Kiedy w 1914 r. Henry Ford wprowadzał w swoich fabrykach wyższe wynagrodzenia (5 dol. za dobę) i 8-godzinny dzień pracy, spodziewał się, że wzrośnie nie tylko efektywność zakładów, lecz także liczba klientów jego firmy. Wychodził z założenia, że jeśli jego pracownicy mają więcej wolnego czasu, to sami ustawią się w kolejce po zakup auta. 100 lat później wyjście z firmy po ośmiu godzinach często nie oznacza końca dniówki. Służbowe auta, laptopy i smartfony umożliwiają wykonywanie obowiązków z dowolnego miejsca i o dowolnej porze, a pracodawcy chętnie to wykorzystują.
Gdy w 1889 r. kanclerz Bismarck wprowadzał emerytury od 65. roku życia, płacone na zasadzie „umowy międzypokoleniowej” z pieniędzy odprowadzanych przez aktywnych zawodowo, sądził, że skończą się wreszcie problemy z utrzymywaniem osób, które nie są już w stanie pracować. Nie mógł przewidzieć, że nieco ponad 100 lat później przeciętny Europejczyk będzie żył ok. 80 lat, a jednocześnie drastycznie spadnie wskaźnik urodzeń. Wymyślony przez Żelaznego Kanclerza system stał się z tego powodu niewypłacalny.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.