Branże, którym rząd zablokował możliwość działania z powodu obostrzeń, coraz częściej zadają sobie pytanie „dlaczego my?”. Jednym z przykładów jest szeroko rozumiana branża fitness, która boleśnie odczuwa konsekwencje zbyt rygorystycznego i uznaniowego podejścia władz do kwestii wprowadzania obostrzeń przy prowadzeniu działalności.
W trakcie pierwszej fali pandemii, gdy wprowadzono ograniczenia w przemieszczaniu się i zawieszono funkcjonowanie placówek związanych z aktywnością fizyczną, pojawiało się wiele komentarzy pod adresem krytyków tak restrykcyjnej polityki. „Naprawdę tak trudno wytrzymać te kilka tygodni bez treningu na siłowni albo biegania? – pytali niektórzy złośliwie.
Wiele osób mających mgliste pojęcie o prowadzeniu działalności i kosztach z tym związanych dziwiło się, że zamknięcie np. siłowni na kilka tygodni to taki wielki problem dla ich właścicieli. Mam nadzieję, że ci, którzy kilka miesięcy temu bagatelizowali problem dzisiaj byliby mniej skłonni do żartów i złośliwości. W październiku po raz kolejny wprowadzono lockdown w niektórych gałęziach gospodarki w tym dla branży fitness czy basenów. To może być cios, po którym wiele z firm już się nie podniesie i coraz bardziej prawdopodobny staje się scenariusz, że część tego rynku przejmie za bezcen zagraniczny kapitał. Wiemy oczywiście, że zgodnie z zapowiedziami branża zostanie objęta rządową pomocą w ramach kolejnych tarcz antykryzysowych. Problem leży również w tym, że pomoc nie jest w stanie zrekompensować strat wynikających z zamknięcia obiektów.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.