Oznacza to, że prawomocne są kary od 9 miesięcy do roku więzienia w zawieszeniu wobec czterech osób objętych tym aktem oskarżenia; wobec dwóch wyrok skazujący uprawomocnił się bowiem wcześniej, bo nie składali oni apelacji. Wszyscy mają też zapłacić po 1 tys. zł nawiązki na rzecz dwóch napadniętych nastolatków.

Marsz Równości przeszedł ulicami Białegostoku 20 lipca 2019 roku. Nie obyło się bez incydentów, towarzyszyło mu kilka kontrmanifestacji, doszło do zamieszek i interwencji policji. Funkcjonariusze ustalili ponad 140 osób, które w trakcie marszu popełniły różne przestępstwa i wykroczenia. Kilka spraw zakończyło się aktami oskarżenia.

W tej oskarżono czterech mężczyzn w wieku od 23 do 54 lat. Odpowiadali oni za to, że "działając umyślnie, publicznie i bez powodu, okazując przez to rażące lekceważenie porządku prawnego", wspólnie z innymi osobami wzięli udział w pobiciu uczestników marszu; chłopców w wieku 14 i 18 lat, którzy byli wtedy w miejscu zgromadzenia, wraz z innymi znajomymi.

Reklama

Z całej czwórki do zarzutów przyznało się dwóch, z których jeden na początku procesu złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze, ale sąd go wtedy nie uwzględnił. Ostatecznie nieprawomocnie zapadły wyroki wobec wszystkich oskarżonych; warunkowe zawieszenie wykonania kar było możliwe, bo nie byli dotąd karani.

Sąd Okręgowy w Białymstoku rozpoznawał apelacje obrońców dwóch z tych mężczyzn, ale obie uznał za bezzasadne. Ocenił, że są dowody na udział w przestępstwie obu oskarżonych, nie zgodził się też z wnioskami adwokatów, że kary były rażąco surowe. "Nie było podstaw do zmiany rozstrzygnięcia" - uzasadniał wyrok sędzia Przemysław Wasilewski.

Analizował nagrania, które były ważnymi dowodami w sprawie, a w przypadku jednego ze skazanych - kluczowe były zeznania policjanta, który widział przebieg zdarzeń z udziałem tego mężczyzny, a potem go na miejscu zatrzymał oraz samego pokrzywdzonego.

Przypominał, że w trakcie marszu nastolatkowie byli obrażani słownie, grożono im pobiciem, a w grupie najbardziej agresywnych były osoby m.in. w koszulkach w barwach klubu sportowego Jagiellonia, niektórzy mieli zasłonięte twarze. "Kazali nam wy...dalać, nazywali na +pedałami+ i że znajdą nas po paradzie. Grozili, że nas pobiją" - cytował sędzia Wasilewski zeznania młodych ludzi.

Zwrócił uwagę, że sprawcom zarzucono działanie "wspólnie i w porozumieniu" z innymi, zidentyfikowanymi i nie, osobami. Mówił, że na nagraniach widać inne osoby, które zadawały ciosy, ale nie wszystkim przypisano udział w przestępstwie. "Zdaniem sądu odwoławczego, takiego rozliczenia wymagają względy sprawiedliwego i rzetelnego postępowania, mającego na celu ustalenie i ukaranie wszystkich sprawców przestępczych działań" - dodał Przemysław Wasilewski.