Politolog, specjalista od marketingu politycznego z Uniwersytetu Warszawskiego dr Wojciech Jabłoński o sobotnim kongresie Ruchu Poparcia Palikota:

"Wystąpienia poszczególnych prelegentów nie były ogniste, ale mimo to trzeba przyznać, że Janusz Palikot powiedział w swoim przemówieniu to, o czym w polskiej polityce głośno się nie mówi, a o czym generalnie mówi ulica, mówią ludzie. Nawet bezbarwne wystąpienia, które następowały, akcentowały jedno - że Polska przez ostatnich 21 lat, reformowana bez części udziału części opinii publicznej, pozostawiona w bardzo konserwatywnych relacjach, chociażby jeśli chodzi o relacje państwo - Kościół, to już nie jest ta Polska, która przystaje do nowoczesnej Europy i w tym sensie w przemówieniu przejawiał się duch nowoczesności.

Teraz pytanie, jak Janusz Palikot to zdyskontuje (...). On mówi, że niektóre z wątków tego przemówienia zostały już umieszczone w ustawach, ciągle jest parlamentarzystą, do 6 grudnia to jeszcze jednak parę tygodni jest. Mówił, jakie zasługi miała kierowana przez niego komisja Przyjazne Państwo - jako szary obywatel tego kraju nie dostrzegam, by ta komisja zrobiła cokolwiek. Czekamy wciąż na czyny, słowa już padły i to są słowa w Polsce potrzebne, teraz musi przyjść ten lewicowy duch i odmienić oblicze ziemi, tej ziemi.

To, że ktoś od partii odchodzi i oficjalnie występuje z krytyką częściową władz partii, to w polskich warunkach nie przeszkadza, by ten ruch, który powstanie, był nieformalną przybudówką Platformy Obywatelskiej. Janusz Palikot uzyskuje zaledwie 4 proc. poparcia na wejściu dla swojego ruchu, tymczasem zwykle partie, które wchodziły na polski rynek, przynajmniej początkowo cieszyły się znacznie większym poparciem. Ten początek jest więc przeciętny. Janusz Palikot potrzebuje zatem na polskiej scenie sojusznika. Ja bym na jego miejscu nie palił mostów za Platformą Obywatelską, ponieważ nie przygarnie go nikt, nie będziemy wspominać o Jarosławie Kaczyńskim, ale też o Napieralskim, który kosztem Palikota może dużo stracić.

W zasadzie po dzisiejszym zjeździe, mimo że był to zjazd przeciętny, to dla pseudolewicy typu SLD, typu Lewica, miejsca na polskiej scenie już nie ma. On ich wyprzedził o kilka długości i to zwykłym, raczej drewnianym przemówieniem. (...) Po prostu powiedział to, czego oni nie mówią i czego nie realizują.

Sojusznikiem Palikota może być po starej znajomości PO, więc ja bym się nie obrażał na Tuska. Na pewno bym się obrażał na Gowina i Schetynę, natomiast niekoniecznie na samego Tuska, który w partii jest wszechwładny. Zdaje się, że dzisiaj Palikot przeholował tylko w jednym momencie - tym wpisem na blogu, że premier nie ma już pomysłów. Nie wolno mu tego mówić, bo premier będzie Palikotowi potrzebny w przyszłości, w razie jakichś akcji o charakterze światopoglądowym, gdy pojawi się jakiś nowy krzyż smoleński, a pewnie pojawi się ich wiele. Gdyby coś takiego zaistniało i Palikot by się włączył, to Tusk może sporo zrobić swoim milczeniem. Nie zrobi wiele, bo on jest prawicowcem i nim pozostanie, liberałem jest tylko formalnie, natomiast bardzo dużo mu pomoże, jeśli będzie wtedy milczał. A więc o takie poparcie, ciche czy bierne, Palikot powinien zabiegać".