Wyszliśmy z założenia, że politycy mają być dla ludzi, a nie odwrotnie, że jesteśmy po to, by słuchać. Kiedy ktoś zestawi konwencję Małgorzaty Kidawy-Błońskiej z konwencją prezydenta Andrzeja Dudy, to zobaczy tę właśnie różnicę - mówi PAP lider PO Borys Budka.

Szef Platformy Obywatelskiej podsumował w rozmowie z PAP sobotnią konwencję wyborczą Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, podczas której kandydatka przedstawiła wizję swej prezydentury. Gośćmi wydarzenia byli m.in. Maciej Stachowiak, ojciec zmarłego w 2016 r. na komisariacie policji we Wrocławiu Igora Stachowiaka oraz Sebastian Kościelnik, którego auto uczestniczyło trzy lata temu w wypadku limuzyny ówczesnej premier Beaty Szydło. Budka poinformował też, że Kidawa-Błońska zaprosiła na spotkanie działaczy Młodzieżowego Strajku Klimatycznego i Greenpeace, którzy wtargnęli na scenę podczas sobotniej konwencji.

PAP: Jak pan ocenia konwencję Małgorzaty Kidawy-Błońskiej?

Reklama

Borys Budka: Była energetyczna, pokazała, że polityka może być inna, że prawdziwa prezydent może być wśród ludzi i może być odpowiedzią na najważniejsze problemy, które dotykają zwykłego człowieka. Tu nie było partyjnych przemówień, nie było gadających głów. Pani Małgorzata Kidawa-Błońska siedziała tu wśród ludzi, bo jest dla ludzi i taka będzie jej prezydentura.

Pokazaliśmy najważniejsze obszary, w których państwo nie działa, w których powinno działać znaczenie lepiej i skuteczniej. Pokazaliśmy, że prawdziwa prezydent nie będzie uciekać od problemów tak bardzo istotnych dla ludzi. Mówiliśmy o klimacie, o służbie zdrowia, o skutecznej, silnej, nowoczesnej armii. Pokazywaliśmy jak ważne są wolne media i wolne sądy, by obywatel w zderzeniu z państwem nie pozostał bez szans, tak jak się dzieje to w przypadku Sebastiana z Seicento czy też ojca ś.p. Igora Stachowiaka.

Reklama

Wreszcie pokazaliśmy, jak wiele jest do zrobienia w służbie zdrowia, jak pieniądze, które są przeznaczane na propagandę, mogą być przeznaczone na to, co najważniejsze, czyli ratowanie życia ludzkiego. Pokazywaliśmy to poprzez zwykłych ludzi, którzy o tym mówili. To były osoby, które są emanacją polskiego społeczeństwa. Wyszliśmy z założenia, że politycy mają być dla ludzi, a nie odwrotnie, że my jesteśmy po to, by słuchać.

Kiedy ktoś zestawi konwencję Małgorzaty Kidawy-Błońskiej z konwencją prezydenta Andrzeja Dudy, to zobaczy tę właśnie różnicę. My stawiamy na osobę prawdziwą, autentyczną, czułą, ale stanowczą, kiedy jest to potrzebne – taką, która jest empatyczna, ale nie boi się wyzwań i rozmowy o najważniejszych problemach. A tam mieliśmy do czynienia z partyjną konwencją, gdzie prezydent został potraktowany jako element pewnego spektaklu i co gorsza dla niego – nie najważniejszy element. U nas najważniejszy był człowiek i tak też pozostanie.

PAP: Na sobotniej konwencji wystąpili też działacze Młodzieżowego Strajku Klimatycznego i Greenpeace. To było planowane?

B.B.: Nie, były dwie niezaplanowane akcje – wtargnęli na scenę działacze ze Strajku Klimatycznego, a później z Greenpeace. To też pokazywało naszą otwartość, bo nikt nie chciał ich zepchnąć, zablokować. Oddaliśmy im mikrofon, bo poprosili o to, mimo że tego nie było w scenariuszu. Co więcej – jeden z tych młodych ludzi nie chciał nawet podać ręki naszej kandydatce. Ale ona się nie obraża, podkreśla, że musimy wszyscy rozmawiać. Jeżeli politycy mają rozwiązywać najważniejsze problemy, to dialog z młodym pokoleniem jest bardzo potrzebny.

Nie wyobrażam sobie takiej scenki na konwencji naszych głównych konkurentów. Nie wyobrażam sobie, żeby w czasie przemówienia prezydenta Andrzeja Dudy czy prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego mogli stać działacze Greenpeace i nikt by ich nie zepchnął ze sceny. Co więcej – nie wyobrażam sobie, żeby było dla nich dalsze zaproszenie. Małgorzata Kidawa-Błońska zaprosiła każdego z tych młodych ludzi do rozmowy i obiecała, że ich głos będzie wysłuchany, gdy będzie prezydentem.

PAP: Czy postulat, który młodzi aktywiści zaprezentowali podczas konwencji – neutralności klimatycznej Polski do 2040 roku jest możliwy do zrealizowania?

B.B.: Trzeba spotkać się z ekspertami. Unia Europejska mówi o neutralności klimatycznej do 2050 roku. Przypomnę, że pan premier Mateusz Morawiecki nawet tego nie chce podpisać. Ważne, żeby Unia Europejska mówiła jednym głosem, ważne, aby dyskutować o argumentach, że jeżeli będzie to możliwe, bo transformacja gospodarki trochę jednak trwa, powinno się również realizować te postulaty.

Walka ze smogiem, o której mówili ci ludzie, że to jest coś fałszywego, jest jednym z elementów. Smog jest czymś, co jest najbardziej widoczne. Oczywiście w perspektywie czasu klimat jest kwestią ważniejszą, szerszą, ale tu i teraz w Polsce każdego roku umiera blisko 40 tysięcy ludzi z powodu zanieczyszczenia powietrza. I to jest też jeden z efektów zmian klimatycznych, bowiem to, co dzieje się z atmosferą, to co dzieje się w tych kwestiach, to jest również ten element. Walka ze smogiem to absolutnie tylko wycinek wyzwań, z którymi musimy się zmierzyć, jeśli mówimy o walce ze zmianami klimatycznymi.

PAP: Jesteśmy już po konwencji, Małgorzata Kidawa-Błońska przedstawiła wizję swej prezydentury. Jakie dalsze plany na kampanię wyborczą?

B.B.: Pani marszałek będzie kontynuować spotkania z wyborcami, spotkania w małych miejscowościach, w powiatach, w gminach. Będzie rozmawiać i pokazywać rozwiązania na konkretne sprawy, które dotyczą Polaków, bo taka będzie ta kampania. My wszyscy będziemy ją wspierać, dlatego w przyszłym tygodniu mamy klub wyjazdowy Koalicji Obywatelskiej i później, w środę, bardzo dużą aktywność poselską w województwie mazowieckim.

Zobowiązałem wszystkich posłów do tego, żebyśmy byli rzecznikami Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Każdy z nas będzie częścią jej sztabu. Organizujemy spotkania, bo pani marszałek nie jest w stanie dotrzeć w każde miejsce, więc tam, gdzie ona nie dotrze, będą posłanki, posłowie Koalicji Obywatelskiej. Dotrzemy do każdego powiatu w tej kampanii wyborczej – albo bezpośrednio nasza kandydatka, albo my jako jej ambasadorowie.