Po prawie roku od petycji aktywistów o zrewidowanie podejścia administracji publicznej do technologii Google i innych big techów okazuje się, że najskuteczniejszym sposobem ochrony danych obywateli jest osobista interwencja ministra.
Fundacja „Internet. Czas działać!” w ubiegłym tygodniu wykonała analizę strony gov.pl za pomocą narzędzia Rentgen. – Analiza wykazała, że strona korzysta z Matomo (oprogramowanie open-source – red.) jako zamiennika Google Analytics. Jednak strona wykorzystuje Google Tag Manager (system zarządzania tagami – red.), więc Google jest informowany o każdych odwiedzinach na tej stronie – informuje nas Kuba Orlik, prezes Fundacji „Internet. Czas działać!”.
Co aktywiści chcieli zmienić na stronach administracji publicznej?
Z tego wynika, że sytuacja wcale się nie poprawiła od zeszłego roku, gdy Fundacja Panoptykon i Fundacja „Internet. Czas działać!” zwróciły się do Ministerstwa Cyfryzacji z petycją w sprawie wykorzystywania technologii zbierających dane o internautach na stronach prowadzonych przez podmioty administracji publicznej. Apel był efektem analizy stron w domenach gov.pl i samorzad.gov.pl. Wynikało z niej, że odwiedziny na tych stronach w wielu przypadkach wiążą się z koniecznością ujawniania danych takim firmom jak Google – które przetwarzają i wykorzystują do własnych celów biznesowych wszelkie informacje o naszej aktywności w internecie. Obejmuje to także dane osobowe. Fundacje wystąpiły z tą petycją w kwietniu ub.r.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.