Zapisy czarnych skrzynek lotu 990 okazały się sensacją i rozpętały polityczną burzę. Na pokładzie znajdowali się amerykańscy emeryci lecący do Egiptu na wycieczkę, więc do sprawy włączyli się śledczy z USA. Dwa tygodnie po katastrofie ogłoszono, że mogło dojść do umyślnego morderstwa i śledztwo przejęło FBI. Egipski wywiad protestował. Po wymianach nieuprzejmości powstały dwa raporty na temat katastrofy – służb amerykańskich i służb egipskich. Jedna wersja postawiła na niezrozumiałe zachowanie pilota, druga na usterkę techniczną. Na sugestie, że mogło dojść do samobójstwa czy nawet zamachu terrorystycznego, odpowiedziały egipskie media. Rządowe gazety „Al-Gomhuria” i „Al-Musawar” przedstawiły teorie, że oficer był fanem Disneya, a samolot został przypadkowo zestrzelony przez amerykańskie myśliwce. Nie wykluczano również wpływów Mossadu i CIA. Egipcjanie, w których kulturze zakorzeniona jest pogarda dla samobójców, wychodzili z założenia, że to niemożliwe, aby pilot odebrał sobie życie, zabijając przy okazji 216 osób. Na dwa lata przed 11 września dla wielu wydawało się to niepojęte.

Zdarza się, że czarnych skrzynek nie udaje się znaleźć. Znikają głęboko pod ziemią albo wpadają w rów oceaniczny. Wprawdzie wysyłają sygnał, ale tylko przez 30 dni. Tak było na przykład ze skrzynką z samolotu Air France, który w maju minionego roku wpadł do oceanu u wybrzeży Brazylii. Do dziś jej nie znaleziono. – Nadajnik z czarnej skrzynki ma teoretycznie zasięg kilku kilometrów, ale w przypadku zagrzebania w mule obszar ten może się skurczyć do kilkudziesięciu metrów. Szukanie skrzynki z Air France było szukaniem po omacku – uważa Tuchołka.

Blisko 60 lat temu australijski inżynier David Warren po katastrofie jednego z myśliwców doszedł do wniosku, że gdyby możliwe było nagrywanie rozmów pilotów i zapisywanie tego za pomocą urządzenia, które przetrwa wypadek, łatwiej byłoby wytłumaczyć przyczyny zdarzenia. Opracował prototyp skrzynki z taśmą nagrywającą. Przedstawił go australijskim decydentom. Odmówili, bo doszli do wniosku, że skoro pomysł narodził się w Australii, Stany Zjednoczone na pewno już to mają. Warren zdecydował się więc na współpracę z Brytyjczykami. Do Londynu leciał cztery dni. Tamtejsi inżynierowie byli zachwyceni. Jedna z osób, która nie wiedziała, jak nazwać to dziwaczne pudełko z azbestu, powiedziała: „Jaka fajna czarna skrzynka”. I tak już zostało. Lista kontrowersyjnych zapisów z czarnych skrzynek jest długa. Malcolm MacPherson złożył z nich przedziwną książkę pt. „Air Disasters: Dramatic Box Flight Recordings”. Przedziwną, ponieważ zamieścił w niej wiele dialogów prowadzonych w ostatnich chwilach lotu.

Każda katastrofa jest inna

Jak ten z Los Angeles do Kairu. Budzą one niezdrową fascynację, ale i zażenowanie. Czasami zaczyna się od komedii, a kończy dramatem. Czasami robi się dramatycznie, ale ostatecznie pojawia się happy end. Często jest jednak tak, że nic nie zwiastuje nagłej katastrofy. Piloci sobie rozmawiają, stewardesa się śmieje, wieża lotnicza zapewnia, że wszystko jest OK. Ale nagle ktoś krzyczy: „O k...!”. I dialog się urywa. Dla członków załogi czarne skrzynki mogą być kolejnym elementem systemu, który monitoruje, kontroluje i szpieguje. Żadna z osób obecnych w samolocie nie może kontrolować nagrania, wyłączać go, a potem włączać. Linie lotnicze wykorzystują więc skrzynki do sprawdzania, czy piloci się nie bawią, nie flirtują ze stewardesami. Związki zawodowe pilotów w USA protestują przeciwko takiemu wykorzystaniu urządzenia. Nie tylko one, ponieważ szefowie kolei i linii autobusowych też decydują się na montowanie czarnych skrzynek.

Tym, którzy na myśl o czarnych skrzynkach boją się wejść do samolotu, polecamy jednak lekturę dzieła amerykańskiego dziennikarza. Poza tym wszystkim mówi ono bowiem o zabezpieczeniach i procedurach, które sprawiają, że samolot jest bezpieczniejszy od samochodu.