Autopromocja

Sąd Najwyższy ratuje miliony orzeczeń. Minister musi osobiście podpisywać przeniesienie sędziego

Prawo
Sąd Najwyższy musi chronić takie konstytucyjne wartości jak pewność prawaShutterStock
29 stycznia 2014

Minister sprawiedliwości musi osobiście podpisywać decyzje o przenoszeniu sędziów. Orzeczenia wydane po reorganizacji sądów są jednak ważne

1646998-dotychczasowe-orzeczenia-sadu.jpg
Dotychczasowe orzeczenia Sądu Najwyższego

W wydaniu decyzji o przeniesieniu sędziego na inne miejsce służbowe minister sprawiedliwości nie może być zastąpiony przez sekretarza lub podsekretarza stanu. Tak wczoraj uznał Sąd Najwyższy w pełnym składzie. Przesądził jednocześnie, że wykładnia dokonana w uchwale wiąże dopiero od chwili jej podjęcia. A to oznacza, że wszyscy sędziowie, którzy wcześniej zostali przeniesieni decyzjami podpisanymi przez wiceministrów, mają kompetencje do orzekania, a ich rozstrzygnięcia są ważne.

Sanowanie decyzji

Spór między Sądem Najwyższym a ministrem sprawiedliwości dotyczący przenoszenia sędziów zaostrzył się po reformie Gowina, w wyniku której 1 stycznia 2013 r. zniesiono 79 mniejszych sądów rejonowych. Wówczas decyzje o przeniesieniu sędziów ze zniesionych jednostek do większych sądów podpisali w imieniu ministra jego zastępcy – wiceministrowie: Wojciech Hajduk, Wojciech Węgrzyn oraz Michał Królikowski. W lipcu Izba Cywilna SN uznała, że było to niezgodne z prawem, i część sędziów przeniesionych w taki sposób zdecydowała, że wstrzyma się od orzekania. W międzyczasie pojawił się jednak wyrok w Izbie Karnej SN, który spowodował, że doszło do rozbieżności w orzecznictwie SN (patrz infografika). Pierwszy prezes SN zdecydował więc o przedstawieniu tego zagadnienia do rozstrzygnięcia pełnemu składowi SN. Wczorajsza uchwała została podjęta w obecności 78 sędziów (sędziów SN jest obecnie 90), przy czym 10 z nich złożyło zdania odrębne.

– SN doszedł do przekonania, że minister sprawiedliwości, będąc osobą uprawnioną do przenoszenia sędziów, nie działa jako członek rządu, a więc organ władzy wykonawczej. Jego kompetencja ma charakter szczególny, gdyż korzystając z niej, minister ingeruje w niezawisłość sędziowską. Na tę bowiem składa się również miejsce służbowe sędziego wskazane w akcie jego powołania. Dlatego też decyzja o przeniesieniu sędziego nie jest decyzją administracyjną i nie można do niej stosować ustawy o Radzie Ministrów (która pozwala na delegowanie uprawnień wiceministrom – red.) – mówił prof. Piotr Hofmański, rzecznik prasowy SN.

Jednocześnie zaznaczył, że wszystkie orzeczenia wydane do tej pory przez sędziów wadliwie przeniesionych są ważne i nie można ich kwestionować z tego powodu, że skład je wydający był nieprawidłowy.

– Sąd Najwyższy wziął pod uwagę skutki, jakie mogłaby wywołać przeciwna uchwała. Oznaczałoby to, że nieważnych byłoby nawet milion orzeczeń. SN musi chronić takie konstytucyjne wartości jak np. pewność prawa – tłumaczył prof. Hofmański.

A co w takim razie z orzeczeniami, które z powodu nieprawidłowego składu zostały uchylone?

– Naprawienie tych rozstrzygnięć będzie możliwe dopiero po prawomocnym zakończeniu postępowań. Będzie to możliwe w drodze kasacji lub skargi kasacyjnej – stwierdził rzecznik.

Podkreślił jednak, że gdyby po tej uchwale zdarzyło się, że minister znów wyręczyłby się swoimi zastępcami przy wydawaniu tego typu decyzji, to wówczas takie przenosiny byłyby nieważne, a sędzia tak przeniesiony nie miałby kompetencji do wydawania orzeczeń. Gdyby to robił, byłyby nieważne.

Podzielone opinie

Wczorajsza uchwała SN wywołała spore emocje w środowisku sędziowskim.

– To salomonowa uchwała. Z jednej strony SN wziął w obronę sędziów wadliwie przeniesionych, którzy powstrzymali się od orzekania, a z drugiej – nie spowodował konieczności powtarzania milionów postępowań. To bardzo dobre rozstrzygnięcie dla całego społeczeństwa – ocenia Waldemar Żurek, członek Krajowej Rady Sądownictwa.

Sędzia dodaje jednocześnie, że oczekiwałby teraz od tych, którzy w tym sporze atakowali sędziów, słowa „przepraszam”.

– SN jasno bowiem dał do zrozumienia, że sędziowie, którzy powstrzymali się od orzekania, mieli słuszne rozterki co do tego, czy są właściwie umocowani – wskazuje Waldemar Żurek.

Z kolei Maciej Strączyński, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”, podkreśla, że najważniejsze, iż SN uznał działania ministra i jego zastępców za bezprawne. Z drugiej strony wskazuje, że z uchwały płynie taka o to lekcja dla rządzących: łamcie dalej prawo, działajcie metodą faktów dokonanych, a SN – w imię dobra społecznego – będzie musiał ustąpić.

– Mam żal do SN tylko za to, że nie kazał nawet ministrowi prawidłowo podpisać tych decyzji. To byłaby bowiem dla niego dobra nauczka – mówi sędzia Strączyński.

A jakie reakcje wywołała uchwała w sądach, w których sędziowie powstrzymali się od orzekania?

– Nie mogę już dziś stwierdzić, że od razu wrócimy na salę sądową. Przed podjęciem takiej decyzji wolelibyśmy bowiem zapoznać się z uzasadnieniem uchwały – mówi Bartłomiej Starosta, jeden z sędziów przeniesionych na skutek reformy Gowina.

Na uzasadnienie trzeba będzie jednak poczekać – maksymalnie 30 dni. Czy to oznacza, że sędziowie do tego czasu nie wrócą na sale sądowe?

– W najbliższym czasie z pewnością odbędziemy w tej sprawie naradę, na której przeanalizujemy uchwałę SN i zastanowimy się nad jej skutkami. I nie wykluczam, że podejmiemy decyzję o powrocie do orzekania – mówi sędzia Starosta.

Sąd Najwyższy musi chronić takie konstytucyjne wartości jak pewność prawa

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.