Nasza koalicja działa bardzo harmonijnie. Jarosław Kaczyński – i mówię to jako komplement – uprawia imperialny model polityki - mówi Jarosław Gowin wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego.
Jaki wynik wyborów pan obstawia?
Jestem politykiem, nie prorokiem. Ale nie ulega wątpliwości, że kluczową kwestią dla ostatecznego wyniku będzie mobilizacja elektoratu Zjednoczonej Prawicy. Musimy do samego końca przekonywać naszych wyborców, by poszli głosować. Jeśli tak się stanie, poprawimy wynik z wyborów europejskich.
Reklama
Może nie doceniacie opozycji?
Szanujemy naszych konkurentów. Na pewno rywalizacja z trzema komitetami opozycyjnymi stawia przed nami większe wyzwanie, niż gdy tworzyły one wspólny blok. Doceniam dobrą, merytoryczną kampanię PSL. Natomiast przyglądając się chaotycznym ruchom Koalicji Obywatelskiej, przecieram oczy ze zdumienia. Nie widać ani pomysłu, ani wiary w sukces. Nie chcę już pastwić się nad pomysłem sięgnięcia po Lecha Wałęsę... Nawet przychylni KO dziennikarze sięgnęli po określenia w stylu gang Olsena. Nie wykluczam, że w końcówce kampanii parę procent wyborców KO przerzuci poparcie na Lewicę.

Reklama
Jakiego wyniku Lewicy pan się spodziewa?
Nie zdziwię się, jeśli przekroczą 15 proc.
A co z Koalicją i PSL?
Koalicja pewnie powtórzy wynik Platformy sprzed czterech lat. PSL nieznacznie się poprawi. Liczę też, że progu wyborczego nie przekroczy Konfederacja. W Parlamencie nie powinno być miejsca dla ugrupowania ewidentnie prorosyjskiego. Aby moje przewidywania się sprawdziły, konieczny jest jednak maksymalny wysiłek ze strony Zjednoczonej Prawicy.
Zarzuca pan opozycji słabą kampanię. Ale to Zjednoczona Prawica ma spółki Skarbu Państwa, najwyższych urzędników państwowych i media publiczne. Wykorzystujecie te możliwości do maksimum.
Co do mediów, większość jest po stronie opozycji. I mają do tego prawo. No a obóz rządzący na listach zawsze ma ministrów. Czy państwowe firmy angażują się po stronie Zjednoczonej Prawicy? Gwarantuję, że żadna spółka Skarbu Państwa nie wyłożyła ani złotówki na kampanię jakiegokolwiek polityka Porozumienia.
Politycy PiS podkreślają, że dążą do samodzielnej większości. Nie obawia się pan, że to dążenie do zmarginalizowania koalicjantów: pańskiej partii i formacji Zbigniewa Ziobry?
Nasza koalicja działa bardzo harmonijnie. Jarosław Kaczyński – i mówię to jako komplement – uprawia imperialny model polityki. Imperium rzymskie mogło trwać tak długo, bo potrafiło równoważyć wewnętrzne siły i chroniło mniejszości przed większością. Przy różnicach poglądów co do gospodarki czy roli samorządów – mamy szeroki wspólny mianownik w sprawach światopoglądowych, w polityce zagranicznej. I łączy nas chęć uprawiania polityki ambitnej, sprawczej. Zarówno więc chłodna kalkulacja, jak i wspólnota wartości gwarantują jedność naszego obozu. Tak, najważniejszą partią Zjednoczonej Prawicy jest Prawo i Sprawiedliwość. Ale dwa pozostałe ugrupowania też są potrzebne do skutecznego rządzenia.
W przyszłej kadencji dojdzie do większej konsolidacji na prawicy?
Być może dojdzie do połączenia dwóch partii, które są programowo niemal tożsame – czyli PiS i Solidarnej Polski. Moja partia wyrasta z innych tradycji i kieruje się inną filozofią polityczną. W sprawach gospodarczych ufamy wolnemu rynkowi. Opowiadamy się za państwem silnym, ale ograniczonym. Chcemy poszerzać kompetencje samorządów. Jako konserwatyści cenimy też takie wartości jak umiar, kompromis, dialog. Za trwałe uważamy tylko zmiany, które wprowadzane są w sposób ewolucyjny.
Jak połączenie PiS i Solidarnej Polski wpłynęłoby na pozycję Zbigniewa Ziobry?
Proszę mnie nie namawiać do futurologicznego gdybania. Na razie jesteśmy koalicją trzech partii. Zbigniew Ziobro wprowadzi pewnie do Sejmu co najmniej kilkunastu posłów, sam osiągnie świetny wynik. Pozostanie jednym z liderów Zjednoczonej Prawicy.
A pan ilu posłów wprowadzi?
Przed kandydatami Porozumienia postawiłem zadanie, by zdarli w tej kampanii kilka par butów. I tak robią. Na jaki ich wynik przełoży się to 13 października – zobaczymy. Mogę powiedzieć tyle, że jestem z nich dumny.
Jeśli wygra PiS, to czeka nas stabilizacja czy przyspieszenie?
Życzyłbym sobie stabilizacji, skoncentrowania się na podnoszeniu jakości usług publicznych, uruchamianiu kolejnych bodźców stymulujących rozwój gospodarczy. Ale jestem realistą. Wiem, że musimy kontynuować zmianę np. w obszarze sądownictwa. Będę sugerował, by te zmiany wprowadzać metodą, którą sam starałem się stosować w obszarze nauki i szkolnictwa wyższego: metodą dialogu. Niestety, środowisko sędziowskie jest bardziej zamknięte na reformy niż akademickie.
Ta droga nie wymaga, aby kto inny był ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym?
Nie namówią mnie panowie, by w przeddzień wyborów spekulować o składzie przyszłego rządu.
A kto powinien być ministrem nauki i szkolnictwa wyższego?
Ktoś, kto będzie kontynuował kierunek zmian, który obraliśmy cztery lata temu.
Pana interesują inne resorty?
Jeżeli będę miał wybór, to w listopadzie zapraszam na wywiad do tego samego gabinetu.
Pana formacja jest zainteresowana MSZ-em?
Wszystkie decyzje dotyczące obsady kluczowych resortów muszą być poprzedzone ustaleniami politycznymi. W mojej partii są świetni eksperci od polityki zagranicznej – np. minister Jadwiga Emilewicz czy europoseł Adam Bielan. Ale o tym, która partia obsadzi dany resort, rozstrzygną decyzje merytoryczne po wygranych wyborach. O ile wygramy.
Jaki może być kształt rządu? Kto będzie premierem?
Jarosław Kaczyński wskazał Mateusza Morawieckiego jako kandydata PiS. Premier Morawiecki ma też poparcie Porozumienia. Co do struktury rządu, moim zdaniem powinien on być bardziej skonsolidowany. Chodzi o połączenie niektórych ministerstw oraz większe skupienie władzy w ośrodku decyzyjnym, jakim jest Kancelaria Premiera. Zawsze opowiadałem się za modelem kanclerskim.
Jakich resortów powinna dotyczyć konsolidacja?
Jakiejkolwiek odpowiedzi bym udzielił, niepotrzebnie wywołałoby to falę spekulacji. Mogę tylko powiedzieć, że państwo zyska na sprawności, jeśli ministerstw będzie o kilka mniej.
Mówił pan o modelu kanclerskim. Czy nie byłoby naturalnym, aby szefem rządu został Jarosław Kaczyński?
Skoro decyzja PiS jest taka, że stawia na premiera Mateusza Morawieckiego, to dyskusja jest bezprzedmiotowa.
Mamy w Polsce do czynienia z atakiem na wolność, jak twierdzi Jarosław Kaczyński?
Zgadzam się z tą diagnozą. Ideologia politycznej poprawności jest realnym zagrożeniem, odczuwanym już w Europie Zachodniej. W Polsce nie ziściła się tylko dlatego, że Zjednoczona Prawica postawiła temu tamę.
Czym przejawia się to zagrożenie? Można wygłaszać osądy, o ile nie obrażają innych osób.
Przed naszym wywiadem rozdawałem pod jedną ze stacji metra ulotki posła Zbigniewa Gryglasa i kandydata do senatu prof. Lecha Jaworskiego. Podszedł do nas znany muzyk Jerzy Grunwald. Jeśli uważają panowie, że można w Polsce wyrażać swobodnie poglądy na temat tego, jakim zagrożeniem jest polityczna poprawność, to proszę zapytać pana Grunwalda, co go spotkało po udzieleniu wywiadów na temat sytuacji w Szwecji. Nie spadły na niego sankcje prawne, ale ostracyzm środowiskowy już tak. Ostatnio odwołano w jednym z dużych miast jego koncert.
Łączycie te kwestie z LGBT.
Ludzie, którzy definiują małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, muszą się liczyć z bezpardonową krytyką ze strony dużej części opiniotwórczego mainstreamu. Wyprzedzając kolejne pytanie – tak, czasem i po stronie obrońców tradycyjnego modelu jest zbyt wiele agresji. Co nie zmienia faktu, że jestem przeciw próbom narzucenia większości Polaków poglądów sprzecznych ze zdrowym rozsądkiem i elementarnym zmysłem moralnym.
Czy PiS nie wykorzystuje tej kwestii czysto instrumentalnie? Nie ma wszak politycznej większości do wprowadzenia związków par homoseksualnych.
A co otwierało szóstkę Schetyny? Od czego zaczęła pierwsze wystąpienie Małgorzata Kidawa-Błońska jako kandydatka na premiera? PO dała się wiele lat temu, za czasów schyłkowego Tuska, wpuścić w kanał moralnego szantażu ze strony środowisk, które w Polsce mają znikome znaczenie. Przed tym skrętem w lewo ostrzegałem jeszcze jako polityk PO. Dziś to jedna z głównych przyczyn pasma bolesnych porażek tej partii.
Wasz główny przekaz to kolejne piątki czy budowa państwa dobrobytu. Chodzi o polepszenie jakości życia czy o spór ideowy?
W tej kampanii panuje zgoda co do kwestii społecznych. Czyli idea polskiego państwa dobrobytu, którą sformułował Jarosław Kaczyński, narzuciła ton nawet naszym politycznym rywalom.
A może to rodzaj moralnego szantażu, kto odważy się powiedzieć np. skorygujemy 500 plus?
Nie widzę powodów do korekty, choć przypuszczam, że Platforma cieszyłaby się większym poparciem, gdyby dochowała wierności wolnorynkowemu programowi sprzed kilkunastu lat. Ale tak, istotną linią podziału są kwestie światopoglądowe. Natomiast w mniejszym niż bym sobie życzył stopniu kampania koncentruje się na kwestiach ustrojowych, jakości administracji państwowej, sytuacji budżetówki czy wspieraniu innowacyjnych firm. Innymi słowy – pytanie o skuteczne i sprawne państwo zeszło na dalszy plan. Szkoda.
Prezes Kaczyński mówił o budowie nowej elity gospodarczej, to budzi obawy, że może być budowana na gruzach starej.
Rozwój gospodarczy napędzają głównie dwa miliony małych i średnich firm. To nie są ludzie wywodzący się z peerelowskiego establishmentu, tylko tacy, którzy dorobili się bardzo ciężką pracą w ciągu ostatnich 30 lat. Ich nie ma kim zastąpić, zawsze mówię o nich z wielkim szacunkiem. Przy wsparciu państwa można natomiast poszerzać tę grupę o innowacyjne start-upy czy o kreowanie nowych branż, takich jak sztuczna inteligencja czy przemysł kosmiczny. Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju przewiduje, a minister Emilewicz energicznie wdraża, wsparcie innowacji. Ja staram się budować pomosty między nauką i biznesem. Chodzi o to, by postawić na innowacyjne branże i dać szanse nowej generacji przedsiębiorców. Ale to nie znaczy, że mamy zrównać z ziemią dotychczasową. Przeciwnie – trzeba pomagać wszystkim, którzy przyczyniają się do rozwoju kraju.
Sytuacja w finansach publicznych jest bardzo dobra, podobnie jak ta gospodarcza. Natomiast flagowe pomysły Strategii na rzecz… jak mieszkanie plus, elektromobilność czy prom Batory są w lesie.
Potrzeba więcej czasu, aby niektórym projektom nadać rozmach. Co do miliona elektrycznych aut, od początku zachowywałem rezerwę. Ale mamy duże szanse na zapełnienie ulic elektrycznymi autobusami.
Słabością tych projektów nie są czasem problemy kadrowe PiS? Przykładem może być sytuacja z dopłatami znana z „taśm Ardanowskiego”. Wyszło, że dyrektorzy ARiMR, nominaci PiS, nie realizują poprawnie zadań Agencji, co może skutkować utratą funduszy z UE.
Te taśmy w bardzo dobrym świetle pokazują ministra Ardanowskiego jako państwowca, który nie waha się przypomnieć współpracownikom, że są powołani do służby na rzecz rolników. Natomiast polskie państwo generalnie ma kłopot z wysokiej klasy kadrami, co wiąże się z niskim poziomem wynagrodzeń w sferze budżetowej. Wiem, jakie są pensje w ARiMR czy w moim resorcie. Mamy wiele wakatów, a na niektóre konkursy nie zgłasza się nikt. Wiadomo też, jakie są zarobki pracowników akademickich czy osób zatrudnionych w instytucjach kultury. To wyzwanie, z którym będą musieli zmierzyć się zwycięzcy tych wyborów.
Jeszcze jakieś wyzwania?
„Gospodarka, głupcze”. Nie ma liczącej się siły, która zapowiadałaby rezygnację z transferów społecznych. Cała klasa polityczna powinna się zastanowić, jak zagwarantować środki na dalekosiężną kontynuację tych transferów.
Uda się finansować transfery, jeśli przyjdzie spowolnienie?
Nie obiecywałabym, że będą większe. Natomiast żadne znaki na ziemi i niebie nie wskazują, że w Polsce w najbliższych latach może dojść do spowolnienia poniżej 3 proc. PKB.
Sytuacja budżetowa jest bezpieczna?
W tym roku tak, w przyszłym przymierzamy się do przyjęcia zrównoważonego budżetu. Priorytetem musi być uruchamianie kolejnych rezerw rozwojowych i ułatwianie życia przedsiębiorcom.
Prezydent Trump zrobił wam prezent, dekretując zniesienie wiz.
To decyzja symbolicznie dla Polaków ważna. Ale nie wywrze specjalnego wpływu na wynik wyborów. Ważniejsze tu jest powierzenie Januszowi Wojciechowskiemu teki komisarza do spraw rolnictwa. Wbrew głosom opozycji i dużej części mediów okazało się, jak silną pozycję wywalczył Polsce rząd Zjednoczonej Prawicy w Europie.