To już klasyka gatunku: biznesowe plany nawet firm gigantów Władimir Putin może zmienić w jednej chwili. Na sobotniej audiencji u premiera szef Aerofłotu Witalij Sawieliew usłyszał, że rosyjskie linie lotnicze powinny używać jak największej liczby krajowych samolotów.
Sawieliew, idąc na spotkanie z Putinem, słusznie miał powody do dumy. Jego zasługą jest unowocześnienie Aerofłotu, który nie powinien już kojarzyć się z siermiężnymi sowieckimi czasami. Jego flota liczy 115 samolotów, z czego tylko sześć to iły-96. Reszta to airbusy A320, A330 i boeingi 767. Sawieliew podpisał umowy o kupnie aż 22 airbusów A350 i 22 boeingów 787 dreamliner. W dodatku w niełatwych czasach dla lotniczej branży udało mu się zarobić w 2009 r. 68,2 mln euro. Niewiele? Niemiecka Lufthansa straciła w ubiegłym roku 112 mln euro, a British Airways zanotowały najgorszy wynik od 1987 r. – 634,8 mln euro straty przed opodatkowaniem. Ale teraz przyjdzie Sawieliewowi po raz kolejny dopasować biznesowe plany do wizji wszechwładnego premiera.
W lutym rząd zaskoczył go po raz pierwszy. Nieoczekiwanie postanowił, że wszystkie regionalne linie lotnicze, będące własnością państwa poprzez spółkę Rostechnologia, zostaną przekazane Aerofłotowi w celu zwiększenia jego rentowności. Dość dziwne tłumaczenie, bo linie są deficytowe. Z kolei przed kilkoma dniami, jak napisały „Wremia Nowostiej”, Putin zaskoczył Sawieliewa stwierdzeniem, że skoro Aerofłot to rosyjska linia, w jej flocie powinny latać samoloty rosyjskiej produkcji. – Chcecie dominować na naszym rynku, ale nie chcecie kupować rodzimych maszyn. Tak być nie może – powiedział Putin.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.