Joaquín Guzmán Loera mógł zarobić nawet 14 mld dol. Stać go było na 100 mln dol. łapówki dla przyszłego prezydenta Meksyku.
Znany z serialu Netflixa „El Chapo” był przywódcą gangu narkotykowego Sinaloa, który pod jego rządami przerodził się w doskonale prosperującą korporację. Dziennikarka Maibort Petit obserwowała proces Guzmána od samego początku. Jak mówi, w trakcie ogłaszania wyroku niemal nie dał po sobie poznać emocji. – Twarz zmieniła mu się może na chwilę. To silny człowiek i umie skrywać uczucia. Po ogłoszeniu wyroku uczynił jakiś gest w kierunku żony, a ona odpowiedziała mu tym samym. Trudno powiedzieć, co znaczył. Ja odczytałam go jako gest triumfu – mówi DGP Petit.
Zanim „El Chapo” znalazł się w areszcie, trafił na listę najbogatszych magazynu „Forbes”, który ocenił jego majątek na 1 mld dol. Później Guzmána z listy usunięto, stwierdzając, że trudno oszacować, ile faktycznie zarobił na narkotykach i rozbojach. Amerykański Departament Sprawiedliwości ocenia, że mogło to być 14 mld dol. Urodził się prawdopodobnie w 1957 r. w meksykańskim stanie Sinaloa, na którego cześć nazwał później kartel. Jego dzieciństwo nie było usłane różami. Wychowywał się w biednej rodzinie z 11 rodzeństwa, której głową był toksyczny ojciec parający się handlem narkotykami.
Reklama
Sam miał prawdopodobnie trzy żony i 13 dzieci. Skończywszy kilka klas podstawówki, spróbował sił w narkobiznesie i zaczął pracę dla wschodzącej gwiazdy rynku, którą był wówczas Héctor Palma. Guzmán przewoził narkotyki z Sinaloa pod granicę z USA. Potem zarządzał logistyką u szefa kartelu Guadalajara Miguela Félixa. Kiedy ten został aresztowany przez Amerykanów, kariera Guzmána zaczęła się dynamicznie rozwijać. I tak w 1989 r. powołał do życia własny gang. Jako że kolumbijski kartel Medellín po śmierci Pabla Escobara w 1993 r. lata świetności miał za sobą, „El Chapo” szybko zdominował rynki w Ameryce Płd. i USA.
Lubił innowacje. Na całej długości granicy meksykańsko-amerykańskiej kopał tunele, niektóre klimatyzowane i oświetlone. Dzięki temu najszybciej dostarczał narkotyki do końcowego odbiorcy. Guzmán otworzył też fabryczkę, gdzie do puszek, w których miały znajdować się papryczki chili, pakował kokainę i wysyłał do USA. Do przerzutu towaru wykorzystywał samoloty i łodzie podwodne. Prowadził rachunkowość, a także specjalny elektroniczny system komunikacyjny w oparciu o tajne serwery w Kanadzie, aby komunikacja członków gangu nie wyszła poza jego kręgi.
Obok innowacji jego znakiem firmowym była niezwykła brutalność. To akcje gangu Sinaloa były główną przyczyną wybuchu wojny narkotykowej w Meksyku. Rząd od 2006 r. zarejestrował 250 tys. zabójstw. Według raportu Kongresu USA tylko w ubiegłym roku doszło do 150 tys. zgonów związanych z gangami. Były ochroniarz Guzmána zeznał, że mafioso, choć zatrudniał setki sicarios (płatnych zabójców), chętnie mordował przeciwników osobiście. Choć miał wielu przyjaciół w meksykańskiej administracji, już od lat 90. był ścigany przez policję. Pierwszy raz trafił do więzienia w 1993 r., ale uciekł w 2001 r. schowany w wózku na pranie i spędził kolejne lata w górach, strzeżony przez prywatną armię.
Ponownie udało się go złapać w 2014 r. Nawet siedząc w więzieniu, zarządzał kartelem, przekupując strażników, którzy dostarczali mu telefony komórkowe, obiady z restauracji i prostytutki. Jak zeznał jeden z jego najbliższych współpracowników, swobodę działań zza krat miało mu dać 100 mln dol. łapówki, którą miał dostać od niego kandydujący wówczas na prezydenta Meksyku Enrique Peña Nieto. Po 18 miesiącach znowu udało mu się uciec. Tym razem prześlizgnął się przez otwór w części prysznicowej celi i przeszedł tunel, który łączył więzienie z jego domem, znajdującym się o milę dalej.
W końcu schwytano go w styczniu 2016 r. W listopadzie 2018 r. rozpoczął się jego proces w Nowym Jorku. Jak zapewnia Maibort Petit, tym razem nikłe są szanse, że „El Chapo” ponownie wymknie się sprawiedliwości. Trafi do najpilniej strzeżonego więzienia w USA – ADX Florence w Kolorado. – Stamtąd z pewnością nie będzie mógł prowadzić interesów. Po wyroku nikt nigdy już go nie odwiedzi, włączając żonę i rodzinę – dodaje dziennikarka.
Zatrudniał płatnych morderców, ale chętnie zabijał wrogów osobiście