W poniedziałek wieczorem 44-letni funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa zaatakował nożem swoją rodzinę w mieszkaniu w Ustce. W wyniku odniesionych ran zmarła czteroletnia dziewczynka. Pięć osób jest rannych, w tym napastnik – poinformował we wtorek rano oficer prasowy słupskiej policji podkom. Jakub Bagiński.

Jak powiedział PAP rzecznik prasowy SOP płk Bogusław Piórkowski, zostanie wszczęta procedura mająca na celu wydalenie funkcjonariusza ze służby.

– Musimy zgromadzić wszystkie dokumenty z policji i prokuratury, przeanalizować je i wtedy zostanie uruchomiona procedura, a mężczyzna wydalony ze służby, najprawdopodobniej dyscyplinarnie – wyjaśnił.

Dodał, że funkcjonariusz miał ważne badania okresowe, na które składają się także badania psychologiczne.

– Gdyby nie miał tych badań, bo np. nie zdążyłby ich wykonać lub o nich zapomniał, musiałby zostać zawieszony w służbie. W tym przypadku tak się nie stało, mężczyzna był w służbie czynnej – wytłumaczył Piórkowski, dodając, że do zdarzenia doszło w czasie, kiedy 44-latek wraz z rodziną był na urlopie wypoczynkowym.

Podkreślił, że rodzina zatrzymanego funkcjonariusza otrzyma pomoc psychologiczną. Na takie wsparcie mogą też liczyć pozostali funkcjonariusze SOP.

– Przez komendanta została wszczęta odpowiednia procedura. Mamy tutaj zespół psychologów, który działa, z którego pomocy mogą skorzystać ci pracownicy naszej formacji, którzy tego potrzebują – powiedział płk Piórkowski.

Jak przekazał podkom. Bagiński, zgłoszenie o awanturze w jednym z mieszkań w nadmorskiej Ustce policjanci otrzymali w poniedziałek około godz. 21.30. Przybyli na miejsce policjanci obezwładnili agresywnego 44-latka, który ranił nożem pięcioro członków swojej rodziny oraz siebie. Mimo długiej reanimacji czteroletniej dziewczynki nie udało się uratować. Ranne osoby, w tym zatrzymany napastnik, zostały przewiezione do szpitali.

W sprawie trwają czynności procesowe pod nadzorem prokuratora.

Katarzyna Czarnecka (PAP)

ksc/ joz/