Przy każdym dużym tąpnięciu użalamy się nad młodymi ludźmi, którzy nie mogą znaleźć pracy. Mówimy o nich „stracone pokolenie”. Takich generacji było już w historii wiele. Zawsze wychodziły na prostą.
Bez pracy i bez pieniędzy. No i oczywiście bez przyszłości. Mieli być naszą nadzieją, a są kamieniem u nogi. Ponad 400 tys. młodych Polaków nie ma pracy, nie mówi się o nich inaczej, jak „stracone pokolenie”. Zaraza dotyka zresztą całego kontynentu: w Europie, zwłaszcza tej południowej, jest jeszcze gorzej. Hasło chwytliwe, jednak nieprawdziwe. Bo takich straconych pokoleń od 1989 r. mieliśmy już dwa i za każdym razem świetnie dawały sobie radę. Także i tym razem perspektywy dla młodych Polaków są znacznie lepsze, niż przyznaje to większość ekonomistów.
O straconym pokoleniu mówiło się u nas w latach 90., kiedy państwowe przedsiębiorstwa padały jak muchy, a bezrobocie wśród młodych osób w ciągu trzech lat poszybowało aż do 20 proc. A potem na początku XXI wieku, gdy wiele firm nie było w stanie sprostać otwartej konkurencji ze strony Zachodu. Dziś o straconym pokoleniu mówią nie tylko grający na emocjach politycy, lecz także mający patrzeć na rzeczywistość chłodnym okiem eksperci. Kilka tygodni temu takiego określenia wobec młodych Europejczyków użył nawet szef OECD Angel Gurria.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.