MSZ Rosji określiło w sobotę naloty sił USA, Francji i Wielkiej Brytanii na cele w Syrii jako “akt agresji” i oświadczyło, że kategorycznie potępia tę operację. Oznajmiło także, że działania państw zachodnich pomagają ugrupowaniom terrorystycznym w Syrii.

W swym komunikacie MSZ oceniło, że naloty koalicji spowodowały znaczne szkody między innymi w infrastrukturze cywilnej. Poinformowało przy tym, że zgodnie z danymi ambasady Rosji w Damaszku w nalotach nie ucierpieli obywatele Federacji Rosyjskiej.

"Ta akcja, obliczona na zastraszenie, podjęta została pod absolutnie zmyślonym pretekstem rzekomego użycia przez władze syryjskie broni chemicznej 7 kwietnia” w mieście Duma pod Damaszkiem - głosi oświadczenie MSZ. Rosyjski resort spraw zagranicznych oznajmił, że w Dumie doszło do zaplanowanej, "cynicznej inscenizacji” zastosowania takiej broni.

"Są wszelkie podstawy, by sądzić, że celem ataku na Syrię było przeszkodzenie w pracy inspektorom Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej”, skierowanych do tego kraju w celu zbadania incydentu w Dumie - napisano w komunikacie.

Reklama

Rosyjskie MSZ oceniło, że atak koalicji zbiegł się ze "skuteczną ofensywą" wojsk syryjskich przeciwko bojownikom Państwa Islamskiego i innych ugrupowań terrorystycznych. "Wygląda na to, że USA i ich sojusznicy chcą dać radykałom i ekstremistom możliwość złapania oddechu, odnowienia szeregów, przedłużenia przelewu krwi na ziemi syryjskiej i tym samym utrudnienia uregulowania politycznego" - oznajmił resort dyplomacji.

Według MSZ "dokonany akt agresji zadaje silny cios wysiłkom, których celem jest aktywizowanie procesu genewskiego", czyli negocjacji pokojowych na rzecz uregulowania konfliktu syryjskiego.

Połączone siły lotnictwa amerykańskiego, brytyjskiego i francuskiego przeprowadziły nad ranem w sobotę serię nalotów w Syrii w ramach akcji odwetowej za użycie broni chemicznej podczas ataku 7 kwietnia w Dumie we Wschodniej Gucie, na wschód od Damaszku. O ten atak chemiczny kraje zachodnie oskarżają siły reżimu prezydenta Syrii Baszara el-Asada. Koalicja zbombardowała obiekty w Damaszku i na zachód od miasta Hims.

Prezydent USA Donald Trump, informując o ostrzałach, powiedział m.in., że naloty odwetowe są konsekwencją niedotrzymania przez Rosję danego słowa w sprawie likwidacji broni chemicznej w Syrii. "Nie byłoby ich, gdyby Rosja nie poniosła porażki w swych planach powstrzymania Asada przed sięgnięciem po broń chemiczną" - zaznaczył Trump.