Rozwód pozasądowy ma służyć osobom, którym z różnych powodów małżeństwo się nie udało, zgodnie chcą się rozstać i nie mają wspólnych małoletnich dzieci. Żadne dostrzegalne względy społeczne nie przemawiają za tym, by im to utrudniać. Nowe przepisy mogą ograniczyć pole do złych emocji przy rozwodzie i pomogą stronom zaoszczędzić czas, pieniądze oraz niepotrzebną frustrację.
Parlament przyjął 8 kwietnia 2026 r. ustawę umożliwiającą rozwód przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego (rozwód pozasądowy). Teraz czas na podpis Prezydenta RP. Mam nadzieję, że Pan Prezydent rozważywszy wszystkie racje, zdecyduje się podpisać przedstawioną ustawę.
Czy Konstytucja dopuszcza rozwód poza sądem?
Zacznijmy od tego, że polskie prawo nie zakazuje rozwodów. Niezależnie od tego, jak oceniamy tę instytucję, czy podchodzimy do niej bardziej konserwatywnie, czy bardziej liberalnie, nie ulega wątpliwości, że rozwód w prawie jest dopuszczalny. Nie tylko prawo państwowe, ale i regulacje wyznaniowe przewidują rozwiązania legalizujące rozstanie osób, które pozostawały w sformalizowanym związku.
Polska Konstytucja w art. 18 stanowi, że małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej. Nie przewiduje jednak zakazu rozwodu ani tego, aby rozwód mógł być orzekany jedynie przez sądy. Przywołany przepis też wyraźnie rozróżnia pojęcie małżeństwa, rodziny, macierzyństwa i rodzicielstwa. Nie precyzuje też poziomu ochrony tych urządzeń społecznych, zostawiając rozstrzygnięcie ustawodawcy zwykłemu. Pozwala w ten sposób różnicować rodzaj i poziom udzielanej przez RP ochrony społecznym wartościom, realizowanym przez małżeństwo, rodzinę, macierzyństwo i rodzicielstwo na sąsiadujących ze sobą, ale nie zawsze pokrywających się polach. Z całą pewnością większą ochronę i opiekę RP zapewnia macierzyństwu i rodzicielstwu niż rodzinie czy małżeństwu. Więź biologiczna między dzieckiem a matką czy ojcem nie może być bowiem w żaden sposób zerwana, bo jest faktem spoza sfery prawnej. Więź prawna w relacji rodzic–dziecko już tak bezwzględnie trwała nie jest, bo prawo rodzinne zna instytucję pozbawienia władzy rodzicielskiej, ograniczenia i zawieszenia władzy rodzicielskiej czy – niejako od drugiej strony – przysposobienia. Najsłabiej chroniona jest niewątpliwie więź małżeńska, skoro rozwodów jest dwa razy tyle co orzeczeń o pozbawieniu, ograniczeniu bądź zawieszeniu władzy rodzicielskiej.
Z poziomem ochrony udzielanym instytucjom wymienionym w art. 18 Konstytucji koresponduje kluczowa i wiodąca zasada polskiego prawa rodzinnego – zasada dobra dziecka. Nie miejsce tu, by szeroko omawiać znaczenie tej klauzuli generalnej, bo intuicje znaczeniowe języka potocznego w zupełności zbiegają się w odniesieniu do niej ze znaczeniem, jakie nadali temu pojęciu prawnicy w ustawach, orzecznictwie i nauce. Generalnie wystarczy powiedzieć, że zasada dobra dziecka każe tak orzekać w sprawach dotyczących małoletnich, by sprzyjało to ich dobrostanowi. Rzecz jednak w tym, że ów dobrostan musi być oceniany obiektywnie, a nie np. przez pryzmat niekiedy sprzecznych interesów skonfliktowanych rodziców. Kierowanie się zasadą dobra dziecka będzie oznaczało też wybór rozwiązań, które oceniane byłyby jako suboptymalne w normalnych warunkach zdrowej rodziny, ale jednak okazują się najlepsze w zaistniałej sytuacji faktycznej. Podkreślenia wymaga, że dobro dziecka jest w prawie polskim wartością przewyższającą zasadę autonomii jednostki, wolę stron rozstania się, ponieważ nie można orzec rozwodu m.in. jeżeli wskutek niego miałoby ucierpieć dobro wspólnych małoletnich dzieci małżonków (art. 56 § 2 kodeks rodzinny i opiekuńczy).
Te uwagi są konieczne, by móc przejść do dalszych wyjaśnień.
Ile trwa rozwód w Polsce i dlaczego tak długo?
Obecnie rozwód uzyskać można jedynie po przeprowadzeniu procesu przed sądem okręgowym. W Polsce jest ich 47 i mieszczą się jedynie w większych miastach. Rocznie do sądów wpływa ok. 55–60 tys. spraw o rozwód. Powoduje to, że średni czas trwania postępowania sądowego wynosi 9 miesięcy. Niestety rozkłada się to różnie w ośrodkach, choć generalnie można stwierdzić, że im większe miasto, tym dłużej trzeba czekać na rozprawę i wyrok. Nie należą do rzadkości sprawy, w których na termin rozprawy czeka się rok–półtora. Spraw toczących się dłużej niż rok jest zwykle około 15 tys. rocznie. Jest to stan rzeczy trudny do zaakceptowania. Prowadzi bowiem do sytuacji, gdy rozstający się małżonkowie często układają sobie życie na nowo w nowych związkach, mają w nich potomstwo, a tymczasem cały czas trwa przedłużająca się sprawa rozwodowa. Rodzi to ogromne komplikacje, np. wynikające z art. 62 KRiO (domniemanie ojcostwa męża matki).
Z danych statystycznych wyłania się też prawidłowość, że istotna część spraw o rozwód ma charakter niekontrowersyjny i kończy się po jednej rozprawie sądowej. Rozstający się małżonkowie są zgodni co do rozstania, nie ma między nimi sporu. Dodatkowo ponad 40 proc. rozwodzących się małżonków nie ma dzieci.
Skoro wiemy, że art. 18 Konstytucji dopuszcza różny poziom ochrony i opieki dla różnych instytucji w nim wymienionych (małżeństwo, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo), ustawodawca może ten poziom różnicować. Jeżeli jeszcze dodatkowo uwzględnimy zasadę dobra dziecka jako zasadę wiodącą w polskim prawie rodzinnym, możemy dojść do w pełni uzasadnionego wniosku, że wyższy może być (i powinien) poziom opieki i ochrony, udzielanej przez RP małżeństwu, które tworzy rodzinę szerszą niż składającą się z małżonków. Tak jest też w rzeczywistości. Na przykład tylko małżonkowie mający małoletnie dzieci mogą korzystać z ulgi podatkowej z tym związanej, świadczenia 800+ itd. Ewidentnie zróżnicowana jest opieka udzielana małżeństwu bezdzietnemu w porównaniu z małżeństwem mającym potomstwo.
Kto skorzysta na rozwodzie pozasądowym?
Ustawa o rozwodach pozasądowych jest kolejnym, uzasadnionym przejawem zróżnicowania poziomu ochrony i opieki udzielanego instytucjom wskazanym w art. 18 Konstytucji.
Po pierwsze, dotyczy jedynie małżeństw bez wspólnych małoletnich dzieci. Na skutek wprowadzenia możliwości rozwiedzenia się bez postępowania sądowego nie ucierpi dobro dziecka, bo dziecka w tym związku nie ma. Nie uderzamy więc tym rozwiązaniem w starania o poprawę sytuacji demograficznej Polski. Przeciwnie: można liczyć, że być może w nowych związkach rozwodzący się bezdzietni małżonkowie doczekają się dzieci.
Po drugie, rozwód pozasądowy możliwy będzie jedynie w wypadku, gdy małżonkowie tworzyli małżeństwo co najmniej rok. Ma to zapobiec działaniom pochopnym, impulsywnym, nieprzemyślanym. Temu samemu służy rozbudowana procedura dojścia do rozwodu pozasądowego: konieczność dwukrotnego, wspólnego stawienia się, w odstępie co najmniej miesiąca, przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego i złożenia wymienionych w ustawie zapewnień (art. 89b ustawa - prawo o aktach stanu cywilnego) i oświadczeń (art. 89c).
Po trzecie, rozwód pozasądowy możliwy jest tylko wtedy, gdy oboje małżonkowie tego chcą, to jest, gdy 1) chcą się rozstać, 2) chcą przeprowadzić tę procedurę poza sądem. Gdy nie jest spełniona choćby jedna z przesłanek, tj. gdy wola rozwodu nie jest obopólna albo gdy jeden lub dwoje małżonków chce skorzystać z tradycyjnej procedury sądowej, pozostaje jedynie powództwo o rozwód składane do sądu. Priorytet drogi sądowej widoczny jest również w rozwiązaniu, które wyłącza możliwość rozwodu sądowego, jeżeli między stronami toczy się sprawa o rozwód, separację bądź unieważnienie małżeństwa.
Wprowadzane rozwiązania zwiększają więc autonomię stron, kreują procedurę, u podstawy której leży zgodna ich wola. Jeszcze raz podkreślić należy, że dotyczy to sytuacji, gdy nie dochodzi do kolizji z innymi ważkimi zasadami prawa rodzinnego, w tym przede wszystkim zasadą dobra dziecka.
Nie zapominajmy również, że i przy rozwodzie pozasądowym aktualna jest przesłanka zupełnego i trwałego rozkładu pożycia.
Czy rozwód bez sądu zwiększy presję na małżonków?
Wiemy więc już, że ustawa nie narusza dobra dziecka (nie ma małoletnich dzieci w rozwodzącym się pozasądowo małżeństwie), nie sprzyja zachowaniom pochopnym (rok stażu małżeńskiego i rozbudowana, dwuetapowa procedura), szanuje autonomię jednostek zgodnie występujących o rozwód. Przewiduje również przy czynnościach między małżonkami obecność organu publicznego, kierownika urzędu stanu cywilnego. Z prac nad projektem w ramach Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego wynika jednoznacznie, że samorządy przyjmą z chęcią nowe obowiązki. Tym bardziej że opłaty przy rozwodzie pozasądowym stanowić będą dochody gmin. Dodajmy, że mają to być opłaty takie same jak przy postępowaniu sądowym (łącznie 600 złotych).
W dyskusji w Sejmie i Senacie pojawiły się głosy, że rozwód sądowy nie chroni w wystarczający sposób przed niedozwoloną presją jednego z małżonków. Sąd miałby rzekomo lepiej chronić swobodę jednostki w postępowaniu rozwodowym, szczególnie w zakresie wyrażenia woli rozwodu. To pełne zaufania do sądów stanowisko odrywa się jednak od realiów postępowań rozwodowych i zamyka oczy na zabezpieczenia wprowadzone w przyjętej ustawie. Obecnie w sytuacji, gdy małżonkowie nie mają wspólnych małoletnich dzieci i chcą zgodnie rozwodu, postępowanie sądowe ogranicza się do czynności na rozprawie w niezbędnym zakresie. Sąd poznaje stanowisko stron i jeżeli oświadczenia małżonków są zgodne, zwykle na tym sprawa się kończy. Tym samym realna możliwość badania wewnętrznych motywacji małżonków wyrażających wolę rozwodu jest ograniczona. Jeżeli któraś ze stron nie zmieni swojego oświadczenia co do woli rozwodu albo nie zadeklaruje, że jest poddawana presji, sąd nie będzie w stanie sam z siebie dojść do przekonania o nieprawidłowościach. Przy rozwodzie pozasądowym jest wręcz łatwiej wychwycić próbę presji na jedną ze stron: konieczne jest dwukrotne osobiste stawiennictwo przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego (przed sądem wystarczy raz), konieczne jest złożenie wymaganych w ustawie oświadczeń, z których część składa się pod rygorem odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywego oświadczenia (np. oświadczenie o braku wspólnych małoletnich dzieci – art. 89c ust. 5 ustawa - prawo o aktach stanu cywilnego), kierownik urzędu stanu cywilnego może odmówić odebrania od małżonków zapewnień i oświadczeń, jeżeli dostrzeże przeszkodę dla tego trybu (art. 89e), a jego rozstrzygnięcie nie podlega zaskarżeniu; małżonkom zostaje droga postępowania sądowego. Co więcej, nawet gdyby te zabezpieczenia nie zadziałały, ustawa przewiduje możliwość wniesienia powództwa o unieważnienie rozwodu pozasądowego, także przez prokuratora (art. 583 kodeks rodzinny i opiekuńczy).
Zastrzeżenia budziła kwestia, że w rozwodzie pozasądowym nie są regulowane kwestie majątkowe między rozwodzącymi się małżonkami, alimenty czy kontakty z osobami najbliższymi. Zaczynając od końca – bo tu mamy do czynienia z największym nieporozumieniem – zagadnienia kontaktów ustawa nie reguluje, bo nie ma podmiotu, którego te kontakty miałyby dotyczyć; przypomnieć wypada, że małżonkowie nie mają wspólnych małoletnich dzieci, a osoby dorosłe (w tym dorosłe dzieci stron) kontaktują się ze sobą jak chcą, bez ingerencji sądu. Jeżeli chodzi o kwestie majątkowe i alimentacyjne, obowiązują ogólne zasady i w razie sporu byli małżonkowie będą mogli uregulować wzajemne spory majątkowe w postępowaniu o podział majątku czy alimenty między byłymi małżonkami (alimentów między nimi a dziećmi nie ma, bo nie ma małoletnich dzieci). Jeżeli do alimentów od rozwodzących się małżonków uprawniona jest dorosła osoba (np. dorosłe dziecko), powództwo w tym zakresie i tak wytacza ona sama (w razie ubezwłasnowolnienia – jej opiekun prawny). W tym zakresie ustawa niczego nie zmienia, nie pomniejsza ani nie ogranicza niczyich praw.
Co zmienia ustawa o rozwodach pozasądowych?
Rozwód pozasądowy ma służyć osobom, którym z różnych powodów małżeństwo się nie udało, zgodnie chcą się rozstać i nie mają wspólnych małoletnich dzieci. Żadne dostrzegalne względy społeczne nie przemawiają za tym, by im to utrudniać. Nie przemawiają za tym również rozwiązania prawne, skoro ani Konstytucja, ani ustawy zwykłe nie zakazują rozwodów, a Konstytucja ponadto nie wymaga, by rozwód zawsze odbywał się przed sądem. Skoro więc postępowanie przed sądem jest dłuższe i kosztowniejsze (często strony korzystają z zawodowych pełnomocników), uchwalona ustawa w rozsądny sposób godzi prawo człowieka do układania sobie życia osobistego i rodzinnego zgodnie z własną wolą z wymogami ochrony małżeństwa, w ogólny sposób formułowanymi w art. 18 Konstytucji.
Rocznie w trybie rozwodu pozasądowego mogłoby w sprawny, niegenerujący konfliktów sposób rozwieść się ok. 25 tys. par. Tyle bowiem małżeństw rozwodzi się rocznie, nie mając dzieci. Pokazuje to skalę postępowań, które mogłyby toczyć się poza sądami.
Sądy sprawują w Polsce wymiar sprawiedliwości. Ich ingerencja potrzebna jest więc wtedy, gdy sprawiedliwość trzeba wymierzyć, a więc zwykle w razie sporu. W sytuacji, kiedy tego sporu nie ma i żadne inne względy nie przemawiają za ingerencją sądową, należy szukać rozwiązań alternatywnych, ograniczających kognicję sądową. Wynika to z prostej kalkulacji: wysoko opłacani, dobrze wykształceni sędziowie powinni być wykorzystywani przez państwo do pracy bardziej skomplikowanej, wymagającej analizy faktycznej i prawnej, postępowania dowodowego, rozstrzygnięcia. A nie do kwitowania decyzji w istocie już przez kogo innego podjętych, jak w wypadku zgodnego żądania rozwodu bezdzietnych małżonków. Zaoszczędzony w ten sposób czas sądy mogą przeznaczyć na sprawy rzeczywiście sporne, by wymierzyć sprawiedliwość szybciej i sprawniej.
Rozwód jest według badań Thomasa Holmesa i Richarda Rahe, psychiatrów z Washington University, drugim po śmierci najbliższej osoby najbardziej stresującym wydarzeniem w życiu, wyprzedzając m.in. ciężką chorobę czy pobyt w więzieniu. Nowe przepisy mogą ograniczyć pole do złych emocji przy rozwodzie. W ogólnym wymiarze wprowadzane rozwiązania pomogą stronom zaoszczędzić czas (ok. 2–3 miesiące na procedurę przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego wobec 9 miesięcy przed sądem), pieniądze (brak konieczności korzystania z pełnomocnika zawodowego) oraz niepotrzebną frustrację. Pozwolą państwu, zachowując kontrolę nad procesem dochodzenia do rozwodu, zaoszczędzić zasoby wymiaru sprawiedliwości i przeznaczyć je na inne, potrzebne sprawy. Upodmiotowiając jednostki i szanując ich zgodną wolę co do rozstania, ustawa nie narusza dobra dziecka ani żadnych innych dostrzegalnych wartości społecznych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu