Autopromocja

Wolfgang Büscher "Hartland. Pieszo przez Amerykę" - recenzja

Wolfgang Büscher "Hartland. Pieszo przez Amerykę"
Wolfgang Büscher "Hartland. Pieszo przez Amerykę"Media
24 kwietnia 2013

"Hartland. Pieszo przez Amerykę" Wolfganga Büschera to nie prowokacja wymierzona w samochodową manię, lecz liryczny, intymny portret amerykańskiej prowincji

Pierwsza scena tej książki jest znakomita. Oto na posterunek na granicy Kanady i USA dociera osobliwy wędrowiec. Dociera pieszo, mówi z obcym akcentem, dźwiga plecak, w jego paszporcie tłoczą się obce wizy i pieczątki, zapytany o cel podróży, twierdzi, że chce po prostu iść do Teksasu. Przybysz wywołuje poruszenie: wszystkie przedmioty i ubrania z plecaka zostają dokładnie zlustrowane, pogranicznicy przesłuchują – niemieckiego, jak się okazuje – włóczęgę. Trwa to dobre parę godzin, wreszcie zapada decyzja: wpuścić. Stany Zjednoczone witają go niekończącą się śnieżną pustynią. Tak jakby nie było tu nic, jakby po ciągnących się przez pół dnia negocjacjach uzyskał zezwolenie, by wkroczyć w absolutną pustkę. Wolfgang Büscher lubi chodzić. Ten niemiecki pisarz i podróżnik zasłynął książką „Berlin–Moskwa. Podróż na piechotę” (wyd. polskie 2004), świetną literacko reporterską relacją z blisko trzymiesięcznego marszu. W trzy lata później ukazała się u nas „Podróż przez Niemcy”, zapis długiego marszu wzdłuż niemieckich granic, rzecz o oswajaniu ziemi przesiąkniętej tragizmem i poczuciem winy. Potem Büscher udał się na solidny spacer po Azji („Asiatische Absencen”, 2008), następnie zaś nogi poniosły go do Ameryki, czego owocem jest „Hartland”.

Wędrowanie pieszo – i pisanie o pieszej wędrówce – to nie tylko sposób na życie i literaturę. To również wyzwanie rzucone światu wielkich prędkości, decyzja, by opowiadanej przez siebie historii nadać wymiar prywatny, ograniczony ścieżką i horyzontem. Podobna strategia zastosowana wobec USA, kraju, w którym ludzie są przyrośnięci do kierownicy samochodu, a na własnych nogach poruszają się jedynie kloszardzi, wydaje się jawnie prowokacyjna. Ale Büscher nie jest prowokatorem, on po prostu specjalizuje się w reporterskich portretach i nawet Amerykę udało mu się przyłapać za kulisami.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.