Problemy z paliwem lotniczym nie skończą się nawet po odblokowaniu Cieśniny Ormuz. PLL LOT: Dostosowujemy kształt siatki połączeń do nowych realiów

lotnisko
Monika Chylaszek, rzeczniczka portu lotniczego w Krakowie wskazuje, że „obecnie nie mamy ani od kontrahentów, ani od linii lotniczych sygnałów o utrudnieniach”. W Porcie Lotniczym we Wrocławiu funkcjonuje baza paliw o pojemności 400 tys. litrów.Shutterstock
dzisiaj, 13:32

Na polskich lotniskach nie brakuje paliwa lotniczego, a Orlen " nie identyfikuje ryzyk związanych z ciągłością zaopatrzenia rynku krajowego". PLL LOT przyznaje jednak, że mierzy się "z bezprecedensowym wzrostem cen paliwa, który istotnie podnosi koszty operacyjne", przez co konieczna jest "optymalizacja operacyjna". Sytuacja nie ustabilizuje się od razu po odblokowaniu Cieśniny Ormuz.

Konflikt na Bliskim Wschodzie i problemy z transportem przez Cieśninę Ormuz spowodowały wzrost cen paliwa lotniczego oraz problemy z jego dostępnością. Ceny paliwa lotniczego wzrosły dwukrotnie od ataku na Iran, czyli bardziej niż ceny ropy naftowej. Paliwa zaczęło brakować na niektórych włoskich lotniskach, w związku z czym wprowadzono ograniczenia dotyczące tankowania. Niektóre linie lotnicze w Europie i Azji zapowiedziały odwołanie części lotów oraz wzrost cen biletów. Przykładowo, Scandinavian Airlines (SAS) już w połowie marca zdecydowały o odwołaniu 1 tys. lotów w kwietniu, a prezes spółki informował o możliwej konieczności podniesienia cen biletów, jeśli konflikt będzie trwał przez dłuższy okres.

Dwutygodniowe zawieszenie broni między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, ogłoszone przez Donalda Trumpa w nocy z wtorku na środę, zakłada odblokowanie transportu, m.in. ropy i produktów pochodnych, przez Cieśninę Ormuz (choć, jak wskazuje Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego Iranu, przy „koordynacji z irańskimi Siłami Zbrojnymi”).

Zawieszenie broni USA–Iran nie kończy problemu. IATA: ceny paliwa lotniczego pozostaną wyższe

Willie Walsh, dyrektor generalny Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA), powiedział jednak w środę, że przywrócenie normalnego poziomu dostaw paliwa lotniczego potrwa miesiące, nawet po otwarciu Cieśniny Ormuz – donosi Reuters. Wynika to z zakłóceń w możliwościach rafineryjnych na Bliskim Wschodzie.

Walsh dodał, że ceny paliwa lotniczego pozostaną nieco wyższe, nawet jeśli ceny ropy naftowej spadną. Trend spadkowy na rynku ropy jest obserwowany po ogłoszeniu zawieszenia broni.

PLL LOT: niedobory paliwa nie wpływają na w operacje spółki, ale koszty rosną

PLL LOT przekazuje nam, że sytuacja niedoboru paliw w wybranych portach lotniczych nie ma wpływu na operacje spółki. – Natomiast Polskie Linie Lotnicze LOT mierzą się dziś – podobnie jak cała branża – z bezprecedensowym wzrostem cen paliwa, który istotnie podnosi koszty operacyjne. Spółka prowadzi działania hedgingowe, jednak przy tak dynamicznych zmianach rynkowych nie są one w stanie w pełni zneutralizować presji kosztowej – przekazuje nam biuro prasowe.

PLL LOT dostrzega ograniczone możliwości przełożenia tych wzrostów na ceny biletów. – Dlatego koncentrujemy się na optymalizacji operacyjnej, dostosowując kształt siatki połączeń do nowych realiów. Równolegle na bieżąco monitorujemy sytuację geopolityczną i elastycznie zarządzamy flotą, kierując ją tam, gdzie możliwe jest utrzymanie stabilnych operacji – wskazuje spółka.

Polskie lotniska bez sygnałów o potrzebie reglamentacji paliwa lotniczego

Jak konflikt na Bliskim Wschodzie wpłynął na polskie lotniska? Polskie Porty Lotnicze przekazują nam, że są w stałym kontakcie z dostawcami paliwa lotniczego. – Na ten moment nie mamy żadnych sygnałów dotyczących ewentualnych utrudnień w dostępie do paliwa na lotniskach zarządzanych przez PPL i nie spodziewamy się konieczności reglamentowania paliwa lotniczego – przekazuje nam spółka.

Także Monika Chylaszek, rzeczniczka Międzynarodowego Portu Lotniczego w Krakowie-Balicach, wskazuje, że „obecnie nie mamy ani od kontrahentów, ani od linii lotniczych sygnałów o utrudnieniach”. W Porcie Lotniczym we Wrocławiu funkcjonuje oddana niecałe dwa lata temu baza paliw o pojemności 400 tys. litrów. – W zależności od sezonu paliwo lotnicze jest dostarczane na lotnisko od kilku do kilkunastu razy dziennie. Na ten moment nie mamy informacji o jakichkolwiek zakłóceniach w procesie dostaw. W związku z tym wszystkie operacje lotnicze są realizowane zgodnie z planem – dodaje Bartosz Wiśniewski, rzecznik wrocławskiego lotniska.

Na Katowice Airport działa trzech dostawców paliwa lotniczego. – Obecnie żaden z nich nie sygnalizuje problemów z dostępnością paliwa JET-A1 – zapewnia Piotr Adamczyk, rzecznik. Z kolei na gdańskim lotnisku agentami paliwowymi są ORLEN Aviation i Air BP Aramco Poland. – To oni tankują samoloty i mają zawarte umowy z liniami lotniczymi – wskazuje Agnieszka Michajłow, rzeczniczka Portu Lotniczego w Gdańsku. Dodaje, że nie ma informacji, żeby były jakieś problemy z dostępnością paliwa lotniczego.

Polska jest prawie samowystarczalna w zakresie paliwa lotniczego

Adrian Furgalski, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR zauważa, że Europa importuje blisko 60 proc. paliwa lotniczego. – Polska jest tutaj niemal samowystarczalna. Owszem, straszy się remontami, jak chociażby tym pięciotygodniowym w rafinerii płockiej od połowy maja [2026 r. - red.], bo spowodują spadek produkcji krajowej, ale były one zapowiedziane i linie się do tego przygotowały. Źródła dostaw ropy do Polski także nie są zagrożone – mówi.

Według niego, gdyby konflikt się jednak przedłużał i trwał przez kolejne miesiące, mógłby jednak skutkować redukcją najmniej rentownych lotów, łączeniem rejsów oraz podwyżką cen biletów w Europie, także dla rejsów z i do Polski.

ORLEN uspokaja: "nie identyfikujemy ryzyk związanych z ciągłością zaopatrzenia rynku krajowego". Wolumen dostaw paliwa lotniczego ma wzrosnąć

Orlen deklaruje, że na bieżąco realizuje dostawy paliw lotniczych do klientów, zgodnie z obowiązującymi umowami. – Obecnie nie identyfikujemy ryzyk związanych z ciągłością zaopatrzenia rynku krajowego – dostawy odbywają się zgodnie z planem, a sytuacja jest stale monitorowana – przekazała nam spółka we wtorek, jeszcze przed informacją o zawieszeniu broni.

Orlen zakłada wręcz wzrost wolumenu dostaw paliwa lotniczego, „odpowiadający zgłaszanemu zapotrzebowaniu ze strony krajowych i zagranicznych linii lotniczych oraz prognozowanemu ożywieniu na rynku lotniczym”. Dodaje, że dostępność paliwa lotniczego dla klientów Orlenu jest zabezpieczona m.in. dzięki „dywersyfikacji kierunków zaopatrzenia oraz elastycznemu zarządzaniu łańcuchem dostaw”.

Spółka wskazuje też, że planowane przestoje remontowe nie mają związku z realizacją dostaw dla klientów ORLEN i są zawsze uwzględniane w planie operacyjnym spółki. - Remonty w rafineriach w Gdańsku i Płocku nie stanowią zdarzeń nadzwyczajnych – są one elementem standardowego, wieloletniego cyklu prac utrzymaniowych, niezbędnych do zachowania bezpieczeństwa instalacji oraz zgodności produkcji z obowiązującymi normami jakościowymi - przekazuje nam spółka. Dodaje, że postoje remontowe w poszczególnych lokalizacjach zostały zsynchronizowane w czasie w sposób sekwencyjny, co oznacza, że prace w Gdańsku i w Płocku nie nakładają się, a dzięki temu nie wpływają jednocześnie na łączne zdolności produkcyjne Grupy ORLEN. - Taki model planowania jest w ORLEN stosowany konsekwentnie od lat i pozwala zachować ciągłość zaopatrzenia rynku krajowego nawet w okresach intensywnych prac technicznych - przekazuje nam biuro prasowe.

UNIMOT: mniej lotów to wyzwanie logistyczne i niższy wolumen dostarczanego paliwa

Z kolei Adam Sikorski, prezes Grupy UNIMOT (działającej w Polsce na lotniskach w Warszawie, Krakowie i Katowicach), mówi DGP, że drastyczny wzrost cen paliw lotniczych oraz napięcia geopolityczne oddziałują na cały rynek. – W obecnej sytuacji obserwujemy mniejszą liczbę lotów na jednym z obsługiwanych przez nas lotnisk, a część połączeń realizowana jest rzadziej. Ma to naturalny wpływ na naszą działalność – stanowi wyzwanie logistyczne i wpływa na niższy wolumen dostarczanego paliwa – mówi Adam Sikorski. Prezes Unimotu zauważa jednak, że w 2025 r. konsumpcja paliwa typu JET wzrosła o ok. 25 proc. rok do roku, a fundamenty popytowe pozostają silne, co „stwarza przestrzeń do dalszej ekspansji”. – W obecnych warunkach szczególnie ważne jest zarządzanie ryzykiem dostaw i dostępności produktu. Jako UNIMOT zabezpieczamy zaplanowany wolumen paliwa poprzez zawieranie dodatkowych kontraktów z dostawcami oraz dywersyfikację źródeł zaopatrzenia. Pozwala nam to zapewnić fizyczną dostępność paliwa dla klientów – dodaje Adam Sikorski.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381425mega.png
Źródło: GazetaPrawna.pl / Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.