Komisja Europejska nareszcie zauważyła, że biopaliwa rujnują rynki rolne, środowisko i kieszenie konsumentów, i postanowiła zaniechać forsowania polityki dolewania ich do paliw tradycyjnych.
To jednak jeszcze nie znaczy, że tak się stanie. Nie po to potężne grupy interesów wywalczyły sobie możliwość zarabiania wielkich pieniędzy, by teraz z tego zrezygnować. Dziwić i śmieszyć może natomiast to, że wielkim zwolennikiem biopaliw jest także Polska. Podczas gdy w Unii średnio dolewa się dziś 4,5 proc. paliwa ze zboża, cukru lub rzepaku, to w naszym kraju już 7 proc. PSL od zwiększania tej puli odejść nie chce. Interesy partii liczącej 100 tys. członków są ważniejsze niż interes 38 mln konsumentów.
Politykę forsowania biopaliw wymyślono, gdy Polska jeszcze nie była członkiem Wspólnoty. Miała ratować dochody rolników, które rosły o wiele wolniej niż płace w branżach pozarolniczych. Miała też służyć interesom konsumentów. To przecież z ich kieszeni finansowano magazynowanie rosnących gór pszenicy, cukru czy innych zbóż. W tych czasach bowiem dopłaty dla rolników związane były z poziomem produkcji – więcej dostawali ci, którzy więcej zebrali ze swoich pól. Potem jednak, żeby pozbyć się rosnących gór niepotrzebnej żywności, dopłaty od wielkości produkcji rolnej oderwano. Unijni rolnicy już nie musieli intensyfikować produkcji, żeby zachować poziom dochodów. Dodatkowym walorem tej polityki wydawało się to, że ziemia rolna odetchnie od nadmiaru chemii.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.