„Mobilizacja” – to słowo klucz do wyniku wyborów. Sondaż IBRiS dla Dziennika Gazety Prawnej, dziennik.pl, RMF FM i rmf24.pl pokazuje, że zdecyduje ona zarówno o tym, kto tę elekcję wygra, jak i kto w ogóle będzie mógł liczyć na mandaty europosłów. By to zrobić, trzeba przekroczyć wyborczy próg, czyli zdobyć przynajmniej 5 proc. głosów. 52 proc. pytanych deklaruje udział w wyborach, choć tych zdecydowanych jest tylko 39 proc. – To wskazuje, że frekwencja może wynieść 35–37 proc. – twierdzi Bartłomiej Biskup, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.
Wyniki sondażu według wielkości miejsca zamieszkania wskazują, że na wsi PiS ma poparcie przekraczające 51 proc., podczas gdy KE – 29 proc. Im większy ośrodek, tym większe poparcie dla Koalicji i mniejsze dla PiS. By wygrać, obecna władza musi zmobilizować swój elektorat na prowincji, a to trudne. – Nasi zwolennicy nie czują tych wyborów, mamy nawet problem, by wytłumaczyć naszym lokalnym działaczom, że są one ważne – mówi jeden z polityków PiS. Stąd nieustanne apele czołowych przedstawicieli partii o udział w głosowaniu.
– Na wsi z reguły do wyborów chodzi się przed południem, za tydzień w wyborczą niedzielę, gdy będzie znana przedpołudniowa frekwencja, będzie można już z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć, jaki będzie wynik – mówi Marcin Duma, prezes IBRiS. Problemów z mobilizacją elektoratu, może poza PSL, nie ma Koalicja Europejska, zwłaszcza w większych i największych miastach. Wyniki dwóch ugrupowań – Konfederacji i Wiosny Biedronia – zależą od ludzi młodych. To jednak elektorat, który jest kapryśny, jeśli chodzi o obecność przy wyborczych urnach.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.