Zbliżający się upadek Szwecji to jeden z najczęściej pojawiających się motywów w polskiej debacie publicznej. Nasi komentatorzy są pewni nadciągającej katastrofy. Rozbuchane wydatki socjalne prowadzą kraj do bankructwa, wysokie podatki zaś sprawiają, że nikt nie chce tam pracować.
Reklama
Magazyn DGP 6 grudnia 2019 / Dziennik Gazeta Prawna
Efektem nihilizmu moralnego i zerwania z tradycyjnymi wartościami jest wymieranie Szwedów, bo zamiast zakładać rodziny, pławią się w doczesnych uciechach. Kraj jest pełen patologii społecznych, a jeśli ktoś chciałby tam pojechać, to na własną odpowiedzialność. Nie można też, oczywiście, zapominać o strefach szariatu i islamizacji kraju. Muzułmanie robią, co chcą, a biały człowiek po zmroku nie ma czego szukać na ulicach, jeśli nie chce być okradzionym, pobitym lub zgwałconym.

Marazm po szwedzku

Tę narrację można najczęściej usłyszeć lub przeczytać w mediach polskiej prawicy. Ale nie tylko – okazuje się, że część tych poglądów podzielają także przedstawiciele liberalnej części sceny politycznej. Marszałek Senatu Tomasz Grodzki, w radiu TOK FM, przedstawił własny ogląd sytuacji w tym nadbałtyckim kraju – była ona bardziej zniuansowana, ale zaskakująco bliska prawicowej narracji. W sumie nic dziwnego, w końcu Grodzki już na wstępie zaprezentował się jako zwolennik polityk Margaret Thatcher oraz Ronalda Reagana, czym zapewne zyskał uznanie u niejednego widza wRealu24 lub czytelnika „wSensie.pl”.
Podczas rozmowy marszałek Grodzki płynnie przeszedł od 500+ do Szwecji, która jest według niego krajem socjalistycznym, w którym rząd zabiera 80 proc. dochodów, by potem wydać pieniądze wedle własnego uważania. Tamtejszy system służby zdrowia niedomaga i w zasadzie nie jest lepszy od naszego, a nawet jeśli jest, to tylko dlatego, że kraj ma mniej mieszkańców. Dobrze zarabiający Szwedzi mają dość tego systemu i marzą o emigracji do Szwajcarii lub Niemiec, w których podatki są niższe, a pensje wyższe. Nic dziwnego, zdaniem Grodzkiego, że Polacy do Szwecji emigrować już nie chcą. Bo dobrobyt, przekonywał, należy budować tak, jak w krajach anglosaskich.
Z wypowiedzi marszałka można wywnioskować, że to kraj pogrążony w marazmie społecznym, z dysfunkcjonalnym państwem, z którego głównie się emigruje, a jeśli ktoś tam jeszcze został, to najpewniej żyje z socjalu. Bo pracować tam się nie opłaca. Co innego kraje anglosaskie, pełne aktywnych i zamożnych ludzi, którzy odważnie biorą sprawy we własne ręce. Jeśli chcemy reformować Polskę, to właśnie w kierunku, który wyznaczyli Anglosasi.

Państwo ślepców

Pogłoski o śmierci Szwecji są mocno przesadzone. Mieszkańcy kraju najwyraźniej nie zdają sobie sprawy z tego, że ich kraj znajduje się na krawędzi upadku i żyją sobie jak gdyby nigdy nic. Co gorsza, masowo chodzą do pracy, w ogóle nie dostrzegając tego, że przecież im się ona nie opłaca.
Szwecja jest państwem o jednej z najwyższych aktywności zawodowych na świecie. W II kwartale 2019 r. stopa zatrudnienia wyniosła 77,5 proc., a w Wielkiej Brytanii jedynie 75 proc. To i tak więcej niż w USA, w których zatrudnienie miało jedynie 71 proc. osób w wieku produkcyjnym. Podatki w Szwecji są zdecydowanie wyższe niż w Polsce, a mimo to pracuje tam o 10 pkt proc. więcej osób niż nad Wisłą. To zapewne przez tamtejszą cenzurę – gdyby tylko Szwedzi zorientowali się, że państwo zabiera im prawie całe dochody, masowo przechodziliby na socjal lub emigrowali na Wyspy.
Jest faktem, że szwedzkie państwo jest niezwykle szczodre pod względem usług publicznych oraz transferów socjalnych. Wydatki sektora finansów publicznych, a więc wszystkich instytucji rządowych i samorządowych, wynoszą tam 50 proc. PKB. Mimo że szwedzkie państwo co roku rozdysponowuje kwotę równą połowie rocznego PKB, stan finansów publicznych daleki jest od załamania. Dług publiczny wynosi 36 proc. PKB, czyli jest dwa i pół razy niższy niż średnia unijna. Brytyjski dług publiczny wynosi 85 proc. PKB, irlandzki – 64 proc., zaś niemiecki – 61 proc. Jeśli więc któreś z europejskich państw miałoby zbankrutować, to pierwsze w kolejce są kraje anglosaskie.
Nie widać też, żeby wysokie podatki oraz wydatki publiczne bardzo pętały szwedzką kreatywność. W najnowszej edycji Global Innovation Index (przygotowuje go amerykański Uniwersytet Cornella, francuski Institut européen d'administration des affaires i Światowa Organizacja Własności Intelektualnej) szwedzka gospodarka została uznana za drugą najbardziej innowacyjną na świecie – po Szwajcarii, a przed USA. Wielka Brytania znalazła się na miejscu piątym, a Niemcy – dziewiątym.

Służba zdrowia z żółtym krzyżem

Marszałek Grodzki większość krytyki wymierzonej w szwedzki model ekonomiczno-społeczny skierował w stronę jej służby zdrowia. Nic dziwnego, sam jest lekarzem. Można by więc przypuszczać, że jego opinia opiera się na twardych danych, niestety najwyraźniej akurat w tym przypadku posłużył się jedynie bliżej niesprecyzowanymi doniesieniami.
Dwa najpopularniejsze wskaźniki oceniające stan zdrowia społecznego to średnia oczekiwana długość życia i śmiertelność niemowląt. Pod względem tego pierwszego Szwecja znajduje się w światowej czołówce – przeciętny mieszkaniec tego kraju żyje 82,5 lat, co jest piątym wynikiem w OECD. Średnia długość życia w Wielkiej Brytanii wynosi 81,3 lat, a w USA – zaledwie 78,6. W Szwecji notuje się jedynie 2,4 przypadki śmierci noworodków na tysiąc porodów, w Wielkiej Brytanii – 3,9, a w USA – aż 5,8. Warto przy tym zauważyć, że Szwedzi wydają na opiekę medyczną zdecydowanie mniej niż Amerykanie – odpowiednio 11 proc. i 17 proc. PKB. A mimo to stan zdrowia Szwedów jest zdecydowanie lepszy.
Długość życia i umieralność niemowląt to wskaźniki, które nie mówią wszystkiego o systemie opieki medycznej danego kraju – tak jak PKB na głowę nie oddaje w pełni standardu życia. Warto więc rzucić okiem na inne dane. Najwięcej zgonów w krajach rozwiniętych powodują choroby krążenia i nowotwory. W UE wskaźnik śmiertelności dla osób poniżej 65. roku życia w przypadku chorób krążenia wynosi 44 zgony na 100 tys. osób, zaś w przypadku raka to 76 zgonów na 100 tys. W Szwecji notuje się odpowiednio 28 oraz 51 przypadków zgonów na te choroby w przeliczeniu na 100 tys. obywateli. W Wielkiej Brytanii na choroby krążenia umiera 37 osób na 100 tys. mieszkańców poniżej 65. roku życia, a na raka 67 osób.
Najbardziej kompleksowym rankingiem jakości opieki medycznej w Europie jest European Health Consumer Index (opracowuje go szwedzki think tank Health Consumer Powerhouse). Bierze on pod uwagę całą paletę przeróżnych czynników, od dostępu pacjentów do informacji, przez długość oczekiwania na świadczenie, aż po dostępność leków i poziom ich refundacji. W sumie indeks jest podzielony na sześć subdyscyplin, z których każda zawiera kilka lub nawet kilkanaście wskaźników, więc jest niezwykle kompleksowy.
W edycji EHCI za 2018 r. szwedzka służba zdrowia zajęła ósme miejsce w Europie (nie tylko w UE). Choć na pierwszym miejscu rzeczywiście znalazła się wspominana przez prof. Grodzkiego Szwajcaria, to pierwsza dziesiątka zdominowana jest przez kraje nordyckie – trzecie miejsce zajmuje Norwegia, czwarte – Dania, szóste – Finlandia, a dziesiąte – Islandia. Wielka Brytania znalazła się dopiero na miejscu 16., a Irlandia 22. Polska znalazła się na 32., wspólnie z Węgrami – dziesięć miejsc za Czarnogórą.

Obalanie chochoła

Chciałbym też poznać źródło, z którego marszałek Grodzki zaczerpnął wiedzę na temat tego, że Polacy nie chcą emigrować do Szwecji. Warto by się nim podzielić z GUS, bo jego analitycy najwyraźniej mają błędne informacje. Według danych GUS od 2004 r. liczba Polaków przebywających w Szwecji wzrosła pięciokrotnie – z 11 tys. do 51 tys. Oczywiście polska emigracja do tego kraju jest zdecydowanie mniejsza niż do Wielkiej Brytanii czy Niemiec (po ok. 700 tys. osób), ale dość powiedzieć, że liczba Polaków przebywających we Francji wynosi 64 tys.
Oczywiście Szwecja nie jest krajem mlekiem i miodem płynącym. Ma własne problemy, jak każde państwo. Rzecz w tym, że w naszej debacie nie występuje jako realny twór, lecz jako wymyślony chochoł, stworzony tylko po to, by móc go zaatakować i efektownie obalić. Wyposażono więc go w zestaw cech, które są wygodne dla tych, którzy z nim bohatersko walczą, by na „zwycięstwach” z tym sztucznym tworem budować z góry określoną argumentację. Szwecja ma wysokie podatki, więc robi się z niej niewydolne państwo socjalistyczne, choć ma jedną z najbardziej konkurencyjnych gospodarek na świecie. Szwedzi są liberalni obyczajowo, przyjmuje się a priori, że zaraz wymrą, choć mają jeden z najwyższych współczynników dzietności w UE – znacznie wyższy niż w Polsce. W Szwecji żyje spora diaspora muzułmańska, więc wyciąga się każdy przypadek przestępstwa popełniony przez muzułmanów i nagłaśnia, choć według Better Life Index OECD Szwecja jest bezpieczniejsza niż Polska czy Czechy – o Węgrzech, które znajdują się na drugim końcu skali, nie wspominając.
Szkoda tylko, że do tego chóru dołączył nowy marszałek Senatu, który, jak sam twierdzi, chce ucywilizować debatę publiczną w Polsce. Tym bardziej że jednym z zadań Senatu jest utrzymywanie ścisłych kontaktów z Polakami żyjącymi za granicą. Opowiadaniem wymyślonych teorii o państwie, w którym żyją dziesiątki tysięcy naszych rodaków, raczej tego zadania nie ułatwi.