Legnicki prokurator okręgowy wystąpił w środę do prokuratorskiego sądu dyscyplinarnego z wnioskiem o zgodę na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej prok. Barbary K., pierwszej referent zajmującej się postępowaniem ws. Amber Gold - poinformowała PAP Prokuratura Krajowa.
Reklama

"W ocenie Prokuratury Okręgowej w Legnicy zaniedbania prokurator K. pozwoliły na kontynuowanie przestępczej działalności przez właścicieli Amber Gold. Gdyby prowadzone przez nią w Prokuraturze Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz postępowanie było prawidłowe, dużo wcześniej doszłoby do ujawnienia przestępczych mechanizmów w działalności spółki, a liczba pokrzywdzonych przez Amber Gold osób byłaby znacznie mniejsza" - zaznaczyła PK.

Jak dodała prokuratura, "wobec zgromadzonych niezbitych dowodów, Prokuratura Okręgowa w Legnicy zamierza postawić prok. Barbarze K. zarzuty niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień". PK wskazała jednocześnie, że zgodnie z Prawem o prokuraturze "prokurator nie może być jednak pociągnięty do odpowiedzialności karnej bez zezwolenia sądu dyscyplinarnego".

"Dlatego – w myśl Kodeksu postępowania karnego – Prokuratura Okręgowa w Legnicy wystąpiła o podjęcie uchwały o wyrażeniu takiej zgody do Sądu Dyscyplinarnego dla Prokuratorów przy Prokuratorze Generalnym" - zaznaczyła PK.

K. była prokuratorem referentem prowadzącym sprawę Amber Gold w Prokuraturze Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz w pierwszej fazie postępowania, po zawiadomieniu Komisji Nadzoru Finansowego pod koniec 2009 r. KNF podejrzewała, że Amber Gold prowadzi działalność bankową, ale nie ma wymaganych zezwoleń. K. jako referent sprawy w styczniu 2010 r. odmówiła wszczęcia postępowania, nie dopatrując się w działalności firmy znamion przestępstwa.

Po tym, gdy w kwietniu 2010 r. sąd uwzględnił zażalenie KNF, wszczęte zostało dochodzenie, które K. umorzyła w sierpniu 2010 r. Sąd w grudniu uwzględnił kolejne zażalenie KNF. W maju 2011 r. K. zawiesiła postępowanie w związku z przedłużaniem się opracowania opinii biegłego. Wznowiono je dopiero wiosną 2012 r. gdy postępowanie przejęła Prokuratura Okręgowa w Gdańsku.

"Z ustaleń wynika, że prok. K. odmówiła po miesiącu wszczęcia śledztwa, nie analizując dostatecznie wnikliwie faktów przedstawionych w zawiadomieniu o przestępstwie. Decyzję oparła między innymi na ogólnodostępnych informacjach o ofercie spółki zamieszczanych przez nią na stronie internetowej. W sporządzonym postanowieniu nie odniosła się natomiast do kwestii ewentualnego oszustwa na szkodę klientów Amber Gold" - oceniła legnicka prokuratura.

Zdaniem śledczych, choć decyzję o odmowie wszczęcia śledztwa uchylił sąd, to "postępowanie było dalej prowadzone niedbale". "Prok. K. – wbrew decyzji sądu – nie zbadała, czy Amber Gold ma wystarczające fundusze na pokrycie zobowiązań wobec klientów, ani w jaki sposób generuje zyski, które pozwalałby na wypłatę wysokich odsetek od przyjmowanych depozytów" - zaznaczono.

W ocenie prokuratury, K. "zlekceważyła jednocześnie informacje KNF, że spółka ma zakaz prowadzenia działalności w postaci składowania złota, które miało być gwarancją pokrycia zobowiązań wobec klientów, jak też fakt, że prezesowi Amber Gold Marcinowi P. były stawiane zarzuty karne". "Ponadto nie podjęła działań zmierzających do weryfikacji wiarygodności zeznań złożonych przez P." - uznała legnicka prokuratura.

"K. dopuściła się uchybień, nie wydając również postanowienia o przekazaniu przez spółkę dokumentacji księgowo-finansowej, co uczynił pod jej nieobecność dopiero inny prokurator. Nie reagowała na zwłokę w przekazaniu tej dokumentacji i powołała biegłego rewidenta, mimo braku dokumentów, które umożliwiłyby mu wydanie opinii. Jednocześnie dezinformowała przełożonych o terminie wydania takiej opinii" - ustalili śledczy. W ocenie prokuratury, prok. K. "niezasadnie zarządziła o wydaniu pełnomocnikowi Amber Gold kopii dokumentów z akt postępowania, mimo że nie był jego stroną, co mogło przyczynić się do utraty dowodów i utrudnić postępowanie".

W lipcu zeszłego roku prok. K. zeznawała jako świadek przed sejmową komisją śledczą ds. Amber Gold. "Sprawa Amber Gold przerosła zarówno moje możliwości, jak i możliwości prokuratury rejonowej" - przyznała wówczas. Jednocześnie zaprzeczała, aby w tej sprawie były wobec niej stosowane jakieś naciski ze strony przełożonych lub wysuwano wobec niej sugestie dotyczące kierunku postępowania. Mówiła, że nie zna Marcina P. i nigdy nie miała z nim kontaktu. Zapewniła ponadto, że nigdy, w żadnej sprawie, nie przyjęła od nikogo żadnych korzyści.

"Mój stan zdrowia niestety ma bardzo duży wpływ na to, w jaki sposób ja jestem w stanie dziś odtworzyć zdarzenia sprzed jakiegoś upływu czasu (...) to nie wynika z mojej złej woli, stawiłam się tutaj, bo wiem, że jest to ważne, staram się udzielić odpowiedzi, na które umiem odpowiedzieć" - mówiła wówczas K. Zapewniała, że postępowanie prowadziła zgodnie ze swoją ówczesną wiedzą, z przekonaniem, że postępuje słusznie.

Jeszcze w początkach lutego 2017 r. sejmowa komisja zdecydowała o przekazaniu do prokuratora generalnego dwóch zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa przez prokuratorów prowadzących sprawę Amber Gold. Jedno z nich dotyczyło prok. K. i tego, jak było prowadzone przez nią postępowanie ws. Amber Gold od grudnia 2009 r. do czerwca 2012 r.

Podczas jednego z posiedzeń komisji w listopadzie 2016 r. jej przewodnicząca Małgorzata Wassermann (PiS) wymieniała możliwe nieprawidłowości w postępowaniu prok. K. Wskazywała m.in. na umorzenie postępowania bez wykonania czynności, dwukrotne przesłuchanie świadka, który mógłby wystąpić jako podejrzany, wydanie mu kserokopii akt, zlekceważenie trzech kolejnych zawiadomień KNF, niezweryfikowanie stanu faktycznego w sprawie, brak wydania postanowienia o zabezpieczeniu dokumentów i o wydaniu złota przez bank.

Wobec K. toczyło się prokuratorskie postępowanie dyscyplinarne, ostatecznie jednak została ona uwolniona od zarzutów dyscyplinarnych. B. rzecznik dyscyplinarny w ówczesnej Prokuraturze Generalnej prok. Jacek Radoniewicz mówił w grudniu 2016 r. przed komisją śledczą, że prokuratorzy w sprawie Amber Gold zawinili w sensie potocznym, ale w sensie prawnym nie, skoro zostali uniewinnieni przed sądem dyscyplinarnym. Według niego, "cały problem polega na tym, że w porę nie dostrzeżono powagi sprawy". Dodawał, że powodów uchybień, dopatrywałby się też w małym doświadczeniu Prokuratury Gdańsk-Wrzeszcz i prok. K.