm.). Zgodnie z nim sąd może – ale nie musi – zawiesić postępowanie z urzędu, jeżeli rozstrzygnięcie sprawy zależy od wyniku innego postępowania, m.in. przed TK. Sądy administracyjne nie dały się jednak nabrać na wstrzymywanie spraw.

Druzgocąca opinia

Wpływ na zmianę stanowiska SN mógł mieć prokurator generalny. W swym stanowisku celnie wypunktował słabe punkty pisma SN. Wskazywał, że jego część w ogóle nie spełnia wymagań, od których uzależnione jest jego merytoryczne rozpoznanie. Momentami zaś brakuje uzasadnienia do stawianych zarzutów. Dlatego sprawa powinna – zdaniem PG – być w tym zakresie przez TK umorzona. PG opowiadał się też wyraźnie po stronie jawności. Wskazywał, że „prywatność osób pełniących funkcje publiczne musi z natury rzeczy podlegać istotnym ograniczeniom. Trudno bowiem uznać, że prawem do informacji publicznej nie mogą być objęte informacje związane z pełnieniem funkcji publicznych, w tym o warunkach powierzenia i wykonywania funkcji”.

– potwierdza Krzysztof Michałowski z zespołu prasowego Sądu Najwyższego.

Pierwszym pismem SN wycofał się z części zarzutów niekonstytucyjności, w drugim przedstawił ujednolicony wniosek.

Mniej prywaty

Do czego prowadzą zmiany?

– ocenia Krzysztof Izdebski, prawnik Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska.

Wskazuje jako przykład to, że we wniosku wskazane są momentami rzekomo rozbieżne poglądy orzecznictwa.

– dodaje Izdebski.

Jego zdaniem modyfikacja wniosku stanowi próbę ratowania wysuniętych wcześniej zarzutów.

– podkreśla Izdebski.

Test przed TK

Większość komentatorów pozytywnie ocenia jednak to, że ustawa o dostępie do informacji publicznej zostanie zbada przez TK.

– mówi Daniel Pietrzak, członek Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska.

Spiera się on z SN o dostęp do zawieranych przez ten organ umów cywilnoprawnych i umów o pracę.

– wtóruje Piotr Waglowski, prawnik, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.