Pod koniec grudnia 2025 roku Polska znalazła się o krok od poważnego kryzysu energetycznego. Nie chodziło o awarię sieci, błąd operatorów ani ekstremalne warunki pogodowe. Jak ujawnił w ostatnich dniach wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski, kraj był „bardzo blisko blackoutu” w wyniku skoordynowanego ataku na infrastrukturę energetyczną. Scenariusz, który jeszcze niedawno wydawał się teoretyczny, w grudniu stał się realnym zagrożeniem dla funkcjonowania państwa.
Polska bardzo blisko blackoutu. Grudniowy atak na infrastrukturę energetyczną
Informacje przekazane przez rząd nie pozostawiają wątpliwości co do skali zagrożenia. Według Krzysztofa Gawkowskiego, atak z końca 2025 roku był największym od lat uderzeniem w sektor energetyczny w Polsce.
– To był największy od lat atak na infrastrukturę energetyczną z jasnym celem: doprowadzić do blackoutu – mówił na antenie RMF FM.
Kluczowe jest to, że nie była to próba zakłócenia pracy jednego elementu systemu. Atak miał charakter rozproszony i skoordynowany, co znacząco utrudniało jego neutralizację. Celem nie były wyłącznie duże obiekty strategiczne, ale także mniejsze, rozproszone źródła energii, które w ostatnich latach stały się istotnym filarem krajowego systemu elektroenergetycznego.
Cyberatak bez precedensu. Uderzenie w OZE i elektrociepłownię
O kulisach zdarzeń mówił również minister energii Miłosz Motyka. Jak poinformował, w ostatnich dniach 2025 roku doszło do nieudanego ataku cybernetycznego na jedną elektrociepłownię oraz wiele pojedynczych źródeł odnawialnych w różnych częściach kraju.
Były to m.in. farmy fotowoltaiczne i pojedyncze turbiny wiatrowe, co – jak podkreślano – wcześniej nie miało miejsca na taką skalę.
Motyka zaznaczył, że po raz pierwszy celem były jednocześnie różne punkty systemu energetycznego w całej Polsce. Taka strategia mogła doprowadzić do efektu domina, w którym nawet lokalne zakłócenia przerodziłyby się w ogólnokrajowy blackout. Według ministra atak został odparty, ale był wyraźnym sygnałem ostrzegawczym dla państwa.
Wojna hybrydowa i „cyfrowe czołgi”. Nowy wymiar zagrożenia
Grudniowe wydarzenia wpisują się w szerszy kontekst wojny hybrydowej, o której polskie władze mówią coraz otwarciej. Krzysztof Gawkowski przyznał wprost, że „cyfrowe czołgi już tu stoją”, wskazując na realność zagrożeń niewidocznych gołym okiem, ale potencjalnie równie destrukcyjnych jak działania zbrojne.
Wojna hybrydowa obejmuje nie tylko cyberataki na infrastrukturę krytyczną, ale również sabotaż, próby destabilizacji gospodarki oraz zmasowane kampanie dezinformacyjne. Według informacji rządowych Polska jest obecnie najbardziej atakowanym państwem Unii Europejskiej w tej sferze. Oznacza to, że energetyka, transport, łączność czy systemy finansowe pozostają stałym celem działań wrogich podmiotów.
Rosyjski sabotaż? Rząd wskazuje kierunek
Choć formalnie nie przedstawiono jeszcze aktu oskarżenia ani jednoznacznego wskazania sprawców, przedstawiciele rządu nie ukrywają, że wszystko wskazuje na rosyjski ślad.
– Wszystko wskazuje na to, że grudniowe nieudane ataki na infrastrukturę energetyczną to rosyjski sabotaż, który miał zdestabilizować sytuację w Polsce – mówił Gawkowski, dodając jednocześnie, że instytucje państwowe były przygotowane na taki scenariusz.
Podkreślił również, że nie ma powodów do paniki, ponieważ systemy bezpieczeństwa zadziałały skutecznie. Jednocześnie zaznaczył, że fakt odparcia jednego ataku nie oznacza końca zagrożeń.
Blackout w Berlinie jako ostrzeżenie dla Polski
Rządowe analizy często odwołują się do niedawnych wydarzeń w Berlinie, gdzie doszło do blackoutu po fizycznym ataku na infrastrukturę energetyczną. W stolicy Niemiec około 100 tysięcy osób przez cztery dni pozostawało bez dostępu do prądu. Część mieszkańców nie miała ogrzewania, a przywrócenie zasilania wymagało obejścia uszkodzonych elementów sieci.
Choć do podpalenia infrastruktury przyznała się lewicowa organizacja Vulkangruppe, niemieckie służby badają, czy w sprawie nie pojawił się wątek rosyjski. Dla Polski jest to czytelny przykład tego, jakie konsekwencje może mieć skuteczny atak na system energetyczny – nawet w państwie dysponującym rozbudowaną i nowoczesną infrastrukturą.
Inwestycje w bezpieczeństwo energetyczne. Plan na 2026 rok
Minister Miłosz Motyka zapowiedział, że w 2026 roku resort energii znacząco zwiększy nakłady na cyberbezpieczeństwo infrastruktury energetycznej. Modernizacja systemów zabezpieczeń ma pozwolić na jeszcze skuteczniejsze odpieranie podobnych ataków w przyszłości.
Chodzi nie tylko o duże elektrownie czy elektrociepłownie, ale również o tysiące mniejszych instalacji OZE, które – choć rozproszone – stały się istotnym elementem krajowego bilansu mocy. Ich podatność na cyberataki wymaga zupełnie nowego podejścia do ochrony infrastruktury krytycznej.
Czy Polacy powinni przygotować się na blackout?
Eksperci nie mają złudzeń: próby destabilizacji energetyki będą się powtarzać. Ataki na infrastrukturę krytyczną są atrakcyjne dla agresora właśnie dlatego, że ich skutki odczuwają wszyscy – niezależnie od miejsca zamieszkania czy poglądów.
W tym kontekście coraz częściej pojawia się pytanie o przygotowanie obywateli na ewentualny blackout. Choć państwo wzmacnia systemy obronne, rządzący nie ukrywają, że żadna ochrona nie daje stuprocentowej gwarancji. Dlatego świadomość ryzyka, posiadanie podstawowych zapasów, gotówki oraz alternatywnych źródeł zasilania może okazać się kluczowe w razie kryzysu, który – jak pokazuje grudzień 2025 roku – przestał być abstrakcyjnym scenariuszem.