Jeden z głównych motorów wzrostu gospodarczego – konsumpcja prywatna – dostaje coraz wyraźniejszej zadyszki.
Polacy są w coraz gorszej sytuacji finansowej. To dobry moment, by zrezygnować z części wydatków. Ekonomiści, z którymi rozmawialiśmy, sądzą, że dynamika konsumpcji zapewne spadnie poniżej 2 proc., czyli poziomu rzadko notowanego w polskiej gospodarce. Od początku ubiegłej dekady tak słabego roku jeszcze nie było, choć zdarzały się pojedyncze kwartały konsumpcyjnej zapaści. Ostatnio w 2009 r., gdy spożycie prywatne wzrosło o zaledwie 1,2 proc. w II kwartale. Ale wtedy polska gospodarka była świeżo po uderzeniu pierwszej fali kryzysu wywołanej upadkiem Lehman Brothers.
Teraz spadek dynamiki konsumpcji nie jest tak szybki, ale to też może oznaczać, że potrwa dłużej. Co za tym przemawia? Przede wszystkim słabość rynku pracy. Fundusz płac, czyli łączna wartość pensji ze wszystkich etatów w firmach, rośnie słabo, poniżej inflacji. To oznacza, że siła nabywcza konsumentów słabnie. Co już przekłada się na wyniki sprzedaży detalicznej. W kwietniu jej dynamika była zaskakująco niska, wyniosła 5,5 proc. Analitycy spodziewali się, że będzie to około 9,4 proc. w skali roku.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.