Autopromocja

Płaca minimalna i umowy: Gwałtowne wprowadzenie przez rząd nowych przepisów zwiększy bezrobocie

praca
Samo wprowadzenie godzinowej stawki płacy minimalnej to dobry pomysł.ShutterStock
25 stycznia 2016

Ostatnie zmiany w kodeksie pracy, oskładkowaniu i teraz płacy minimalnej są potrzebne, jednak ani nie ułatwiają, ani nie obniżają kosztów zatrudniania na umowę o pracę - mówi Piotr Lewandowski, prezes zarządu Instytutu Badań Strukturalnych, ekonomista zajmujący się rynkiem pracy, autor badań na temat m.in. płacy minimalnej, umów czasowych, wieku emerytalnego.

Samo wprowadzenie godzinowej stawki płacy minimalnej to dobry pomysł. Tak ustala się płacę minimalną np. w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Pozwoli to też uniknąć nadużyć związanych z nieprzestrzeganiem płacy minimalnej poprzez nadgodziny – badanie, które realizujemy teraz w IBS, pokazuje, że w Polsce mamy najwyższy w regionie odsetek pracowników zarabiających miesięczną płacę minimalną, ale mających tyle nadgodzin, że w przeliczeniu na godzinę ich place są niższe niż ekwiwalent płacy minimalnej. Umowy cywilnoprawne i o świadczenie usług są de facto legalnym sposobem na omijanie płacy minimalnej. Uporządkowanie tej sytuacji jest potrzebne, ale mam wątpliwości co do projektu MRPiPS. Jest to spowodowane zwłaszcza tym, że już od 1 lipca 2016 r. rząd chce wprowadzić stawkę godzinową 12 zł brutto, która będzie wyższa niż godzinowy ekwiwalent miesięcznej płacy minimalnej wynoszącej 1850 zł brutto. Osobom, których wcześniej płaca minimalna nie obowiązywała, trzeba będzie płacić więcej niż pracownikom etatowym z płacą minimalną. Zleceń i usług świadczonych przez samozatrudnionych będzie mniej, ale nie znikną zupełnie, bo nadal będą dla niektórych firm wygodniejsze – łatwiej będzie taką umowę rozwiązać, nie trzeba będzie finansować zwolnienia chorobowego lub urlopu.

Nie. Te relacje funkcjonują przecież w oparciu o regulacje stworzone przez rząd, więc może on te regulacje i relacje modyfikować. Przy czym ta zmiana jest robiona trochę po omacku, bo nie ma danych pokazujących, ile firm i ilu pracowników obejmie.

Likwidacja 80 proc. stawki płacy minimalnej w pierwszym roku pracy to zły pomysł. Nie zgadzam się z argumentem rządu, że wprowadzono ją w czasach złej sytuacji na rynku pracy i nie jest już ona potrzebna. Niższe stawki płacy minimalnej dla osób młodych lub rozpoczynających karierę są powszechne w gospodarkach stosujących tak jak my krajową płacę minimalną. Liczne badania pokazują, że wpływ płacy minimalnej na łączny poziom zatrudnienia jest z reguły niewielki, ale na zatrudnienie osób młodych może być duży. Istnieje ryzyko, że osoby słabiej wykształcone będą miały problemy ze znalezieniem pierwszej pracy, zwłaszcza w mniej rozwiniętych regionach. Wadą obowiązującego teraz rozwiązania jest to, że do stażu wliczane są tylko okresy pracy na etat. Jeśli absolwent np. przez dwa lata pracował na zlecenie i potem dostał umowę o pracę, to przez pierwszy rok etatu ma obniżoną płacę minimalną. Żeby temu zaradzić, wystarczyłoby włączyć do obliczania stażu także pracę na umowy cywilnoprawne i wtedy 80-procentowa stawka dotyczyłaby tylko osób faktycznie rozpoczynających karierę.

Tak. Płaca minimalna jest potrzebna, ale jeśli się ją zmienia gwałtownie, to miewa negatywne efekty. Badania IBS pokazują, że w latach 2002–2013 z powodu podnoszenia płacy minimalnej pracę traciło corocznie średnio ok. 100 tys. osób, ale w latach 2007–2009, kiedy po kilku latach korygowania płacy minimalnej tylko o inflację, podniesiono ją z 1148 zł do 1466 zł, zwolnień z tego powodu było dwa razy więcej. Dla kontrastu, kiedy w Wielkiej Brytanii wprowadzano po raz pierwszy płacę minimalną w 1998 roku, zaczęto od niskiego poziomu i po serii przemyślanych, stopniowych podwyżek udało się poprawić dochody osób najmniej zarabiających bez wzrostu bezrobocia. Także w Niemczech, gdzie z sukcesem od 2015 roku wprowadzono krajową płacę minimalną, zachowano dwuletni okres przejściowy. Lepiej byłoby zacząć od niższej płacy minimalnej dla osób na umowach cywilnoprawnych i samozatrudnionych, np. od 80 proc. docelowej stawki 12 zł, i monitorując reakcję rynku pracy po 6 albo 12 miesiącach podnieść do ją do 90 proc., a potem do 100 proc., czyli 12 zł. Tak byłoby bezpieczniej, tym bardziej że rząd w ocenie skutków regulacji sam przyznaje, że nie wie, ile osób pracujących na zleceniach lub samozatrudnionych zarabia mniej niż 12 zł brutto na godzinę.

Moim zdaniem kłopotliwy jest nie tyle lipiec, ile wprowadzenie kilku istotnych zmian naraz – dochodzi jeszcze obowiązek ewidencji czasu pracy osób na zleceniach i samozatrudnionych. Każdą ze zmian lepiej byłoby wdrażać stopniowo. Rząd liczy na to, że większość osób objętych nową regulacją przejdzie na etaty. Jestem sceptyczny, bo ostatnie zmiany w kodeksie pracy, oskładkowaniu i teraz płacy minimalnej, choć potrzebne, nie ułatwiały i nie obniżały kosztów zatrudniania na umowę o pracę. Niektóre firmy przeniosą część pracowników do szarej strefy, niektóre z częścią zakończą współpracę, a innym podniosą czas pracy i zakres obowiązków.

Zacznijmy od tego, że klin podatkowy na płacę minimalną mamy najwyższy w OECD. Podwyżka płacy minimalnej z 1750 zł do 1850 zł od 1 stycznia tego roku dała pracownikom 70 zł więcej na rękę, a państwu 50 zł dodatkowych podatków i składek. Koszt pracodawcy wzrósł więc o 120 zł. Jeśli państwo troszczy się o dochody najmniej zarabiających Polaków, niech im mniej zabiera, np. przez podniesienie kosztu uzyskania przychodu w podatku PIT. Ludzie zarabialiby więcej, a nie byliby drożsi dla firm.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.