Senator PO Tomasz Misiak oświadczył w poniedziałek, że choć - w sensie prawnym i moralnym - nie ma sobie nic do zarzucenia w związku z pracami nad specustawą stoczniową, oddaje się do dyspozycji władz partii i klubu Platformy Obywatelskiej.

We wtorek sprawą Misiaka zajmie się zarząd krajowy PO.

Od kilku dni media i politycy debatują nad sprawą Misiaka i jego firmy Work Service. Chodzi o to, że Misiak, jako szef senackiej komisji gospodarki narodowej, pracował nad tzw. specustawą stoczniową, a następnie - jak napisała "Gazeta Wyborcza" - firma Work Service, której senator jest współwłaścicielem, bez przetargu dostała zlecenie na pośrednictwo pracy i szkolenia zwalnianych stoczniowców ze Stoczni Szczecińskiej.

Misiak poinformował na konferencji prasowej, że zrezygnował w poniedziałek z zasiadania w radzie nadzorczej Work Service. Zadeklarował też, że sprzeda swoje udziały w spółce (ma ich 30 proc.) jeśli znajdzie poważnego inwestora. Podkreślał jednocześnie, że parlamentarzyści w Polsce legalnie mogą posiadać akcje i udziały spółek. O Work Service mówił, że jest dorobkiem jego życia, którego "nie pozbywa się tak, jak kilograma jabłek".

Senator PO podkreślał, że nie miał wpływu na kształt specustawy stoczniowej, a poprawki rządowe (przesłane mu przez wiceministra skarbu Zdzisława Gawlika) przekazał komisji gospodarki w niezmienionej przez siebie formie. Wyjaśniał, że jego własne poprawki dotyczyły tylko prawa unijnego i zostały odrzucone.

Misiak powiedział, że nie rozmawiał o całej sprawie z premierem Donaldem Tuskiem, ale oddaje się do dyspozycji władz PO i klubu

Wyjaśniał też, że nie miał wpływu na to, iż to jego firma uzyskała kontrakt. Jak tłumaczył, w konkursie w sprawie działań kompensacyjnych dla stoczni, ogłoszonym przez Agencję Rozwoju Przemysłu, wystartowała firma DGA. DGA z kolei zwróciła się do Work Service z propozycją współpracy, bo "potrzebowała kogoś z ogromnym doświadczeniem, najlepiej najlepszego na polskim rynku" - wyjaśniał Misiak, podkreślając, że o udziale w konkursie dowiedział się tuż przed podpisaniem umowy.

Podkreślił też, że 13 marca zwrócił się do ministra skarbu o zbadanie konkursu i złożonych w nim ofert.

Misiak powiedział, że nie rozmawiał o całej sprawie z premierem Donaldem Tuskiem, ale oddaje się do dyspozycji władz PO i klubu. Podkreślił jednak, że nie było "żadnej jego przewiny" w związku z pracami nad ustawą stoczniową.

Szef klubu senackiego Platformy Marek Rocki podkreślał na konferencji, że senatorowie są delegowani do komisji m.in. na podstawie doświadczenia zawodowego, bo przychodzą do Senatu ze swoim "pozaparlamentarnym życiorysem". Na takiej właśnie podstawie - powiedział Rocki - Misiak został delegowany do senackiej komisji gospodarki.

"To nie jest przypadek nadzwyczajny, nie mamy tu do czynienia z łamaniem prawa"

"Wiązanie pana senatora Misiaka z wpływem bezpośrednim na to, co stało się w ustawie i późniejszych skutkach wydaje mi się daleko idącym nadużyciem" - powiedział Rocki.

Na konferencji prasowej w Sejmie Misiak występował na tle wygaszonej plazmy, a nie - tak jak zazwyczaj - na tle logo Platformy Obywatelskiej. "Dlaczego nie ma tu pana kolegów, którzy powiedzieliby: Misiak jest niewinny?" - pytali dziennikarze. "Tu jest mój szef, szef klubu senackiego, który bezpośrednio obserwuje moją pracę" - odparł Misiak wskazując na Rockiego.

Minister ws. walki z korupcją Julia Pitera powiedziała w poniedziałek w Radiu Zet, że byłoby dobrze, gdyby Misiak zbył udziały w Work Service. Zdaniem Pitery, takie sytuacje są skutkiem braku regulacji prawnych. "To nie jest przypadek nadzwyczajny, nie mamy tu do czynienia z łamaniem prawa. Niestety takie rzeczy się dzieją i trzeba temu postawić tamę. Dlatego zrobiliśmy ustawę. Muszą być przepisy prawa, które tego zakażą ze wszystkimi konsekwencjami" - podkreśliła Pitera.



Misiak podkreślał, że 40 proc. posłów i senatorów posiada udziały i akcje w przedsiębiorstwach

Misiak podkreślał, że 40 proc. posłów i senatorów posiada udziały i akcje w przedsiębiorstwach.

"Czekam na rozwiązania, o których wspominała pani minister Pitera. (...) Jeżeli stworzy się system przekazywania udziałów w Polsce, oddawania ich w zarząd - jestem gotowy natychmiast to zrobić" - zadeklarował.

"Być może powinienem postąpić tak, jak niektórzy politycy, którzy przepisali firmy na swoich krewnych, znajomych, rodzinę. Chciałem być transparentny i jestem transparentny. We wszystkich oświadczeniach majątkowych informowałem, że jestem udziałowcem firmy, z której jestem dumny" - oświadczył Misiak.

"Jeżeli będzie potrzeba, zrezygnuję z kierowania kampanią do europarlamentu, nie chcę być obciążaniem dla tej kampanii"

Zapewnił jednocześnie, że oddaje się do dyspozycji władz partii i klubu. Pytany, czy nie będzie już kierował kampanią Platformy do europarlamentu, zadeklarował, że "podda się każdemu osądowi partii".

"Jeżeli będzie potrzeba, zrezygnuję z kierowania kampanią do europarlamentu, nie chcę być obciążaniem dla tej kampanii. Nie ma problemu z poniesieniem wszelkich konsekwencji, które zarząd ustali, za czyny, których nie popełniłem" - zadeklarował.

We wtorek sprawą Misiaka zajmie się zarząd krajowy Platformy. Niewykluczone, że zdecyduje właśnie o odsunięciu Misiaka od kierowania eurokampanią.

"Ten artykuł (o Misiaku) to było wielkie zaskoczenie. Misiak nic nie wspominał, że może się pojawić taki problem. Zaraz zacznie się kampania i trzeba zrobić zdecydowany ruch. To prawda, że Misiak to już drugi koordynator kampanii (po Pawle Grasiu, który został rzecznikiem rządu), ale zarząd może zdecydować, że lepiej go odsunąć, szczególnie w kontekście niedawnych doniesień o (Waldemarze) Pawlaku" - powiedziało PAP źródło zbliżone do rządu.