Autopromocja

Spór o TK: Dobro narodu realizuje się poprzez dobre prawo, a nie jego łamanie

Prawo
Regulacje prawne muszą mieć mocne zakorzenienie w naszej rodzimej tradycji, w unikalnych doświadczeniach PolakówShutterStock
27 grudnia 2015

Część posłów chce uchylania przez Sejm wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Inni z kolei proponują, aby minister sprawiedliwości mógł dokonywać kasacji wyroków sądowych. I obawiam się, że to tego typu przepisów dotyczyłoby naprawianie ustroju Rzeczypospolitej - mówi w wywiadzie dla DGP dr Jacek Zaleśny, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Na rzecz konstytucji z 1997 r. przemawia 18 lat jej obowiązywania i to, że w tym okresie nie miały miejsca zdarzenia, które unaoczniałyby dysfunkcjonalność rozwiązań konstytucyjnych. A to samo w sobie legitymizuje tę konstytucję. Racjonalnie działający prawodawca zawsze powinien dokonać oceny skutków regulacji i wykazać, że projektowana zmiana w prawie przynosi więcej korzyści niż kosztów. Dopóki tego nie uprawdopodobni, dopóty trzeba zakładać, że proponowana zmiana wcale nie musi być taka dobra, jak ją zachwalają wnioskodawcy. Oczywiście można rozmawiać o określonych zmianach, ale zakładam, że tak stawiając pytanie, pyta pan przede wszystkim o to, czy obecnie obowiązującą ustawę zasadniczą należy zastąpić nową.

Nie, nie należy.

Raczej dlatego, że lepsze jest wrogiem znośnego. Nie można rozważać zmiany ustawy zasadniczej w oderwaniu od kontekstu politycznego. Ten zaś jest taki, że wszelkie, pojedyncze ulepszenia mogłyby się okazać kosztowne. Powód jest prozaiczny: w Sejmie bieżącej kadencji nie ma siły politycznej będącej w stanie samodzielnie zmienić konstytucję, co uprawdopodobniałoby zdolność uchwalenia aktu przemyślanego, logicznego, wewnętrznie spójnego. To z kolei oznacza, że trzeba by iść na kompromisy polityczne z mniejszymi ugrupowaniami, które bez wątpienia chciałyby forsować rozwiązania korzystne z ich punktu widzenia. Jedni w zamian za zgodę na konstytucyjny zakaz prywatyzacji lasów i prawo prezydenta do wydawania aktów ustawodawczych żądaliby wprowadzenia JOW-ów i prawa Sejmu do uchylania wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Inni z kolei w zamian za zgodę na przepis, że prezydent zapewnia harmonijne funkcjonowanie i współdziałanie organów władzy państwowej, chcieliby zapewnienia minimalnego wynagrodzenia każdemu, kto bez własnej winy pozostaje bez pracy. Suma tych różnych targów mogłaby dać efekt niepożądany.

Nawet najlepsze rozwiązanie wprowadzone w jednym miejscu, w określonych uwarunkowaniach ustrojowych, może okazać się fatalne po zaimplementowaniu gdzieś indziej. Dobrych rozwiązań jest wiele, ale niekoniecznie muszą pasować akurat do polskich okoliczności. W państwach Ameryki Południowej w całej rozciągłości przyjmowano konstytucję Ameryki Północnej i niewiele dobrego z tego wyniknęło, bo inny był kontekst polityczny i społeczny ich funkcjonowania, niż w Ameryce Północnej. Oczywiście, należy wyciągać wnioski z sukcesów innych, ale to nie znaczy, że trzeba kopiować regulacje. To, co uniwersalne, powinno być ściśle powiązane z tym, co polskie. Regulacje prawne muszą mieć mocne zakorzenienie w naszej rodzimej tradycji, w unikalnych doświadczeniach Polaków.

Trzeba powrócić do pytania o realizację odpowiedzialności konstytucyjnej wysokich funkcjonariuszy publicznych. Praktyka ustrojowa wyraźnie pokazuje, że model postępowania w sprawie odpowiedzialności konstytucyjnej zwieńczony Trybunałem Stanu wyczerpał już swoje możliwości ustrojowe i w rezultacie odpowiedzialność konstytucyjna premiera czy ministrów ma znamiona fikcji ustrojowej. Z jednej strony odnotowujemy ściganie przez posłów byłego ministra, bo swoim działaniem „psuł atmosferę polityczną”, a z drugiej dysponujemy np. licznymi wynikami kontroli Najwyższej Izby Kontroli, w których podnosi się nadużycia popełniane przez rządzących, z których to ustaleń w praktyce niewiele wynika. Nie podlegają weryfikacji bądź falsyfikacji w postępowaniach sądowych, bo takie w ogóle nie są prowadzone. W miejsce dzisiejszego modelu postępowania w sprawie odpowiedzialności konstytucyjnej należałoby przyjąć rozwiązania typowe dla postępowania karnego: powierzyć prokuraturze prowadzenie postępowania przygotowawczego, a sądom powszechnym orzekanie o popełnieniu deliktu konstytucyjnego.

Jednym z konstytucyjnych organów jest Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Teoretycznie, zgodnie z art. 213 konstytucji, stoi ona na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji. Jak jest w praktyce? Zgoła inaczej. Cała historia działalności tego organu naznaczona jest nie tylko brakiem realizacji wartości konstytucyjnych, ale generowaniem zdarzeń patologicznych: przyznawaniem koncesji i pobieraniem opłat koncesyjnych, ale bez przyznawania częstotliwości, co uniemożliwiało realizację koncesji i oznaczało straty koncesjonariuszy; przewijaniem się członków KRRiTV w różnych aferach, z aferą Rywina na czele; czy nieprzejrzystymi działaniami w sprawie umieszczania poszczególnych kanałów telewizyjnych na multipleksie, a następnie nakładania horrendalnie wysokich opłat nadawcom społecznym. W obecnej formie ustrojowej KRRiTV nie sprawdziła się i jako taka powinna podlegać głębokiej restrukturyzacji. Kolejny przykład: rzecznik praw dziecka. Jest on umocowany w art. 72 ust. 4 konstytucji, co wynikało z bieżącego kontekstu, który dawno już przestał mieć znaczenie. A zarazem mamy przecież rzecznika praw obywatelskich, który działa m.in. w zakresie ochrony praw dzieci, i czyni to skutecznie. Można zadać zasadnicze pytanie: czy dziecko to nie obywatel? Istnienie RPD, na przestrzeni lat nieprzesadnie aktywnego, a nierzadko nawet zaangażowanego w takie sprawy, jak np. odbieranie dzieci rodzinom, jedynie osłabia pozycję RPO i jako taka instytucja ta powinna zostać zlikwidowana. Podobnych przykładów pożądanej modyfikacji poszczególnych przepisów konstytucji jest więcej.

Obawiam się, że parlamentarzyści – gdyby mogli zmienić konstytucję – spoglądaliby na zupełnie inne przepisy. Jednym z nich jest wyjątkowo rozsądny art. 216 ust. 5 konstytucji stanowiący, że nie wolno zaciągać pożyczek lub udzielać gwarancji i poręczeń finansowych, w następstwie których państwowy dług publiczny przekroczy 3/5 wartości rocznego produktu krajowego brutto. To gwarancja zachowania umiaru przy wydatkowaniu środków publicznych, ale zarazem przepis, który przeszkadza rządzącym w łatwym wydawaniu publicznych pieniędzy. Część posłów chce uchylania przez Sejm wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Inni z kolei proponują, aby minister sprawiedliwości mógł dokonywać kasacji wyroków sądowych. I obawiam się, że tego typu przepisów dotyczyłoby naprawianie ustroju Rzeczypospolitej. Dlatego powtarzam: lepsze jest wrogiem znośnego.

Dobro narodu realizuje się poprzez dobre prawo, a nie jego łamanie. To akurat jest nihilizm prawny, który prowadzi do degrengolady, a nie do ładu społecznego i dobrobytu obywateli. Wyznawanie nihilizmu prawnego ćwierć wieku po upadku partii komunistycznej pokazuje, jak wielkie spustoszenie wyrządził w Polsce komunizm wśród rządzących. Jak parlament może wszystko, to może także wszystko, co najgorsze. Dzisiaj posłowie mogą przegłosować, że w celach integracji społecznej wszyscy w czynie społecznym będą sprzątać miejsca publiczne, jutro, że w ramach walki z terroryzmem służby specjalne mają mieć dostęp online do rachunków bankowych, rozmów telefonicznych i korespondencji teleinformatycznej, a za miesiąc, że dzieci z nadwagą mają być przekazywane do centrów zdrowego żywienia. A kto głosuje przeciwko projektom rządowym, ten podlega infamii i traci prawa publiczne. Demokracja ludu potrzebuje ograniczeń, bo inaczej czyni spustoszenie w stosunkach społecznych.

Regulacje prawne muszą mieć mocne zakorzenienie w naszej rodzimej tradycji, w unikalnych doświadczeniach Polaków

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.