Zdaniem analityków Cambridge Econometrics Polska jest jednym z krajów najbardziej narażonych na zakłócenie dostaw.
Unia Europejska powinna zmniejszać swoje uzależnienie od importu ropy, gdyż obecny stan rzeczy jest kosztowny i w dłuższej perspektywie może się okazać ryzykowny – twierdzą analitycy firmy konsultingowej Cambridge Econometrics. W ubiegłym roku państwa Dwudziestkiósemki importowały 88 proc. wykorzystywanego oleju skalnego, podczas gdy na początku ubiegłej dekady stopień uzależnienia UE wynosił jeszcze 76 proc., a w 2005 r., pierwszym pełnym roku po największym w historii rozszerzeniu, było to 82 proc. W ostatnich latach import ropy nieco spadał, ale jeszcze szybciej spadało własne wydobycie w krajach UE.
To kosztowne uzależnienie. Mimo rekordowo niskich cen ropy w ubiegłym roku UE wydała na import tego surowca 1,3 proc. swojego PKB, czyli 187 mld euro. Do tego należy doliczyć 62 mld euro na import już przetworzonych produktów naftowych. Dla porównania tak gorący politycznie import gazu kosztował Wspólnotę „jedynie” 40 mld euro. Największymi beneficjentami tego stanu rzeczy są firmy pozaeuropejskie. Najwięksi dostawcy to Rosnieft, Łukoil, Saudi Aramco i Exxon. W pierwszej dziesiątce największych firm dostawców znaleźli się ponadto norweski Statoil i tylko jedna firma z siedzibą w UE – holenderski Shell.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.