Całą noc z soboty na niedzielę wolontariusze z różnych fundacji prozwierzęcych zabezpieczali i zabierali zwierzęta - głównie psy, z zamkniętego w sobotę schroniska dla zwierząt w Sobolewie (pow. garwoliński). Dwa psy zostały zabrane przez fundację Po Ludzku dla Zwierząt „Przyjazna Łapa”

„Kilka godzin czekaliśmy na mrozie”. Chaos podczas wydawania psów

Prezes fundacji Agnieszka Wójcik, która była na miejscu w trakcie interwencji, oceniła, że proces wydawania psów był tragiczny. - Kilka godzin na mrozie czekaliśmy na wydanie psów. Urzędnicy chyba specjalnie przeciągali ten proces. Żadnej umowy nie było przygotowanej, inwentaryzację rozpoczęli od sprzętu i karmy, a ludzie i przede wszystkim psy czekały i marzły - powiedziała w rozmowie z PAP.

Dodała, że jak już w końcu można było zabierać psy, to zgasło światło i nie było praktycznie nic widać.

- To nawet nie chodziło o nas, o ludzi, głównie to chodziło o zwierzęta. Oni nie robili nam na złość, bo my byśmy trzy dni jeszcze siedzieli, jakby trzeba było, tylko oni robili na złość zwierzętom - podkreśliła.

Opowiedziała, że psy w boksach były bardzo wylęknione, niektóre agresywne. - Widziałam psa, który tak się bał ludzi, że schował się pod deskami, w ziemi i strasznie piszczał. Niektóre psy podchodziły do krat, a inne chowały się, dosłownie wciskały się w ścianę. One nie były agresywne, one się po prostu panicznie bały - powiedziała.

Przekazała też, że obok boksów leżały poobgryzane, drewniane kije, co - według niej - może świadczyć, że psy były nimi odpędzane.

Dwa psy zabrane z Sobolewa trafiły do lecznicy

Fundacja zabrała z Sobolewa dwa średniej wielkości psy: czarnego samca w wieku około 6 lat i podobną do lisa brązowawą suczkę w wieku 9 lat.

Psy zostały zawiezione do całodobowej lecznicy w Lublinie i tam przebadane. - W poniedziałek będziemy je przewozić do nas, do puławskiej lecznicy, żeby mieć nad nimi tutaj kontrolę. No i szukamy im domów - dodała.

- Oba psy są bardzo wylęknione, wymagają pracy z człowiekiem, ale nie wykazują cienia agresji. Teraz szukamy im domów, tymczasowych i stałych. Pomożemy z dowozem w każde miejsce - podkreśliła Agnieszka Wójcik.

Zamknięcie schroniska w Sobolewie i los pozostałych psów

W sobotę ok. godz. 12 miłośnicy zwierząt zebrali się przed urzędem gminy w Sobolewie i domagali się poprawy warunków życia dla psów w schronisku, z którym gmina ma podpisaną umowę. Następnie przenieśli się pod bramy schroniska. Wśród nich był poseł Lewicy Łukasz Litewka, który chciał wejść do schroniska z interwencją poselską.

Po godzinie 15 premier Donald Tusk oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji poinformowali o zamknięciu schroniska. W tym czasie pod bramą schroniska zebrali się miłośnicy zwierząt, oprócz osób prywatnych również przedstawiciele organizacji pro zwierzęcych, którzy domagali się poprawy warunków życia dla psów w schronisku.

W pewnym momencie sforsowali płot i zaczęli spontanicznie zabierać psy. Po uspokojeniu sytuacji na miejscu pozostały organizacje prozwierzęce, które jeszcze w nocy i nad ranem w niedzielę zabierały psy ze schroniska.

W niedzielę wojewoda mazowiecki Mariusz Frankowski poinformował o zakończeniu akcji przekazywania psów z zamkniętego w sobotę schroniska w Sobolewie. Według danych wojewody 146 pozostałych w schronisku psów zostało przekazanych do schroniska w Wojtyszkach. Wojewoda wcześniej informował, że w schronisku w Sobolewie przebywało ok. 180 psów.

Grunt, na którym znajdowało się schronisko należy do gminy. Dzierżawca, czyli prowadzący schronisko Marian D. został oskarżony o znęcanie się nad zwierzętami. Proces w tej sprawie trwa od wielu lat.

Wielokrotnie mieszkańcy i aktywiści, również w sobotę, apelowali do wójta Sobolewa Macieja Błachnio o rozwiązanie umowy z Marianem D. (PAP)