Zawieszenie prac parlamentu oznacza twardy brexit?

Boris Johnson
Boris Johnson ShutterStock
29 sierpnia 2019

Decyzja o zawieszeniu prac parlamentu znacząco zaostrzy sytuację polityczną w Wielkiej Brytanii. I to niecałe dwa miesiące przed wyjściem kraju z Unii Europejskiej.

Boris Johnson – zanim jeszcze został premierem – nie ukrywał, że rozważa zawieszenie jesienią prac parlamentu. Nikt jednak nie traktował tych zapowiedzi poważnie. Było logiczne, że taki krok tuż przed brexitem – najważniejszym wydarzeniem we współczesnej historii kraju – zostanie odebrany jako zakneblowanie debaty publicznej, a w efekcie – demokracji. Dlatego zawieszenie prac parlamentu przezwano opcją nuklearną – bronią tak potężną, że nikt nie zechce jej użyć w obawie przed nieprzewidywalnymi konsekwencjami.

Za decyzją kryje się polityczna kalkulacja. Premier i członkowie jego rządu stoją na stanowisku, że Wielka Brytania powinna opuścić Unię Europejską 31 października bez względu na to, czy do tego czasu uda się osiągnąć jakieś porozumienie z Brukselą czy nie. To oznacza, że rząd dopuszcza twardy brexit (a więc bez umowy z UE, która pozwoliłaby ograniczyć chaos wynikły z nagłego rozwodu). Takiemu wariantowi sprzeciwia się duża część brytyjskich posłów, którzy nie ukrywali, że po powrocie z wakacyjnej przerwy zrobią, co w ich mocy, aby nie dopuścić do twardego brexitu.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.