„Brudne serca” Anny K. Kłys to książka wstrząsająca. Czy da się rozliczyć przeszłość, z której trudno cokolwiek zrozumieć?
To nie jest monografia historyczna – to jest zapis dziennikarskiego śledztwa dotyczącego spraw, o których wszyscy w Polsce chcielibyśmy zapomnieć albo przynajmniej dla świętego spokoju wtłoczyć je w którąś ze schematycznych narracji o przeszłości. Anna K. Kłys burzy ów święty spokój, stawiając tezę, że żadna z tych narracji o gorących latach tuż po II wojnie światowej nie jest i nie może być prawdziwa. Ani ta, którą głosiła propaganda PRL-u – o ambitnej ludowej demokracji walczącej z terrorystycznymi bandami. Ani ta, którą zaczęto rozpowszechniać po upadku komunizmu – o dzielnych leśnych chłopcach, którzy nie mogli się pogodzić z kolejną okupacją Polski i ruszyli na straceńczą wojnę z Sowietami. Ani ta, w której sprawcami wszelkiego zła byli obcy najeźdźcy z czerwoną gwiazdą na czapkach.
Wiadomo, że historię pisze się wciąż od nowa, że jest to dziedzina wielce plastyczna i podatna ideologicznie, że bywa orężem w walce o rząd dusz albo narzędziem terroru. Co się jednak dzieje, gdy człowiek na własną rękę, omijając wszystkie wytyczne i reguły, wszystkie interpretacje i spory, zanurza się w archiwalnej materii, próbując raz jeszcze poskładać obraz w całość? Czy ten obraz w ogóle daje się poskładać? Odpowiedź brzmi – nie daje się. Spojrzenie laika jest tu bezcenne: zawodowy historyk szukałby rozwiązań systemowych, laik (a Anna Kłys, dziennikarka, startuje właśnie z pozycji ciekawskiego laika) po prostu przygląda się ludzkim losom.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.