Miał pan okazję pracować z kilkoma rządami. Z którym było najtrudniej?
Z obecnym. Dla mnie nie jest to trudność niespodziewana, bo w 2015 r. przeczytałem program wyborczy PiS. Wynikało z niego, że silne państwo to państwo scentralizowane. Ten program mi się nie podobał. Od zjazdu Solidarności w Gdańsku, od lat 1980-1981 przesiąkłem decentralizacją i uważam, że wzmacnianie państwa to przekazywanie tego, co możliwe, w dół. Góra powinna się zajmować wielką polityką, a nie szpitalami powiatowymi i szkołami podstawowymi. Nie zgadzamy się, by zastępować dochody własne samorządów pieniędzmi, o które trzeba się ubiegać w centrali.
Z Platformą Obywatelską współpraca układała się lepiej?
Nie bardzo. Dobra współpraca to była z rządem Hanny Suchockiej, która utworzyła Komisję Wspólną Rządu i Samorządu Terytorialnego. I potem z rządem Jerzego Buzka, który wprowadzał kolejne etapy decentralizacji. Tam byliśmy rzeczywiście wysłuchiwani.
O co samorządowcy mają największy żal do rządu Donalda Tuska?
Ten rząd deklaratywnie był bardzo prosamorządowy. Tyle że bardzo niewiele z postulatów samorządowych udało nam się załatwić. Przykładowo w ramach akcji „Stawka większa niż 8 mld zł” apelowaliśmy do rządu, żeby zwiększył udziały w PIT w związku z tym, że poprzedni rząd PiS wprowadził ulgi w podatku dochodowym, które nie zostały samorządom zrekompensowane (na marginesie - historia lubi się powtarzać, jak widać). Najpierw próbowaliśmy lobbować w tej sprawie i napotykaliśmy na mur niezrozumienia, potem zebraliśmy ponad 300 tys. podpisów i skierowaliśmy do Sejmu projekt obywatelski. Ale ówczesna wiceminister finansów Hanna Majszczyk jako główna księgowa budżetu negatywnie zaopiniowała nasz projekt. I tak temat uśmiercono. Walczyliśmy o zmiany w oświacie, o subwencję - choć tu prawdziwa katastrofa nastąpiła dopiero za rządów PiS. Zabiegaliśmy też o zmiany w Karcie nauczyciela, w urlopach nauczycieli dla poratowania zdrowia… Premier Tusk przychodził na te spotkania i mówił: „Sami się z nimi dogadajcie”. Tak więc były deklaracje, niezła atmosfera na spotkaniach, ale niewiele z tego wynikało.
PiS jest bardziej sprawczy?
Tak, ale nie w pożądanych przez nas kierunkach.