Choć stracili zdrowie w służbie ojczyzny, nie wszyscy weterani mogą liczyć na państwowe wsparcie. Odsunięci na bok cierpią w milczeniu, bo ich skarg nie ma kto wysłuchać.
Miałam napisać tekst o tym, że polscy weterani poszkodowani na zagranicznych misjach po raz pierwszy w przyszłym roku wezmą udział w Invictus Games – międzynarodowych zawodach dla takich jak oni: bez nóg i rąk, z PTSD, ranami na ciele i umyśle. Miało być o zwycięstwie ducha nad ciałem i słabościami itd. Będzie o czymś innym: kasie, małostkowości i filmach.
Stefan wrócił popsuty
Stefan nie myśli o udziale w Invictus Games. Nie dość, że nie czuje się niezwyciężony, to nawet gdyby tak było, nie miałby prawa polecieć w przyszłym roku do Australii w grupie 19 kolegów, którzy załapią się jako reprezentanci Polski. Choćby dlatego, że zgodnie z papierami nie jest żadnym weteranem, tylko zwyczajnym świrem i roszczeniowym oszołomem, który zamiast siedzieć cicho i cieszyć się, że dostał 1150 zł renty, denerwuje byłych przełożonych i angażuje sądy mające coś lepszego do roboty niż zajmowanie się tak nieważną sprawą, jak jego.
Jego historia w skrócie: celowniczy moździerza i innego ciężkiego sprzętu pojechał na XII zmianę do Afganistanu. Afganu – jak sami mówią. Nie chciał, ale kazali. Te gadki o dobrowolności to ściema dla cywili. Pojechał zdrowy, wrócił popsuty. Żeby wlazł na jakąś minę, może by go pokazywali w telewizji, z Centrum Weterana dostałby zaproszenie na jakąś akademię, a ze Stowarzyszenia Rannych i Poszkodowanych w Misjach Poza Granicami Kraju miejsce na jakimś turnusie rehabilitacyjnym. Ale wrócił tylko z rozwalonym od zasuwania z ciężką bronią kręgosłupem i zdemolowaną psychiką. Kręgosłup operowali mu już trzy razy. Psychiki operować się nie da, chodzi na terapię. Jego żona, Beata, opowiada: „Panikował, na dźwięk dzwonka telefonu chował się za szafę. Schodziliśmy mu z drogi, żeby nie drażnić”.
Trzymał się wojska, ale postanowili go zwolnić ze służby, choć wcześniej dowódca obiecał, że stworzy dla niego stanowisko przy robocie papierowej. Ale ostatecznie tak się nie stało. Trzy razy odwoływał się od decyzji o zwolnieniu, bezskutecznie. Wojskowa komisja lekarska stwierdziła, że jego dolegliwości nie mają nic wspólnego z misją wojskową. Zaliczyła go do III grupy inwalidzkiej i orzekła, że może pracować w cywilu. Ale Stefan w zasadzie nie wychodzi z domu, poza terapią – PTSD, zespół stresu pourazowego (post traumatic stress disorder) robi z ludźmi dziwne rzeczy. Beata pracuje na niepełnym etacie w szkole, córka, 14-latka chora na łuszczycę, potrzebowałaby spokoju, którego nie ma. Zwłaszcza że wszczęto przeciwko nim procedurę eksmisyjną. Zalegają z opłatami za czynsz i media, mają ponad 1,5 tys. zł długu – Stefanowi nie przysługuje bowiem służbowe mieszkanie. Zwracali się o pomoc do Centrum Weterana oraz do stowarzyszenia, ale usłyszeli, że Stefan nie jest ani weteranem (bo to była misja stabilizacyjna, a nie wojna), ani poszkodowanym, więc nic im nie przysługuje. Kolega Stefana spadł z murku w Karbali, skręcił nogę i jest poszkodowany, bo zaraz to zgłosił. On nie miał czasu się wtedy skarżyć, więc dostał kopa. Pisali kilkakrotnie do jednostki prośby o pomoc, ale dostali odpowiedź, że się nie kwalifikują. Jak go już wydalili ze służby, koledzy zebrali trochę żywności przed świętami Bożego Narodzenia. I raz ktoś go zgłosił do Szlachetnej Paczki, za co Beata dziękuje serdecznie i z wdzięcznością. Ona i córka dostały kurtki, mąż buty. Stefan pomaga teraz młodszemu koledze, który od trzech lat jest poza służbą i na utrzymaniu matki. Też po Afganie. Takich jak oni jest w jego rodzinnym Szczecinie więcej. Tak jak w każdym mieście, skąd jeździli chłopcy na misje. Nikt o tym nie słyszy, bo wstyd się skarżyć. To dramaty czterech ścian – samobójstwa, porozbijane rodziny. Jak ktoś zaczyna gardłować, jest zaszczuwany. Z Beaty w plotkach zrobiono nieogarniętą pijaczkę, w pewnym momencie i ona zaczęła się bać wychodzić z domu.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.