Autopromocja

Psy trzeba szkolić, inaczej będą groźne

Policja
PolicjaShutterStock
18 października 2013

Śmieszna nieporadność i oburzająca agresja. To dwie strony jednego problemu polskiej policji: niedouczenia. Braki w szkoleniu funkcjonariusz nadrabia, machając pałą. A kiedy minister mówi „idźcie”, idzie. Rozkaz to rozkaz.

Nakręcony komórką amatorski filmik znany jako żałosna interwencja bytowskiej policji obejrzały w sieci setki tysięcy osób, na forach napisano na jego temat setki tysięcy znaków. Można by już o tym zapomnieć, potraktować jako śmiesznostkę, wypadek przy pracy. Gdyby nie to, że to nie był wypadek przy pracy. Raczej odbicie – co z tego, że w krzywym zwierciadle – smutnej policyjnej rzeczywistości, w której brakuje pieniędzy na porządne szkolenie ludzi (zresztą brakuje na wszystko, nawet na pensje), gdzie przemęczeni, niedocenieni mężczyźni i kobiety w mundurach wysyłani są na ulice z poleceniem „zero tolerancji” i traktują to dosłownie. To rzeczywistość zapuszczonych komisariatów, w których wciąż często nie działa sieć i nie można sprawdzić PESEL-u delikwenta. Naciskanych przez górę szefów, którzy wyżywają się na podwładnych. Nieradzenia sobie z emocjami i topienia ich w wódce. Kolegów, którzy strzelają sobie w głowę. Wstrętnych gnoi, którzy piszą na murach HWDP. I bezradności.

Dwie wersje zdarzeń

Oglądając filmową relację ze „zdarzeń bytowskich”, trudno powstrzymać rechot, a potem okrzyki grozy. Bo cóż widzimy? To scena, na której para policjantów, kobieta, drobna blondynka, i młody niewysoki, łysawy mężczyzna szarpią się z przewyższającym ich o dwie głowy mężczyzną. Ów człowiek góra (z okrzyków miotającej się po planie filmowym starszej kobiety, może matki, może teściowej, dowiadujemy się, że ma na imię Janusz) stosuje bierny opór. A w zasadzie stoi tylko, od czasu do czasu strząsając z siebie funkcjonariuszy, jak pies otrzepujący się od uprzykrzonych pcheł. Ma twarz dużego dziecka, szeroko otwarte oczy, całym sobą wyraża wielkie zdziwienie. Nie rozumie sytuacji, nie ma pojęcia, o co tym policjantom chodzi. Co jakiś czas on i jego towarzyszka artykułują to zdaniem: „Czego wy od nas chcecie?”. Ale policjanci nie próbują nawet tłumaczyć, ich ambicją stało się położenie mężczyzny na ziemię. Policjantka usiłuje go obezwładnić gazem łzawiącym, aplikowanym z przyłożenia niemal do gałek ocznych, ale zawodnik okazuje się odporny. Płacze za to jej partner z patrolu. W tle słychać krzyki przerażonych dzieci. I tak prawie przez 5 minut.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.