Europejski Trybunał Praw Człowieka rozstrzygnął 30 lipca sprawę znanej polskiej dziennikarki Ewy Siedleckiej zarzucającej Polsce naruszenie gwarancji wolności i bezpieczeństwa osobistego). Miało do tego dojść na skutek legitymowania jej przez ponad dwie godziny podczas obywatelskiego protestu (skarga nr 13375/18).
Jak podnosiła Siedlecka, takie działanie policji powinno było zostać zakwalifikowane jako jej zatrzymanie, czego nie potwierdziły sądy na poziomie krajowym. Trybunał orzekł natomiast naruszenie jej praw i wolności zawartych w art. 5 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.
Odseparowani czy zatrzymani?
W 2017 r. Ewa Siedlecka uczestniczyła w manifestacji przeciw tzw. miesięcznicom smoleńskim. Manifestacja została wcześniej zakazana przez prezydenta Warszawy ze względu na przepisy o zgromadzeniach cyklicznych (zakazywały one demonstracji, które odbywają się w tym samym miejscu i czasie co zgromadzenia cykliczne, ten status zaś przysługiwał „miesięcznicom”). Protestujący, a wśród nich Ewa Siedlecka, zostali odseparowani – najpierw przez policyjny kordon, a następnie na podwórzach pobliskich budynków – i byli „spisywani” do późnych godzin wieczornych, pozostając bez dostępu do wody, toalet i nie mogąc porozmawiać z przybyłymi na miejsce adwokatami z okręgowej izby adwokackiej. Policja utrzymywała jednocześnie, że nie doszło do formalnego zatrzymania. Tę interpretację opisywanego zdarzenia potwierdził Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia, oddalając zażalenie na zatrzymanie złożone przez dziennikarkę. Według sądu policja działała w sposób właściwy i zgodny z prawem, reagując na próbę blokowania legalnego zgromadzenia przez Siedlecką i innych, a długotrwałość sytuacji, w jakiej się znalazła, wynikała z przyczyn obiektywnych.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.