Rozpoczynająca się dziś od Irlandii tygodniowa podróż Baracka Obamy do Europy w niczym nie będzie przypominać tej sprzed dwóch lat. Euforia, z jaką wówczas witano amerykańskiego prezydenta, dawno zniknęła, a Europejczycy nie ukrywają rozczarowania stanem stosunków transatlantyckich. Także w kwestiach gospodarczych.
Wizyta wiosną 2009 r. stała pod znakiem walki z kryzysem gospodarczym, który był wtedy w szczytowym okresie. Jednak z zapowiedzi ustanowienia w ramach grupy G20 regulacji mających zapobiec kolejnemu kryzysowi czy wprowadzenia podatku bankowego nic nie wyszło. Na dodatek po obu stronach Atlantyku przyjęto zupełnie inne metody wychodzenia z recesji, więc coraz trudniej znaleźć punkty styczne.
Wprawdzie to państwa europejskie – najpierw Grecja, potem Irlandia, ostatnio Portugalia – stanęły na krawędzi niewypłacalności, ale wszystkie zadłużone kraje kontynentu z mniejszym lub większym skutkiem próbują ciąć deficyty budżetowe. Stany Zjednoczone do niedawna zadłużeniem się w ogóle nie przejmowały, a z recesji próbowały wychodzić pakietami stymulacyjnymi, które jeszcze powiększały zobowiązania fiskalne.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.