- Sprawność fizyczna jest wymagana w wojsku, ale nie musi być identyczna na każdym stanowisku. Osoba, która obsługuje drona, nie musi być superwysportowana - mówi Michał Jach.
Osoby, które służą w korpusie szeregowych, bo głównie tego korpusu dotyczy problem, to bardzo dobrze wyszkoleni fachowcy. Sami dowódcy zgłaszali się do nas i sygnalizowali, że należy zmienić przepisy, bo muszą rozstawać się z żołnierzami, którzy byli szkoleni przez lata. A przecież wojsko zainwestowało w nich bardzo duże pieniądze. W ich miejsce przychodzili nowi, których znów trzeba było szkolić od podstaw. Skutek był taki, że wartościowe osoby odchodziły z armii i szukały pracy na rynku cywilnym. Niewykluczone, że zatrudniano je, by wykorzystywać ich informacje i umiejętności do celów zagrażających bezpieczeństwu państwa.
Tu bardziej chodzi o wykorzystanie byłych żołnierzy np. przez organizacje niekoniecznie przyjazne państwu. Mogą przecież być przypadki, że za odpowiednie wynagrodzenie takie osoby bez perspektyw zostaną zwerbowane albo za pieniądze zostaną najemnikami obcych państw. Znam przykłady, że na Ukrainie wśród tzw. zielonych ludzików z Rosji służyli polscy obywatele. Tego nie można lekceważyć.
W krańcowym przypadku może się zdarzyć 60-letni szeregowy. O tym jednak postanowi dowódca. To on będzie decydował, czy zawierać z żołnierzem kolejny kontrakt, czy po prostu się z nim rozstać. Sprawność fizyczna jest wymagana, ale nie musi być identyczna na każdym stanowisku. Osoba, która obsługuje drona, nie musi być superwysportowana.
W tej chwili każdy żołnierz jest co roku opiniowany. Pozytywna ocena determinuje jego awans oraz szansę na przedłużenie kontraktu. Zasady te będą obowiązywać również w przyszłości. Oczywiście pięćdziesięciolatek nigdy nie będzie miał takiej wydolności jak dwudziesta czy trzydziestolatek. Z wiekiem te zdolności zmniejszają się, ale wzrastają doświadczenie i rutyna, które także są ważne w służbie.
Rzeczywiście w Stanach Zjednoczonych służba kontraktowa wynosi siedem lat, po której można przejść do służby stałej. Tam jednak jest o wiele więcej etatów podoficerów niż w naszej armii – stosunek etatów podoficerskich do szeregowych jest praktycznie jeden do jednego. Ponadto żołnierza zawodowego można zatrudnić na stanowisku specjalisty przy zachowaniu stopnia szeregowego. Mamy wtedy do czynienia z tzw. awansem poziomym. I taki żołnierz również się rozwija i wykonuje określone specjalistyczne zadania.
Ponadto istotnym argumentem za przedłużeniem służby jest aktualna sytuacja geopolityczna. My nie możemy sobie pozwolić, aby rezygnować z żołnierzy reprezentujących najwyższy poziom wyszkolenia. Nie przemawiają za tym żadne argumenty poza absurdalnym stwierdzeniem opozycji, że żołnierze w wieku 60 lat będą kopać okopy.
W obecnych Siłach Zbrojnych wymagane są bardzo dobra wiedza specjalistyczna, umiejętność podejmowania samodzielnych decyzji, odporność na stres. Nasi żołnierze spełniają te oczekiwania. Okopy też potrafią kopać.
Nie ma żadnego spójnego systemu, co z nimi zrobić. Ale nie dotyczy to tylko byłych żołnierzy. Dotychczasowa polityka kadrowa była niejasna i nietransparentna. Dochodziło np. do takich absurdów, że oficerowie unikali awansu do struktur NATO. Powód? Po powrocie trafiali do rezerwy kadrowej, bo nie było już dla nich etatu w jednostce, który odpowiadałby ich kwalifikacjom. Z kolei na kursy do szkół podoficerskich najczęściej były kierowane osoby, które zamiast dobrych wyników miały wątpliwe znajomości. MON już nad tym pracuje, w tym celu wymieniony został dyrektor departamentu kadr.
Tak. Będzie się to odbywało tak jak na Zachodzie.
Dotychczas obowiązywał zapis o jednolitości stopnia z etatem. Istniała natomiast możliwość zajmowania przez majora etatu pułkownikowskiego. W tej nowelizacji dopuszcza się omijanie przez ministra tej zasady w szczególnych przypadkach na najwyższych stanowiskach.
Im wyższe stanowisko, tym liczba oficerów jest mniejsza, a często trzeba powołać żołnierza na stanowisko o wąskiej specjalności z określonym stopniem wojskowym. Do tej pory nie było pełnej możliwości powołania na to stanowisko żołnierza z niższym stopniem. Powodowało to sytuację, że w szczególnych przypadkach na wyższe stanowiska wyznaczano żołnierzy posiadajacych wymagany stopień, choć niekoniecznie wymaganą specjalność. Ten przykład, o którym pan wspomniał, dotyczy zastępcy dowódcy Wielonarodowego Korpusu Północny Wschód w Szczecinie. Tam na stanowisko generała dywizji został mianowany przez ministra Macierewicza oficer w stopniu pułkownika. Spełniał on wszelkie kryteria poza wymaganym stopniem wojskowym i zgodnie z poprzednimi przepisami szef MON nie mógłby go wyznaczyć na to stanowisko. Jestem głęboko przekonany, że minister podjął korzystną dla Sił Zbrojnych decyzję.
Zdecydowanie tak. Można powiedzieć, że dotyczy to oficerów starszych w stopniu podpułkownika i pułkownika. Może to, co powiem, nie będzie do zaakceptowania dla starszych oficerów, ale ich miejscem służby powinny być jednostki wojskowe. Żołnierze mogliby na co dzień wykorzystywać posiadane doświadczenie. Stanowiska urzędnicze należy przekazać cywilom. Dlatego trzeba przejrzeć etaty żołnierzy zawodowych w najwyższych strukturach. Głównie w urzędzie ministra obrony narodowej. Z tego, co wiem, te stanowiska są przeglądane i mam nadzieję, że szef MON część tych etatów przeniesie do jednostek wojskowych.
Z pewnością osoby tam zatrudnione powinny być lepiej przeszkolone pod kątem wychwycenia tych ochotników, którzy chcą służyć w armii z pasji, i tych, którzy traktują armię jak przetrwanie.
Trudno mi to ocenić, ale może być ich nawet 15 proc. Jeśli na rynku pracy poprawi się sytuacja, będą oni prawdopodobnie rezygnować ze służby.
Prace są bardzo zaawansowane. Formacja ma być oparta na organizacji terytorialnej. Podstawowe jednostki OT będą powoływane w poszczególnych powiatach. Na marcowym posiedzeniu sejmowej komisji obrony narodowej zostanie zaprezentowana przez ministra cała koncepcja funkcjonowania obrony terytorialnej.
Osobami zakwalifikowanymi do obrony terytorialnej w danym powiecie będą mieszkańcy danego powiatu. Chcemy ich związać terytorialnie i emocjonalnie ze służbą. To będą ochotnicy, którzy będą podpisywać wobec armii zobowiązanie służby. W zamian otrzymają wyposażenie i broń. Przy czym powstaną też stałe struktury złożone z żołnierzy zawodowych odpowiedzialnych za szkolenie, sprzęt i przygotowanie tych ochotników
Nie. Broń będzie przechowywana pod nadzorem żołnierzy zawodowych w stałych punktach szkoleń. To nie będzie sprzęt z demobilu. Będą wyposażeni w broń strzelecką, ale także przeciwpancerną i przeciwlotniczą. Nie może się więc powtórzyć sytuacja, jak w przypadku Narodowych Sił Rezerwowych, gdy zdarzało się, że żołnierze przyjeżdżali na szkolenie, a nie było wyznaczonej osoby, która by je prawidłowo przeprowadziła.
Z pewnością trzeba będzie się nad tym zastanowić. Nie widzę przeszkód, aby mogli np. otrzymywać stały miesięczny żołd.
Jeszcze nie została określona. Ja sądzę, że może to być 100–150 tys. żołnierzy.
NSR się nie sprawdziły. W obecnym kształcie pełnią w zasadzie rolę preselekcji do armii zawodowej. Obecnie trwa w Siłach Zbrojnych dyskusja nad zmianami w NSR.
Będziemy do tego dążyli, aby w wojskach operacyjnych służyło 120 tys. żołnierzy zawodowych, a 30 tys. utrzymywało gotowość w ramach NSR.
Niewykluczone, że jeszcze w tym roku mogą być im wypłacone bonusy, ale nie chce uprzedzać faktów. To zależy od budżetu. Nasza armia będzie silna pod warunkiem, że żołnierze będą godziwie zarabiać. Minister Macierewicz zapowiedział, że do tego będzie dążył. Jeśli chcemy, aby do armii trafiali najlepsi, to trzeba zadbać o to, aby zarabiali na przyzwoitym poziomie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu