Rząd od lat nie może się zabrać za ucywilizowanie zasad podsłuchów i dostępu służb do danych obywateli. Kolejne koalicje ignorują wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w tym zakresie. Tymczasem zapał służb do inwigilacji rośnie.
W ciągu ośmiu lat apetyt policji i innych służb na dane telekomunikacyjne obywateli – informacje o tym, do kogo telefonujemy i wysyłamy SMS-y oraz gdzie jesteśmy - wzrósł prawie dwukrotnie. Jeszcze w 2016 r. służby uzyskały od telekomów 1,1 mln danych; w 2020 r. było to już przeszło 1,5 mln; a w ubiegłym roku niemal 2,1 mln (tj. 80 proc. więcej niż w 2016 r.). Dane płyną coraz szerszym strumieniem, bo prawo komunikacji elektronicznej nakazuje operatorom przechowywać je przez rok i na żądanie udostępniać służbom.
Rząd dostrzegł problem, jaki stwarza gigantyczna skala tej inwigilacji. To znaczy dostrzegł na swój sposób.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.