Gdyby Andrzej Duda wierzył w sondaże, nie zostałby prezydentem - mówi Władysław Kosiniak-Kamysz, prezes PSL.
Poparcie dla PSL oscyluje wokół progu wyborczego. Nie żałuje pan rozbicia Koalicji Europejskiej, co skutkuje startem opozycji w trzech blokach?
Nie żałuję. Gdyby nie ta decyzja, PiS w sondażach miałby 50 proc. poparcia i spokojnie zmierzał w stronę samodzielnych rządów.
Reklama
A teraz nie zmierza w tym kierunku?
Nie byłoby najmniejszych szans na zwycięstwo nad PiS, gdybyśmy szli w jednym bloku. Dziś wciąż są. Może się wydarzyć, że po 13 października monowładza w Polsce się skończy. Jeszcze wielu Polaków nie podjęło decyzji ws. głosowania – to grupa, która może zmienić wynik wyborów.

Reklama
Musimy także pamiętać, że trzy bloki w opozycji to trzy razy więcej kandydatów, którzy robią kampanię. To zwiększa mobilizację. Nie trzeba wybierać większego zła, tylko większe dobro. Jak ktoś ma poglądy lewicowe i słyszy Andrzeja Rozenka mówiącego o adopcji dzieci przez pary homoseksualne, to może na niego zagłosować. Jak ktoś ma poglądy liberalne, to wybierze PO, a jak ktoś jest z centrum, ma do wyboru chadeckie PSL, które nie chce rewolucji obyczajowej, ale też nie będzie nikomu zaglądało za firanki.
PiS punktuje was, strasząc konserwatywny elektorat właśnie taką rewolucją.
Czym innym są koalicje przedwyborcze, a czym innym powyborcze, które umawiają się na realizację konkretnych punktów. Mamy doświadczenie koalicji powyborczej z PO, w której ustawa o związkach partnerskich nie została przegłosowana. Mamy swoje zasady, których będziemy bronić. Silna pozycja PSL gwarantuje, że nie będzie skrętu ani w lewo, ani w prawo. Polacy, którzy nie chcą ani rewolucji obyczajowej, ani zaglądania za firankę, powinni zagłosować na PSL.
Jednak sondaże nie dają PSL wielkich nadziei. I pokazują, że zmierzamy w stronę większościowego rządu PiS.
Gdyby Andrzej Duda wierzył w sondaże, nie zostałby prezydentem. Cztery lata temu sondaże nie dawały także szans na samodzielne rządy PiS. A splot okoliczności: osłabienie lewicy kosztem partii Razem czy wynik Korwina doprowadziły do tego. Wierzę w mądrość moich rodaków.
Na ostatniej prostej – po wzbudzającym krytykę występie na konwencji Koalicji Obywatelskiej – poparcia PSL udzielił były prezydent Lech Wałęsa. Wilcza przysługa czy jednak prezent?
Najpierw poparł, a potem wycofał swój wpis. Z całym szacunkiem dla pana prezydenta, wolałbym, aby równocześnie przeprosił za swe słowa pod adresem śp. Kornela Morawieckiego.
Kampania opozycji nasuwa refleksję, że jej politycy stracili wiarę w zwycięstwo i odebranie władzy PiS.
Nie wiem, jak reszta opozycji, ale my tej wiary nie straciliśmy. Oczywiście nie mamy takich możliwości jak partia rządząca, nie mamy mediów publicznych i całej propagandy. To walka Dawida z Goliatem, ale Dawid – i ten biblijny, i polityczny, którym my się możemy mienić – wykona ten celny strzał.
A czy nie jest tak, że opozycja ustawia się już w roli antypis na kolejną kadencję?
Nie byliśmy antypisem, więc nie musimy w tej walce uczestniczyć. Głosy oddane na PSL są najcenniejsze, bo jeśli będziemy mieli nie 20, a 30 posłów, to możemy stanowić o rzeczywistości. A w wielu okręgach walczymy o ostatni mandat z PiS-em. Ewa Kopacz powiedziała kiedyś głupio, że głos oddany na małe partie jest głosem straconym. Jest zaś tak, że głos oddany na trzecie czy czwarte ugrupowanie w sondażach może być najcenniejszy. Szczególnie w wielu okręgach Polski wschodniej, gdzie rywalizację z PiS na poważnie podjęliśmy tylko my.
Jaki jest dla PSL zysk aliansu z Pawłem Kukizem?
Obiecaliśmy, że zbudujemy Koalicję Polską i to się udało. To środowiska Pawła Kukiza, Marka Biernackiego czy Unii Europejskich Demokratów. Dzięki temu w każdym okręgu mamy rozpoznawalnych polityków.
Podoba mi się wierność ideom Pawła Kukiza, który nie popłynął z prądem i nie poszedł na pewne miejsce na listach PiS, tylko z nami. Jestem zadowolony, że mogliśmy przyjąć jego postulaty zmian ustrojowych w Polsce, to powrót do korzeni, o których mówił przed wojną Witos – o wyborze w jednomandatowym okręgu człowieka, a nie partii politycznych.
A czy Paweł Kukiz w PSL to nie jest potencjał do powyborczej koalicji z PiS?
Wielokrotnie to dementował, mówił, że z antydemokratyczną partią nie będzie zawierał żadnych aliansów. PiS odrzucił jego postulaty. Umówiliśmy się nie tylko na drogę do wyborów, później także chcemy budować nową jakość w polityce. Potrzeba formacji obywatelskiej. I jeśli pokładanych nadziei nie spełniła formacja, która ma to w nazwie, to musi spełnić je odrodzony ruch ludowy, czyli obywatelski właśnie.
Jak będzie wyglądała sytuacja opozycji, jeżeli wygra PiS?
Poczekajmy, pogadamy o tym po 13 października. Dziś nie będę dzielił skóry na niedźwiedziu i rysował scenariuszy. Walczymy o jak najlepszy wynik.
Gdyby opozycja wygrała, to Małgorzata Kidawa-Błońska zostanie premierem?
Ale to kandydatka tylko jednego ugrupowania! Ja rozumiem, że ktoś wystawia sobie kandydatów na premiera czy na ministrów, szkoda tylko, że takie osoby nie biorą później udziału w debatach telewizyjnych. No, ale tak bywa. Natomiast nie wciągną mnie panowie w dyskusję, kto i co obejmie po wyborach. My w PSL jak wybieramy szefa, to wskazujemy osobę gotową do pełnienia najważniejszych funkcji w państwie. I nie będzie się za niczyje plecy chować czy unikać odpowiedzialności. Od czterech lat mówię, że nie uznaję rządzenia z tylnego siedzenia i nie zmieniłem zdania.
Pan wyklucza jakąkolwiek koalicję z PiS po wyborach. A czy dałby pan sobie rękę uciąć za pojedynczych działaczy PSL, którzy mogą być przez PiS kuszeni np. ofertami objęcia jakichś intratnych funkcji w zamian za zmianę barw?
To nie chodzi o moje gwarancje. Ważniejsze są fakty. A te są takie: po ostatnich wyborach samorządowych wszyscy wieścili, że członkowie PSL w sejmikach dadzą się kupić za srebrniki partii władzy. Tylko PSL był wzywany do tablicy. A co się okazało? Na Śląsku to przedstawiciel Koalicji Obywatelskiej przeszedł na stronę PiS! Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono. Nas, ludowców, sprawdzono bardzo intensywnie i ten test z przyzwoitości zdaliśmy. Inni go oblali.
Załóżmy, że PiS wygrywa wybory, ale do większości brakuje mu 5–6 posłów. Skoro nie u was, to gdzie mogą szukać dodatkowych szabli?
A gdzie złowili ludzi po wyborach samorządowych? A no w Koalicji Obywatelskiej. Gdzie złowili np. pana Gryglasa? W Nowoczesnej. Ulegają panowie takim łatwo przyszytym kilkanaście lat temu łatkom. Jaką gwarancję daje dzisiaj Grzegorz Schetyna, skoro nie dał jej w wyborach rok temu? Zacznijmy mierzyć wszystkich jedną miarą i nie ulegajmy stereotypom.
PiS może zastawiać sidła wszędzie, bo w tej kadencji łowił ludzi wszędzie. Nie jest czymś dobrym wejście do Sejmu i przechodzenie do innego klubu parlamentarnego. Dlatego jesteśmy za tym, by w takiej sytuacji odwoływać takiego posła jeszcze w trakcie kadencji.
Czego się pan spodziewa po posiedzeniu Sejmu tuż po wyborach?
Oczywiście weźmiemy w nim udział, bo to nasz obowiązek jako posłów. To precedens – zgodny z konstytucją, ale rodzący podejrzenia. Może nie wiemy całej prawdy o sytuacji budżetowej państwa? A może są przygotowane rozwiązania, które trzeba pilnie wprowadzić, ale rząd nie chce się nimi chwalić tuż przed wyborami? Czy to jakiś wentyl bezpieczeństwa, który miałby w szybkim tempie zabezpieczyć interesy PiS w przypadku nieuzyskania większości? To są pytania, które mi przychodzą do głowy, dlatego musimy być w pełnej gotowości 15 i 16 października.
Co PiS może próbować przeforsować na tym posiedzeniu?
Może być nowelizacja budżetu na 2019 r. Może być przyjęcie takich rozwiązań ustawowych, które zablokują nowemu rządowi możliwość dokonywania zmian, bo będzie to wtedy blokować prezydent. Może być umocnienie przedstawicieli na pewnych funkcjach, np. w ten sposób, że wymiana takich osób będzie wymagać nie zwykłej większości, a dwóch trzecich. Po tych czterech latach jestem w stanie sobie wiele wyobrazić.
Jakie wyzwania staną przed nowym rządem?
Przede wszystkim służba zdrowia. Nie ma ważniejszej sprawy niż zdrowie Polaków, a sytuacja jest dramatyczna. Brakuje lekarzy, pielęgniarek, zamykane są oddziały, personel medyczny nie daje rady, zalewa nas biurokracja, a rządzącym brakuje pomysłu na naprawę sytuacji. Dlatego w pierwszych 100 dniach nowego rządu nie potrzeba badań przesiewowych dla 40-latków, tak jak chce tego PiS, tylko trzeba uzdrowić służbę zdrowia. Kolejna sprawa to gospodarka i pomoc przedsiębiorcom. Jeżeli od nowego roku ZUS wyniesie 1,5 tys. zł, to wielu firm będzie musiało zakończyć działalność. Musimy więc wprowadzić dobrowolny ZUS i ulżyć samozatrudnionym. Absolutnie kluczowa dla nas jest emerytura bez podatku. Emerytura musi być wyższa, dziś mamy gigantyczną przepaść między minimalnym wynagrodzeniem a minimalną emeryturą. Długofalowym zadaniem na nową kadencję jest zielona energia. Trzeba zbudować elektrownie wiatrowe na morzu, by mogły dostarczać 20 proc. energii odnawialnej w Polsce. Priorytetem jest też fotowoltaika i walka ze smogiem. Trzeba też promować polską żywność i odblokować handel na Wschód, by polska żywność mogła być naszą marką eksportową na świecie.
Załóżmy, że jest 14 października. Jaki jest wynik PSL?
Jak panowie pójdą zagłosować ze swoimi rodzinami, to tak z 10 proc.